Skip to content →

Tik, Tik, Tik, Psss… recenzja Fuse. Prawdziwa bomba, czy niewypał?

Krocząc sobie spoko­jnie po Pyrkonie, nagle zostałem zaciąg­nię­ty do przedzi­wnej gry z kolorowy­mi kostka­mi, ktoś zaczął krzy­czeć, że mam brać jed­ną, nie rozu­mi­ałem, po cza­sie wszyscy zaczęliśmy krzyy­czeć i wymachi­wać ręka­mi… i nastąpił wybuch.

Uff.. ale zaczy­na­jąc od początku.

Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?

Fuse to właśnie tego typu gra, gdzie możesz zła­pać osobę na uli­cy i wciągnąć ją do gry, tłu­macze­nie zasad jest proste i moż­na je w ostate­cznoś­ci przeprowadz­ić (o zgro­zo!) w trak­cie gry.

Fab­u­larnie sta­je­my się futu­rysty­cznym odd­zi­ałem spec­jal­nym do rozbra­ja­nia bomb. Zostal­iśmy wezwani na statek, gdzie będziemy przeprowadza­li neu­tral­iza­cję zagroże­nia.

A znacznie częś­ciej wybuchać razem z nim…

Aleris

Jak­by nie zakończyła się nasza mis­ja, to 10 min­ut na roz­gry­wkę pozwala nam na kilkukrotne powtórze­nie par­tii, może na bardziej dopa­sowanym poziomie, ponieważ przewidziane jest pięć stop­ni trud­noś­ci, od szkole­niowego aż po obłąkańczy. Jak­by tego było mało, to kar­ty również mają swo­je poziomy, których jest 6 (ana­log­iczne do ich wartoś­ci punk­towej), przez wyk­lucze­nie najtrud­niejszych, również ułatwimy sobie zabawę.

Przy samej roz­gry­w­ce naprawdę moż­na osza­leć.

W składzie ładunku

Do zabawy otrzy­mu­je­my 65 kart, płó­ci­en­ny woreczek i 25 kolorowych koś­ci. Cała zawartość gry jest w stanie zmieś­cić się we wspom­ni­anym woreczku. Z jed­nej strony to plus, z drugiej należy zas­tanow­ić się, czy jest to odpowied­ni sto­sunek ceny do zawartoś­ci.

Więk­szość wyna­gradza nam wyko­nanie, kar­ty mają ładne i przede wszys­tkim czytelne ilus­trac­je, dodatkowo koś­ci również nie są jakieś klasy­czne a posi­ada­ją sym­bole znane nam z zegarów cyfrowych. Dodatkowo autorzy nie wpadli w pułap­kę prze­biegłych żół­tych koś­ci i zro­bili cyfry na czarno, a nie jak cza­sem się zdarza na biało, gdzie kość sta­je się zupełnie nieczytel­na.

 

Arsenał grozy

Zada­nia, z który­mi trze­ba będzie się zmierzyć, umieszc­zone są na kar­tach, a te moż­na podzielić na rów­na­nia i struk­tu­ry.

W przy­pad­ku struk­tur należy zbu­dować wieżę bądź piramidę z odpowied­nich kostek, gdzie dodatkowo ogranicza­ją nas prawa fizy­ki, bo prze­cież nie wol­no budować wieży od ostat­niego pię­tra, nie?

Rów­na­nia to dobrze nam znane ze szkoły układy znaków, gdzie należy umieś­cić odpowied­nie koś­ci na przez­nac­zonych dla nich miejs­cach tak, aby  były prawdzi­we. Dodatkowo, zna­ki równoś­ci mogą wyma­gać od nas, aby kost­ki zgadza­ły się pod wzglę­dem kolorów, cyfr albo jed­nego i drugiego. Pora zakasać rękawy i do dzieła…

Drużyno, do dzieła!

Przed rozpoczę­ciem roz­gry­w­ki należy się zaopa­trzyć w min­ut­nik, bądź w dedykowaną aplikację na smart­phone (Apple/Android) od Rene­gade Game Stu­dios. Serdecznie zachę­cam do tego drugiego, ze wzglę­du na kli­mat jaki nada­ją dźwię­ki zawarte w liczniku. Minusem jest język aplikacji ogranic­zony do ang­iel­skiego.

