Skip to content →

Pyrkon 2017 — relacja z największego konwentu fantastyki w Polsce!

Tytułowy Pyrkon, potocznie również zwany Ziem­ni­akonem, od lat bije reko­rdy w iloś­ci uczest­ników. Co roku jest ich coraz więcej, gdzie jeszcze kil­ka lat temu, licz­ba dwukrot­nie się zwięk­sza­ła. Ter­az jest to kilka­dziesiąt tysię­cy osób sku­pi­onych na tere­nie Między­nar­o­dowych Targów Poz­nańs­kich. Orga­ni­za­c­ja tego wydarzenia to nie lada wyczyn, więc jak tegorocz­na edy­c­ja sprawdza się na tle poprzed­nich lat?

Wrażenia po kilku krokach.

Pier­wsze, co potenc­jal­ny uczest­nik odczuwa jadąc na takie wydarze­nie, to ogrom. Nie doświad­czyłem jeszcze nigdy takiego na żad­nym kon­wen­cie i obaw­iałem się, że czeka mnie piel­grzym­ka od uli­cy Bukowskiej do bramek, która będzie trwała kil­ka godzin, ale miło zaskoczył mnie fakt, że w moment przeszedłem. Pro­ce­du­ra odbiera­nia wejś­ciów­ki była krót­ka, a orga­ni­za­c­ja jak najbardziej przy­go­towana na przy­by­cie mediów. Dodatkowo, roz­maw­ia­jąc z uczest­nika­mi dowiedzi­ałem się, że mimo ogro­mu ludzi Pyrkon popraw­ił się i wchodz­iło się na teren szy­bko. On sam nie odstawał od resz­ty, już o 12:00 moż­na było zobaczyć ulicz­ki między poszczegól­ny­mi hala­mi zapełnione cos­play­era­mi i chmara­mi uczest­ników wokół nich. Zrozu­mi­ałem wtedy, że fes­ti­w­al fan­tasty­ki prze­rodz­ił się w mias­to fan­tasty­ki.

Nie spać, zwiedzać, czy aby na pewno?

Co roku jest więcej przestrzeni na sleep­roomie i tym razem Pyrkon nie zaw­iódł. Kom­bi­nac­ja paw­ilonów 3 oraz 3A dała na tyle dużo miejs­ca, że każdy mógł się zmieś­cić. Także po rozbi­ciu się w okolicznym obozie (a wierz­cie mi, niek­tórzy tworzyli nawet swo­je własne fortece) zro­biłem “It’s mor­phin’ time!” i ruszyłem dalej. Fak­tem, który okazał się dość śred­ni to lokaliza­c­ja hali gas­tro­nom­icznej. Był to na tyle daleko wysunię­ty punkt, że cza­sa­mi podróż ze sleep­rooma w tam­to miejsce potrafiła zająć sporo cza­su. Pogo­da nie dopa­sowała tak bard­zo, dlat­ego uciążli­wym był marsz w nocy przy dość niskiej tem­per­aturze. Mimo tego, rozmieszcze­nie hal ogól­nie zostało popraw­ione wzglę­dem zeszłego roku. Fakt, że czteropak nadal nie jest w pełni udostęp­niony, boli, ale to nie zależało od orga­ni­za­cji. Trzy­mam kciu­ki za to, że w następ­nym roku już będzie, bo czekamy!

Walki tytanów

Przyz­nam, że pro­gram mnie niespec­jal­nie por­wał. Już w zeszłym roku byłem niezad­owolony i mimo, że w tym znalazłem coś dla siebie, tak ogól­nie w taki piątek nie mogłem nic odszukać. Jak na moje, to praw­dopodob­nie kon­sek­wenc­ja dopa­sowa­nia tego kon­wen­tu dla każdego, co idzie kosztem jakoś­ci pro­gra­mu. Bądź co bądź należą się duże brawa dla Kele­na i Bur­zo­la za genialne poprowadze­nie Najlep­szych piosenek z kreskówek w sobotę. Byłem, śpiewałem, gardło zjechałem, wyszedłem zach­wycony. Poza tym głos dobiłem tego samego dnia w okoli­cach 22, gdzie była Wal­ka Tytanów. Dwie wielkie zbro­je, full touch, 3 rundy po 3 min­u­ty? Musi­ałem tam być! Z jed­nej strony szko­da pancerzy, ale z drugiej… EVA FOAM, FOR THE EVA FOAM GOD!

