Kro­cząc sobie spo­koj­nie po Pyr­ko­nie, nagle zosta­łem zacią­gnię­ty do prze­dziw­nej gry z kolo­ro­wy­mi kost­ka­mi, ktoś zaczął krzy­czeć, że mam brać jed­ną, nie rozu­mia­łem, po cza­sie wszy­scy zaczę­li­śmy krzy­y­czeć i wyma­chi­wać ręka­mi… i nastą­pił wybuch.

Uff.. ale zaczy­na­jąc od począt­ku.