Roz­da­je­my każde­mu po 2 kar­ty z zada­ni­a­mi, a następ­nie przy­go­towu­je­my tal­ię zgod­nie z poziomem trud­noś­ci. Rozkładamy na stole 5 kart bomb i dorzu­camy do talii 6 det­o­na­torów. Kost­ki wrzu­camy do worecz­ka.

Kiedy już uru­chomimy cza­somierz, pier­wszy z graczy chwyta za woreczek i rzu­ca tyle losowych kostek, ile zna­j­du­je się graczy przy stole. Wyjątka­mi są par­tie w dwie oso­by i solo, gdzie rzu­camy odpowied­nio kole­jno cztere­ma i trze­ma kość­mi.

Następ­nie zadaniem każdego gracza jest wzię­cie po jed­nej koś­ci i umieszcze­nie jej na swo­jej kar­cie tak, aby zgadza­ło się to z zawarty­mi na niej infor­ma­c­ja­mi.

Jeżeli któryś z zawod­ników zostanie z kostką, która w żaden sposób nie pasu­je do jego kart, musi nią rzu­cić. Zależnie od wyniku, każdy gracz musi odrzu­cić jed­ną kość ze swoich kart pasu­jącej do koloru ALBO cyfry tej niewyko­rzys­tanej. Brz­mi to niegroźnie, ale uwierz­cie mi, będziecie chcieli, żeby takie sytu­acje się Wam nie przy­trafi­ały…

Kar­ty kom­pletne odkładamy na bok i zastępu­je­my je jed­ną z dostęp­nych pię­ciu na środ­ku stołu, na miejsce której wskaku­je nowa z talii.

Roz­gry­wka toczy się do momen­tu, gdy skończą się kar­ty na środ­ku stołu. Wtedy może­my stwierdz­ić, że wygral­iśmy, albo próbować rozwiązać wszys­tkie kar­ty ze stołu, co daje nam więcej punk­tów na koniec.

Kiedy pył opadnie

Trze­ba przyz­nać, że sam tytuł bardziej pasu­je do dynam­icznej gry log­icznej. Jed­nak jego oprawa i udzi­ał aplikacji spraw­ia, że uderza nas cięż­ki kli­mat, a przede wszys­tkim zas­trzyk adren­a­liny. Nikt nie chce pozostać tą ofi­arą, której nic nie pasu­je, a do tego trze­ba sprawnej komu­nikacji z inny­mi gracza­mi i ewen­tu­al­nej zami­any świeżo wyrzu­conych kostek. A to wszys­tko pod presją cza­su! Nie raz widzi­ałem presję na twarzy Alerisa i drżącą dłoń z woreczkiem, a to naprawdę rzad­ki widok. Wspól­ny cel poma­ga niejed­nokrot­nie poma­ga oczyś­cić atmos­ferę po bardziej rywal­iza­cyjnych tytułach. Tak zwany syn­drom lid­era również nie wys­tępu­je, gdyż zwycza­jnie braku­je cza­su na “rządze­nie się” inny­mi gracza­mi.

W dobie ciągłego poś­piechu zaczy­na się popyt na 10 min­u­towe tytuły które moż­na szy­bko rozłożyć zagrać i złożyć, no chy­ba że złapiemy bak­cy­la i roze­gramy kil­ka par­tii z rzę­du, nieza­leżnie od sytu­acji nie jesteśmy zobow­iązani na dłu­gi okres cza­su. Nie pozosta­je nic tylko wybuchać…

Plusy

  • Kom­pak­towa — wszys­tko mieś­ci się w woreczku
  • Łatwe do wytłu­maczenia zasady
  • Szy­b­ki coop — to rzad­kość
  • Kli­maty­cz­na aplikac­ja

Minusy

  • Sto­sunek ceny do zawartoś­ci
  • Aplikac­ja w języku ang­iel­skim

 

Dzięku­je­my wydawnictwu 2 Pio­n­ki za egzem­plarz do recen­zji

Siedem

Ostatni z legendarnej rasy Adminów...
Czarodziej-Mechanik i egzorcysta drukarek...
Pytacie dlaczego Siedem? Odpowiedź jest prosta, bo Osiem było już zajęte...
Dużo planszówkuje, klepie na komputerze i nadużywa wielokropka... czasem udaje mu się napisać recenzję.

Published in Gry dla dwóch Gry jednoosobowe Gry kooperacyjne Gry logiczne Recenzja Unsorted