Wiedźminy, Zeldy i inne LoL’e

A sko­ro o tych piankach EVA wspom­i­nam, to warto omówić istot­ny punkt Pyrkonu, czyli cos­play. Była, jest i będzie to jed­na z głównych atrakcji tego kon­wen­tu. Najróżniejsi cos­play­erzy z całej Pol­s­ki zjeżdża­ją się, aby pokazać swo­je nowych kostiu­mach. Co roku widzę pro­gres w tej dziedzinie, bo ludzie tworzą coraz lep­sze rep­li­ki, pancerze, bronie, a także majstru­ją przy elek­tron­ice, aby nadać jeszcze lep­szy efekt swoim ele­men­tom. Przede wszys­tkim, pole­cam poroz­maw­iać z taki­mi ludź­mi, ponieważ to pasjonaci, którzy masę godzin, potu, wikolu i krwi wpakowali w to, czym się zaj­mu­ją. Wyko­nanie było oczy­wiś­cie na wysokim poziomie — mechan­iczne ele­men­ty czy zapro­gramowana dysza z parą robią wraże­nie na żywo. I przede wszys­tkim — bez cos­play­erów kon­went nie miał­by takiego kli­matu.

Na szczególne wyróżnie­nie zasługu­je punkt naprawy cos­playu od sklepu CosCon, widzi­ałem niejed­nego zna­jomego, które­mu ten skrom­ny obiekt “odpi­cow­ał” pęknię­ty czy przedar­ty kostium.

Sko­ro oprawę wiz­ual­ną już mamy to prze­jdźmy do naszej głównej branży 😉

W co by tu zagrać? ~ Aleris

Pier­wsze kro­ki skierowałem wprost na salę wys­taw­ców. Co roku to moje ulu­bione miejsce, nie tylko ze wzglę­du na ogrom stoisk i możli­woś­ci pozby­cia się pieniędzy, ale przede wszys­tkim dlat­ego, iż moż­na zapoz­nać się z nowoś­ci­a­mi od wydawnictw. W tym roku naprawdę było w co grać. W tej częś­ci relacji postaram się możli­wie najlepiej odd­ać wraże­nia z roze­granych przeze mnie par­tii w nowoś­ci.

Stoisko Lucrum Games

Tomek, chłopa­ki z melanżowni i pozostali wolon­triusze niez­mor­dowanie pro­mowali swój świeżut­ki tytuł, czyli bazu­jące na filmie Taran­ti­no Jak Wściekłe Psy. Wyobraź­cie sobie sytu­acje, w której jesteś­cie gang­stera­mi tuż po wielkim skoku. Nie wszys­tko poszło po Waszej myśli, a w odd­ali już sły­chać syre­ny pol­i­cyjne. Nie macie więc cza­su. Sto­icie w mag­a­zynie nad skrzynią pełną łupu i próbu­je­cie się “podzielić”. Nie zna­cie swoich nazwisk, zupełnie jak w filmie, każdy gracz przy­biera tożsamość pana różowego, pana niebieskiego, brą­zowego itd. Ter­az musimy się dogadać w jakikol­wiek sposób, kogo wye­limin­u­je­my z podzi­ału łupów… Usuniemy też tych, którzy będą mieli inne zdanie niż więk­szość, będziemy do siebie strze­lać, aż zostanie jeden, który zgar­nie wszys­tko albo dwóch, którzy będą musieli sobie zau­fać w podziale… Prze­cież ist­nieje coś takiego jak hon­or złodzie­ja, praw­da? Wyjątkowo przy­jem­na imprezówka, spodobała się nam na tyle, że Sie­dem kupił włas­ny egzem­plarz.

