Tylko dokładne trafienia
Szukaj w tytule
Szukaj w treści
Szukaj w postach
Szukaj na stronach
Filtruj po kategoriach
Bez kategorii
e-Planszówka
Felieton
Gry dla dwóch
Gry ekonomiczne
Gry imprezowe
Gry jednoosobowe
Gry kafelkowe
Gry karciane
Gry kooperacyjne
Gry logiczne
Gry strategiczne
Kącik opowieści
Paski
Planszówkowa Lama
Recenzja
Relacja
TheFoTB prezentuje
Tiny Wooden Pieces
Top10
Unsorted
Up To 4 Players
Loading Quotes...

Hunger – the show, czyli jak mogłeś ukraść mi ostatni owoc!

Upał i skwar są bezlitosne. Plaga szczurów zaatakowała obozowisko i zniszczyła ostatnie zapasy konserw. Cóż, żeby przetrwać musisz opuścić bezpieczną strefę i udać się na polowanie do dżungli. Czujesz się samotny i opuszczony. Nie tak dawno ktoś, kogo miałeś za przyjaciela, ukradł Twoje owoce i z satysfakcją zjadł je na Twoich oczach. I nie tylko Twoich, świadomość porażki przed milionami widzów jest przytłaczająca. Czas na spektakularne odbicie się od dna. Wyruszasz, by zdobyć upragnione mięso i … przypadkiem strącasz stosik żetonów, trzeba przerwać grę, by posprzątać.

Zapraszam do przetrwania razem ze mną w Hunger – the show!

Iść, ciągle iść w stronę słońca

Od wydawnictwa Phalanx otrzymujemy niezbyt duże, ale solidnie wykonane pudełko. Zmieściło się do większości toreb bez problemu i podczas wielokrotnych podróży komunikacją miejską nie uległo zniszczeniom. Szata graficzna jest iście wakacyjna – błękitne niebo, bezludna wyspa i 6 śmiałków. Poprawność polityczna została zachowana, gdyż mamy przedstawicieli wszystkich ras. Zwykle irytuje mnie, zbyteczny w wielu grach. negliż bohaterów, tak tutaj jest on w pełni zrozumiały. W końcu będziemy brać udział w telewizyjnym show i jakoś się już w społeczności przyjęło, że lepiej odsłonić niż zakryć. Sama kreska jest miła dla oka, niby niechlujna, bo wykończenia kolorystyczne są niedokładne, ale osobiście bardzo mi odpowiada.

Po otwarciu kartonu otrzymujemy stos żetonów i kart. Naszą planszą jest wnętrze pudła (określenie tego jako plansza 3D niezmiernie mnie rozbawiło). Ma to swoje plusy i minusy – brak osobnej podstawy do grania wymaga wyrzucenia wszystkich elementów, co ułatwi znacznie ich zgubienie. Z drugiej strony, gra przez to zajmuje o wiele mniej miejsca = mniejsze opakowanie. Aby nie pogubić tak łatwo elementów, dodano woreczki strunowe na karty i żetony. Nie wiem, czy mój sprytny plan poukładania tego, był zły (acz znajomi mówili, że dla nich to też jedyny sensowny), ale zabrakło mi jednego, by wszystko było idealne. Niby nie jest to istotne, ale musiałam okraść Alerisa, żeby nie uciekły mi kurczaki wrzucone luzem do pudełka.

Żetony wycięte prawidłowo, z ładnym grafikami, przedstawiają wspomniane kurczaki, elementy tratwy, owoce i kokosy. Po jednej stronie mamy sam obrazek, po drugiej razem z liczbą, która mówi o tym, jak wartościowy jest łup. Odpowiednią ich liczbę będziemy ustawiać w stertę na planszy, co jest dość frustrujące, bo co chwilę ktoś ją przewraca i rozpoczyna się chaos. Karty dzielimy na: wizerunki bohaterów, miejsca na wyspie, akcje, które możemy wykonać, pierwszego gracza oraz wydarzeń na wyspie z odrębną końcową. Karty są bardzo spójne, wszystkie pochodzące z jednej grupy mają to samo tło, przez co są spójne i nie drażnią oka.

 

Tyle słońca w całym mieście

Hunger – the show jest grą imprezową przeznaczoną dla dwóch do sześciu osób. Jesteśmy uczestnikami telewizyjnego show, których zadaniem jest przetrwać, a potem uciec z bezludnej wyspy. Jak to w takich produkcjach bywa, negatywna interakcja również będzie obecna.

Są dwa warianty gry – z lub bez akcji specjalnych. Każdy bohater ma dwie kart postaci, jedną zwykłą, a drugą przedstawiającą wyjątkową umiejętność – zwykle jest to możliwość wyboru lepszego łupu. Zdecydowanie odradzam grę z akcjami specjalnymi w dwie osoby, w więcej jest lepiej, ale nie uważam, żeby była to jakaś szałowa innowacja.

