Skip to content →

Munchkinowe Imperium – czas na steampunk

Steam­punk to nurt styl­isty­czny, w którym ogrom­ny ele­ment stanowi zain­tere­sowanie roz­wo­jem tech­ni­ki. Skutku­je to nowy­mi, niez­nany­mi dla nas, malucz­kich, wynalazka­mi. Czy Munkchin Steam­punk jest też takim Na ratunek!

Muszę przyz­nać, że tą darow­iz­ną Black Monk ura­tował mój plan­szówkowy hon­or. Czemu? Otóż praw­ie opuś­ciłam Pyrkon bez nowej gry! Jak wielkie było moje zdzi­wie­nie, gdy okaza­ło się, że zna­jo­mi, z który­mi przy­byłam na kon­went, nie zna­ją owego klasyku. Po tym ewen­e­men­cie uznałam, że w swo­jej recen­zji jed­nak będę musi­ała zawrzeć zasady i mechanikę gry, a nie tak jak na początku leni­wa dusza mi pod­powiadała, owy frag­ment ominąć.

Czy grafika nas zaskoczy?

Munkchin Steam­punk to gra autorstwa Steve’a Jack­sona z ilus­trac­ja­mi Phi­la

Fogi­lo. Obraz­ki są zde­cy­dowanym atutem tej edy­cji. Wśród wielu różnych pudełek z tą grą wys­taw­ionych na Pyrkonie, właśnie steam­punkowy najbardziej przykuł moją uwagę.

 

Opakowanie wyda­je się niepo­zorne, ale przy­cią­ga kli­matem. Bardziej sza­lona wer­s­ja Abra­hama Lin­col­na z fil­iżanką i mechan­iczną kończyną górną defin­i­ty­wnie do mnie prze­maw­ia.

 

 

Poza ład­nym wyglą­dem, bard­zo odpowia­da mi ułoże­nie prze­gród, dzielą one pudło na 4 niewielkie częś­ci – ide­al­nie na podróż! W trak­cie jazdy pociągiem mieliśmy sta­bilne miejsce dla kart skar­bów, drzwi, odrzutów i pole do rzu­ca­nia kostką! Nieste­ty, samo pudełko uległo lekkiemu zniszcze­niu w trak­cie tych wypraw.

Głównym ele­mentem Munkchi­na są kar­ty (a dokład­nie 165). Grafi­ki utrzy­mane na wysokim poziomie uważam za najlep­sze ze wszys­t­kich edy­cji, w które miałam przy­jem­ność grać (a było ich sporo!). Trze­ba będzie jed­nak kar­ty zakoszulkować, bo już po kilku grach, mym oczom ukaza­ły się niesym­pa­ty­czne przetar­cia.

Czy rozgrywka nas zaskoczy?

Edy­c­ja steam­punkowa pod wzglę­dem mechani­ki czy sty­lu gry niczym się nie różni od innych. Musimy wykre­ować postać, wal­czyć z pot­wora­mi i zbier­ać tro­fea. A dokład­niej? Mamy dwie tal­ie – Drzwi (z nich wyłażą mon­stra wsze­lakie, a także paskudne klątwy) oraz Skar­bów (te pobier­amy, gdy pokon­amy jakieś paskudzt­wo, dają nam nowe ulep­szenia w postaci ekwipunku czy jed­no­ra­zowych akcji). Zaczy­namy z 1 punk­tem zwycięst­wa, a nasz cel to 10. Łat­wo się domyślić, że otrzy­mu­je­my je za zabi­janie stworów, w zależnoś­ci od poziomu trud­noś­ci wal­ki mogą to być dwa lub jeden.

Na początek dobier­amy 4 kar­ty Drzwi i Skar­bów i kreu­je­my swo­ją postać – wykładamy przed siebie klasę oraz ekwipunek. Każde ulep­sze­nie daje nam dodatkowe prof­i­ty – nowe zagra­nia czy bonu­sowe punk­ty do batalii z pot­worem. I tu kil­ka ważnych zasad: lim­it kart na ręce to 5 (nad­mi­ar odd­a­je­my grac­zowi o mniejszej licz­bie punk­tów zwycięst­wa) i trze­ba przestrze­gać zasad anatomii ludzkiej – nie może­my mieć dwóch broni dwuręcznych, bo prze­cież czterech kończyn górnych nie mamy, praw­da?

Każ­da oso­ba ciąg­nie kartę z talii Drzwi. Gdy spo­ty­ka pot­wo­ra, musi z nim wal­czyć. Inni gracze mogą przeszkadzać przez dodawanie mon­strum bonusów, ale moż­na też wejść w komi­ty­wę z graczem i dzielić się skar­ba­mi. Dozowanie złośli­woś­ci wedle gus­tu. Jeśli nie spotkamy pot­wo­ra, może­my zagrać takiego, którego mamy na ręce i wal­czyć z nim.

Czy humor nas zaskoczy?

Munchkin = poczu­cie humoru i ukryte żar­ci­ki wśród tek­stu na kar­tach. Reakc­je były różne. Oso­by, które pier­wszy raz miały sty­czność z tą grą, chi­chotały jak sza­lone. Bardziej obez­nani gracze, uśmiechali się pod nosem, także i tak jest to reakc­ja pozy­ty­w­na. Kil­ka kart wybit­nie przy­padło mi do gus­tu, a wychodzę z założe­nia, że jeśli rozbawi mnie więcej niż jed­na, jest dobrze. Także – jest dobrze!

Zbliża­jąc się ku koń­cowi pasjonu­jącej przy­gody, wypadało­by opowiedzieć na pytanie zadane we wstępie. Czy ta edy­c­ja jest wielkim odkryciem? Pod wzglę­dem grafi­ki, raczej tak, takiej kres­ki nie kojarzę. Mechani­ka? Nic nowego, stary, sprawd­zony klasyk. Ale czy jest sens ulep­szać to, co dobre? Na to pytanie każdy gracz musi odpowiedzieć sobie sam (o tak, zmuszam do reflek­sji!).

 

Plusy:

- ład­na grafi­ka

- zabawne pod­pisy

- ide­al­ny podzi­ał pudeł­ka, w sam raz na granie w podróży

 

Minusy:

- ta sama mechani­ka, co poprzed­nie edy­c­je

- pudełko i kar­ty szy­bko się niszczą

 

Dzięku­ję wydawnictwu Black Monk za egzem­plarz do recen­zji!

Published in Gry imprezowe Gry karciane