Portal Games

Spośród nowoś­ci Por­talu udało mi się zagrać w Fuse, chci­ałbym z tego miejs­ca pozdrow­ić Michała Solana, który mi tę grę pokazał. Fuse to zabawa cza­su rzeczy­wis­tego, w której musimy kooper­ować, by w ciągu 10 min­ut rozbroić zaminowany statek kos­miczny. W grze każdy ma przed sobą kar­ty ładunków wybu­chowych, jak również takie kar­ty leżą w stosie na środ­ku stołu. Pier­wszy gracz wycią­ga liczbę kostek z wor­ka odpowiada­jącą licz­bie graczy, po czym każdy chwyta jed­ną z nich i ustaw­ia na swo­jej kar­cie. Haczyk tkwi w tym, że musimy się porozu­miewać pomi­mo wsze­chog­a­r­ni­a­jącego stre­su związanego z upły­wem cza­su. Kost­ka musi nam pasować do kar­ty, w prze­ci­wnym razie czeka­ją nas negaty­wne kon­sek­wenc­je. Peł­na emocji gra impre­zowa z mod­u­lowanym poziomem trud­noś­ci, nie będę się rozpisy­wał na jej tem­at, gdyż niebawem recen­z­ja.

Fox Games

Wojtek Rzadek pokazał nam Królest­wo, najnowszy pro­dukt wydawniczy lisich gier. Ciekawa sprawa, trafiłem do roz­gry­w­ki z samy­mi medi­a­mi plan­szowy­mi, dzięku­ję za wspól­ną zabawę Windziar­zowi z Grada­nia, Pow­er­Milkowi z Okiem Pow­er­Mil­ka i Sie­dem od nas. Królest­wo to szy­b­ka gra strate­gicz­na, w której będziemy rekru­tować żołnierzy, wal­czyć ze sobą, pod­bi­jać zam­ki — a wszys­tko po to by po 4 run­dach kon­trolować jak najwięcej obszarów. Roz­gry­wka na kon­wen­cie bard­zo mi się spodobała… Może głównie dlat­ego, że w pier­wszej rundzie przy współudziale Windziarza pod­biłem zamek Pow­er­Mil­ka wygry­wa­jąc w ten sposób 😉 Bard­zo spodobał mi się mech­a­nizm zarządza­nia zasoba­mi w tej grze. Właś­ci­wie jest tylko jeden surowiec — zło­to. Za kruszec rekru­tu­je­my żołnierzy, budu­je­my obozy, ale również licy­tu­je­my kole­jność graczy i ataku­je­my wojs­ka nieprzy­jaciół. Sys­tem ataku i obrony bard­zo pozy­ty­wnie mnie zaskoczył. Jako napast­nik muszę poin­for­mować obrońcę o licz­bie mon­et w moim posi­ada­niu. Po czym w tajem­ni­cy wybier­am, ile przez­naczę na atak (co najm­niej jed­ną), po czym obroń­ca próbu­je odgad­nąć ile mon­et wybrałem. Jeżeli mu się uda, mój atak się nie pow­iódł. W prze­ci­wnym razie pokonu­je jego jed­nos­t­ki. Jak wyżej, więcej infor­ma­cji zawrę w recen­zji.