Każdy otrzymuje dwa zestawy kart: czynności i miejsc. Dostępne miejsca zależą od liczby graczy: na dwie osoby będziemy zagrywać plażę lub obozowisko, od trzech osób będzie aktywny las, a od pięciu góry. Zadania, które możemy wykonać są zawsze te same: kradzież, strażnik, zbieranie owoców, tratwy i kurczaków. W swojej rundzie należy wyłożyć zakryte po jednej karcie z każdego rodzaju, czyli będziemy informować co i gdzie robimy. Zasada jest prosta: jeśli pójdziemy sami po zasób, zabieramy dwa żetony, jeśli z kimś – dzielimy się po jednym. Złodziej, gdy jest sam, zgarnia wszystko, ale gdy spotka strażnika, nie ma nic. Obrońca natomiast otrzymuje łupy i dary dziękczynne od innych. Jeśli natomiast 3 lub więcej osób idzie wykonać tę samą czynność w tym samym miejscu, przeszkadzają sobie i nic się nie dzieje. Jest jeszcze ostatnia opcja, gdy strażnik i złodziej nie mają co robić, bo są np. sami na danym polu. Wtedy nudzą się i zbierają kokosy (wydawało mi się, że są one absolutnie niewartościowe, aż pewnego razu znajoma przetrwała 3 rundy na samych orzechach).

Walking on sunshine

Cel gry jest łatwy – przetrwać i uzbierać najwięcej części tratwy. Jednak jego osiągnięcie nie jest już rzeczą tak banalną. Po każdej rundzie należy nakarmić swojego bohatera żywnością o wartości 4. Na początku dostajemy co prawda trochę konserw, jednak one szybko się kończą i trzeba kombinować.  Co rundę odkrywamy też kartę wydarzenia, którymi są np. ptasia grypa albo szczury w obozowisku. Łatwo się domyślić, że w ten sposób dostępne zasoby kurczą się jeszcze szybciej. Jako łatwiejszy wariant gry wydawnictwo proponuje wybranie samych kart neutralnych, ale… to takie nudne! Wśród tego stosu znajduje się zakończenie show. Aby nie nastąpiło to zbyt szybko, instrukcja nakazuje potasowanie dwóch stosów po pięć kart i dołożenie losowo do drugiego z nich końca gry. Oczywiście, jeśli wszyscy uczestnicy show zostaną wyeliminowani i nie będą mieli co jeść, zwijamy kamery i możemy puścić smutne ,,the end”.

Feel happy when the sun is shining

Hunger – the show to gra emocjonująca. Każdej rozgrywce towarzyszyły okrzyki złości czy rozpaczy, gdy ktoś zwinął mi ostatnie jedzenie albo tratwę. Gra jest bardzo nieprzewidywalna, gdyż rządzi nią spora losowość. Nie mamy jak przewidzieć, co zagrają przeciwnicy (ale istnieje zależność, że losowość rośnie wraz z liczbą graczy) ani też, które zagranie opłaci nam się najbardziej. Zwykle brak strategii nie jest uciążliwy, ot rzucamy karty, ktoś komuś coś zabierze, inni podzielą się łupem, a ostatnia osoba zbierze kokosy. Jest naprawdę mało sytuacji, które mogą zirytować i do razu zniechęcić do dalszych rund. Oczywiście, taka musiała mi się przytrafić. Oczywiście, uznano, że z mojej winy. Dlaczego? Pierwsza tura, wszyscy zagrywają karty (liczba graczy: 5). Absolutnie wszyscy poszli na plażę (opalania się zachciało…), ja również, ale jako złodziej. W rezultacie zabrałam wszystko co mogłam, zyskałam bardzo dużą przewagę i wszyscy się zgniewali. Tak może się zadziać, gdy grą rządzi losowość, ostrzegam lojalnie.

Let the sun shine

Gra, wyprodukowana przez Phalanx, jest niezbyt wymagającym tytułem. I właśnie to sprawia, że jest tak idealna na wakacje. Na każdej imprezie, na której proponowałam ten tytuł, była przyjęta z zadowoleniem. Jest też odpowiednia dla typowego ,,odmóżdzenia” tak potrzebnego każdemu zmęczonemu i znudzonemu codziennością człowiekowi. Polecam!

 

Plusy:

- grafika

- małe pudełko

- odpowiednia doza negatywnej interakcji

- losowość

 

Minusy:

- układanie żetonów w stos

- losowość (tak, znowu)

 

Dziękuję wydawnictwo Phalanx za egzemplarz do recenzji!