Black Monk Games

Właś­ci­wie wszys­tkie nowoś­ci pojaw­ią się w recen­zji już niebawem, więc opiszę tylko wraże­nia bez rozpisy­wa­nia się nad mechaniką. Po pier­wsze Rosyjs­ka Rulet­ka Mis­tr­zost­wa Świa­ta. Nie sądz­iłem, iż ta imprezówka tak bard­zo mi się spodo­ba. Sam tytuł zdradza warst­wę fab­u­larną, nasza rodz­i­na zak­wal­i­fikowała się do mis­tr­zostw ‚no i wal­czymy o laur zwycięst­wa i życie naszych krewnych. Obstaw­iamy, ile razy strze­limy sobie w głowę za pomocą talii kart, w której kry­je się jed­na kula. No chy­ba, że ble­fu­je­my i mamy pusty bębenek. Także gra z pewnoś­cią przy­pad­nie do gus­tu pokerowym grac­zom. Oprócz tego na stoisku moż­na było zapoz­nać się z nowy­mi odsłon­a­mi munchk­i­na: super­bo­hater­ską, steam­punkową i hybry­dą Munchk­i­na z Cas­tle Pan­ic. O ile dwóch pier­wszych z listy nie trze­ba niko­mu przed­staw­iać, to Munchkin Pan­ic stał się obiek­tem, dla mnie, ciekawym. Przede wszys­tkim dlat­ego, że jest zabawą półko­op­er­a­cyjną, gdzie wspól­nie bron­imy zamku przed napły­wem, znanych nam już z rysunków Koval­i­ca, pot­worów. Oczy­wiś­cie, gdy­by to wyglą­dało tak ide­al­isty­cznie, to nie był­by to Munchkin. Koniec końców wygry­wa najlep­szy obroń­ca, czyli ten co zebrał najwięcej punk­tów za poko­nanych adw­er­sarzy.

Lacerta

Prym wśród prezen­towanych gier wiodły zde­cy­dowanie Wilkoła­ki. Jest to pol­s­ka edy­c­ja gry One night ulti­mate were­wolf, rozwiązu­jącej pod­sta­wowy prob­lem gier mafi­jnych — odpadanie. Szy­b­ka gra, w której każdy dosta­je ukry­tą tożsamość. Więk­szość z nich ma ukryte właś­ci­woś­ci ujaw­ni­a­jące się w fazie nocy. Docelowo przez noc ma nas przeprowadz­ić lek­tor w aplikacji. Po kolei budzą się wzy­wane postaci i podglą­da­ją tożsamoś­ci, zamieni­a­ją je zysku­jąc bądź tracąc w ten sposób infor­ma­c­je. Wśród mieszkańców wios­ki cza­ją się oczy­wiś­cie tytułowe stwory nocy, które należy wyg­nać z wios­ki. W fazie dnia gracze dysku­tu­ją kogo usuną, jeżeli trafią w wilkoła­ka — wygrali mieszkań­cy, jeśli nie, zwycięst­wo należy się pot­worom. W tym miejs­cu dzięku­ję Karolin­ie, za cier­pli­wość do naszej grupy i ponown­ie Michałowi Solanowi za grę. 😉

Hala Bloku Gier Elektronicznych ~ Siedem

W tych rejonach w kwestii innowacji naj­moc­niej wyróż­ni­ało się stoisko Nin­ten­do, biorąc pod uwagę, że nie na co dzień, moż­na usłyszeć nazwę tej firmy z dopiskiem Pol­s­ka, to wyko­nane zostało jak należy. Moż­na było przetestować tegoroczną cieka­wostkę — Nin­ten­do Switch, zagrać w Leg­end Of Zel­da: Breath of The Wild, oraz nauczyć się doić krowę czy też stoczyć poje­dynek na czary w 1–2 Switch, wyko­rzys­tu­jąc do tego ciekawe możli­woś­ci kon­trol­erów. Dodatkowo było wys­taw­ione kil­ka stoisk z 3DS, dla ciekawych ekranów 3d bez oku­larów, była to na pewno nie lada grat­ka.

W tej samej  hali moż­na było się zaopa­trzyć w wysok­iej jakoś­ci gadże­ty z gier takich jak Bor­der­lands, Assas­sins Creed, czy też Mass Effect of firmy Game Leg­ends. Kom­put­erowi gracze odkryli pol­ską ligę DOTA albo drugą stronę barykady, czyli tę z gra­mi od Bliz­zar­da, w tym Heroes Of the Storm i Over­watch. Dla sen­ty­men­tal­istów rozłożone zostało stoisko ze stary­mi kom­put­era­mi i kon­so­la­mi taki­mi jak PONG, Atari czy PSX.

Maskarada ~ Sokoov

Czym jest Maskara­da? W skró­cie — konkurs główny cos­playu, gdzie oso­by biorące w nim udzi­ał, prezen­tu­ją się na oczach jury i pub­licznoś­ci, odgry­wa­jąc krótkie scen­ki według włas­nego pomysłu. Wszys­tko to opa­tr­zone aranżacją sce­ny, muzyką oraz oświ­etle­niem. Tyle w teorii, jak nato­mi­ast wyglą­da wszys­tko z per­spek­ty­wy prze­cięt­nego kon­wen­tow­icza siedzącego wygod­nie w fotelu?

Atmos­fera panu­jącą na Sali Zie­mi jest, wbrew nazwie sali, nieziem­s­ka! Prezen­towane stro­je to prawdzi­we arcy­dzieła, na których przy­go­towanie twór­cy, niekiedy poświę­ca­ją nawet kil­ka lat. Niesamowite kreac­je dopeł­nia sposób, w jaki zosta­ją zaprezen­towane. Dla przykładu — jed­na z grup (pod­czas Maskarady zobaczymy wys­tępy solowe jak i grupowe) przed­staw­iła cos­play wiedźmi­na Ger­al­ta oraz Leszy, którzy stoczyli walkę. Biały Wilk wręcz tańczył na sce­nie, wykonu­jąc błyskaw­iczne cię­cia i płynne uni­ki. Wszys­tko odgry­wało się w kłębach dymu ską­pa­nych w zielonym świ­etle, a w tle płynęła muzy­ka z gry. Wraże­nia este­ty­czne nie do opisa­nia, według mnie był to jeden z najlep­szych pokazów.

Bard­zo dobrym wys­tępem była również prezen­tac­ja Iron Mana. Na początku, kiedy na rzut­niku została wyświ­et­lona zapowiedź zakutego w zbro­je Tonego Star­ka, nie czułem zbyt­niej ekscy­tacji — kilku Iron Manów już się przewinęło na kon­wen­cie. Jed­nak, gdy na scenę wyszedł człowiek w zbroi MK. 1, a nie “tej czer­wonej”, którą wszyscy kojarzą, z obra­ca­ją­cy­mi się wia­traczka­mi na ple­cach, pub­liczność osza­lała. Kiedy na finał Tony Stark stanął na środ­ku sce­ny i przy akom­pa­ni­a­men­cie ostrego roc­ka odpal­ił z dłoni sprężone powi­etrze, przeszły mnie cia­ry, a pub­li­ka nie mogła przes­tać oklaski­wać mar­velowego herosa. Wid­zowie mogli również zobaczyć postaci z Final Fan­ta­sy, Zeldy, Metroid Prime, Jak Wytre­sować Smo­ka, wielu ani­me, których nazwy nie jestem w stanie przy­toczyć, Bioshock Infi­nite, Metin, czy oczy­wiś­cie League of Leg­ends. Piszę “oczy­wiś­cie”, ponieważ postaci z tego tytułu są dość częs­to cos­play­owane. Kostium z tego tytułu, Pro­gram Camille, wygrał również nagrodę główną.

Warto też wspom­nieć, że Maskara­da to również bard­zo dobra pub­liczność, która za każdym razem daje z siebie wszys­tko oraz świet­ni prowadzą­cy, którzy ją angażu­ją i potrafią por­wać. Wszys­tko prowad­zone jest pro­fesjon­al­nie, jed­nak z dużą dawką humoru na linii prowadzą­cy – pub­liczność. Charak­terysty­czną sprawą dla Maskarady jest fakt, że gdy prowadzą­cy wychodzi na scenę, cała sala buczy zami­ast klaskać. Klaskanie jest odbier­ane jako obraza. Niekiedy z sali może­my usłyszeć wykrzy­czane „uwiel­bi­amy Cię!”, co przez prowadzącego najczęś­ciej jest kąśli­wie komen­towane, lub po pros­tu facepal­mowane. Pod­sumowu­jąc, po czterech godz­i­nach spęd­zonych na Sali Zie­mi człowiek czu­je, że spędz­ił  wieczór w naprawdę bard­zo dobry sposób. Zde­cy­dowanie warto odstać w kole­jce kil­ka godzin, nawet jeśli nie do koń­ca tem­at cos­playu nas intere­su­je. Maskara­da jest również swo­jego rodza­ju pom­nikiem, który udowad­nia wszys­tkim „Janus­zom”, że cos­play to wcale nie „durne prze­bieranie się za postaci z gier”, tylko niesamowi­ta pas­ja, a nawet styl życia.

Trochę inny świat- Larpy i RPGi ~ Korinen

W tym roku sporo cza­su spędz­iłem na Larpach i RPGach. Na początku bałem się, że będzie mało miejsc i ciężko będzie gdziekol­wiek dostać. Dużym usprawnie­niem była aplikac­ja inter­ne­towa, pozwala­ją­ca na szy­bkie zapisy. Parę razy nieste­ty przes­tała dzi­ałać, ale wtedy ludzie odpowiedzial­ni za ten blok rozry­w­ki, stawali na wysokoś­ci zada­nia i zapisy nadal prze­b­ie­gały sprawnie. Dużym plusem było również to, że swo­bod­nie moż­na było dołączać do punk­tu pro­gra­mu z nie swo­jego urządzenia. W momen­cie, kiedy wysi­adła mi ante­na w komórce, było to zbaw­i­enne.

Sko­ro już udało się zapisać na intere­su­jące mnie punk­ty pro­gra­mu, jak to wyglą­dało od środ­ka? Na pier­wszy ogień wybrałem Larpa w kli­ma­cie Cyber­punku. Byłem jed­nym ze skaza­ńców wiezionych do komory śmier­ci za straszne przewinienia z przyszłoś­ci. Kon­tener, w którym się porusza­l­iśmy, był spory i dodatkowo patrolowany przez drony strażnicze. Ciągła pres­ja spowodowana upły­wem cza­su spraw­iła, że rozpoczęły się bój­ki między skaza­ń­ca­mi. Nieste­ty przyję­cie pozy­cji twardego zama­chow­ca nie przysłużyło się dla mnie dobrze, bo już po 15 min­u­tach byłem pier­wszą ofi­arą śmiertel­ną. Na szczęś­cie, odrodz­iłem się jako kole­jny dron strażniczy. Zakończenia nie zdradzę, jako że może ktoś z Was jeszcze kiedyś zagra. W ogól­nym odczu­ciu były zna­jome zagry­w­ki Cyber­pun­ka i kli­matu nie brakowało (wspani­ałe efek­ty dźwiękowe)!

Jako kole­jny Larp wybrałem się na świetne El Pres­i­dente! Pomi­mo braku wojs­ka i zna­j­dowa­niu się w samym cen­trum mapy, udało się dotr­wać do koń­ca roz­gry­w­ki. Dla przy­bliże­nia real­iów, całość roz­gry­wała się w cza­sach zim­nej wojny, a kra­je były podzielone między trzy frakc­je- Komu­nistów, Demokratów i Nacjon­al­istów. Szy­bko zaw­iąza­ły się jasne koal­ic­je między wscho­dem i zacho­dem, a w samym cen­trum byłem ja, bez wojs­ka. Szy­bko rzu­ciłemswo­jego asa z rękawa, czyli przepływ towarów po moich wodach bez cła, dzię­ki czemu stałem się nieza­leżnym cen­trum hand­lowym.

Ostat­niego dnia wybrałem się znów na blok LARP/RPG, cho­ci­aż nie miałem spre­cy­zowane, na co chcę się udać. Na  szczęś­cie ‚przy wejś­ciu krążył człowiek szuka­ją­cy graczy do RPG Zewu Cthu­lu. Wraz ze zna­jomy­mi udal­iśmy się szy­bko do miejs­ca, gdzie roz­gry­wana była ses­ja. Całość odby­wała się w kli­mat­ach krymi­nal­nych, jako że byliśmy pra­cown­ika­mi komis­ariatu policji. Stworzyłem postać napakowanego krawężni­ka, imi­gran­ta z Islandii. Okaza­ło się, że w drużynie jestem jedynym mięś­ni­akiem, więc wyko­rzysty­wałem to do granic możli­woś­ci. Sama intry­ga była dość złożona, jed­nak do pewnego stop­nia poradzil­iśmy sobie z nią. Do ciekawszych sytu­acji z mojej strony było uzyskanie infor­ma­cji z gaze­ty, gdzie zas­traszyłem preze­sa i głównego wydaw­cę oraz, gdy pod koniec rozwiązy­wa­nia zagad­ki wyr­wałem frag­ment żelaznego pieca, by prze­bić się dzię­ki niemu przez ścianę. Na nieszczęś­cie przy­czyniło się to jed­nak do mej rychłej śmier­ci, a resz­ta ekipy spanikowana uciekła na widok wybucha­jącej głowy. Koniec końców zginąłem, a za resztą podążały dzi­wne stworzenia aż do koń­ca ich życia.

Pod­sumowu­jąc, stwierdzam, że ten blok był naprawdę świet­nie przy­go­towany na tłum­nie przy­by­wa­ją­cych uczest­ników. Zapisy, poziom prowadzenia oraz gracze, z który­mi współ­grałem byli na najwyższym poziomie. Nie nudz­iłem się nawet przez chwilę, a wręcz wciąż czułem niedosyt. Mam nadzieję, że w przyszłym roku ponown­ie uda się wspól­nie zagrać w coś ciekawego. Poz­draw­iam wszys­t­kich prowadzą­cych i współ­graczy — wieś­ni­ak z questem.

Słów kilka ~ Siedem i Człowiek Gołomp

Kil­ka ciepłych słów należy się również całe­mu układ­owi krwionośne­mu kon­wen­tu, czyli orga­ni­za­torom i gżdac­zom, wszyscy (a przy­na­jm­niej ci, na których trafil­iśmy) byli uprze­j­mi i pomoc­ni, nie tryskała z nich woda sodowa i nie dawali po sobie znać, że są zmęczeni, a na pewno tak było. Szczegól­nie Sie­dem dzięku­je orga­ni­za­torowi w stro­ju Darth Nihilus-a, który zgodz­ił się prze­chować klucz obron­ny od cos­playu, kiedy pęcherz zaczął odmaw­iać posłuszeńst­wa. Panie Brblews­ki jeszcze raz dzięku­ję.

Jak dla mnie kon­went po raz kole­jny utrzy­mał tę niespo­tykaną atmos­ferę, czyli zmieś­cił na swoim tere­nie tylu ludzi i spowodował, że więk­szość wyszła z porząd­nym uśmiechem na twarzy. Przede wszys­tkim, chodzi o dobrze spęd­zony czas, o poz­nanych nowych ludzi czy zetknię­cie się z wys­tawa­mi, z który­mi nie mamy jak się spotkać na co dzień. Dla mnie było jak zawsze dobrze i mam nadzieję, że będzie tylko lep­iej. Były potknię­cia, ale owe moż­na popraw­ić w kole­jnej edy­cji, której się oso­biś­cie nie mogę doczekać.

Człowiek Gołomp

Człowiek z głową gołębia i ciałem człowieka. W planszówki gram od 2014 roku i też od wtedy zacząłem o nich pisać. Lubię filmy, seriale, czasami też pogram w papierowe RPGi, jak i te komputerowe. Zazwyczaj konwenty przemierzam w formie gołębiej lub zmorfowany w Zielonego Rangera.

Published in Relacja Unsorted