Tylko dokładne trafienia
Szukaj w tytule
Szukaj w treści
Szukaj w postach
Szukaj na stronach
Filtruj po kategoriach
Bez kategorii
e-Planszówka
Felieton
Gry dla dwóch
Gry ekonomiczne
Gry imprezowe
Gry jednoosobowe
Gry kafelkowe
Gry karciane
Gry kooperacyjne
Gry logiczne
Gry strategiczne
Kącik opowieści
Paski
Planszówkowa Lama
Recenzja
Relacja
TheFoTB prezentuje
Tiny Wooden Pieces
Top10
Unsorted
Up To 4 Players
Loading Quotes...

Munchkinowe Imperium – czas na steampunk

Steampunk to nurt stylistyczny, w którym ogromny element stanowi zainteresowanie rozwojem techniki. Skutkuje to nowymi, nieznanymi dla nas, maluczkich, wynalazkami. Czy Munkchin Steampunk jest też takim Na ratunek!

Muszę przyznać, że tą darowizną Black Monk uratował mój planszówkowy honor. Czemu? Otóż prawie opuściłam Pyrkon bez nowej gry! Jak wielkie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że znajomi, z którymi przybyłam na konwent, nie znają owego klasyku. Po tym ewenemencie uznałam, że w swojej recenzji jednak będę musiała zawrzeć zasady i mechanikę gry, a nie tak jak na początku leniwa dusza mi podpowiadała, owy fragment ominąć.

Czy grafika nas zaskoczy?

Munkchin Steampunk to gra autorstwa Steve’a Jacksona z ilustracjami Phila Fogilo. Obrazki są zdecydowanym atutem tej edycji. Wśród wielu różnych pudełek z tą grą wystawionych na Pyrkonie, właśnie steampunkowy najbardziej przykuł moją uwagę.

 

Opakowanie wydaje się niepozorne, ale przyciąga klimatem. Bardziej szalona wersja Abrahama Lincolna z filiżanką i mechaniczną kończyną górną definitywnie do mnie przemawia.

 

 

Poza ładnym wyglądem, bardzo odpowiada mi ułożenie przegród, dzielą one pudło na 4 niewielkie części – idealnie na podróż! W trakcie jazdy pociągiem mieliśmy stabilne miejsce dla kart skarbów, drzwi, odrzutów i pole do rzucania kostką! Niestety, samo pudełko uległo lekkiemu zniszczeniu w trakcie tych wypraw.

Głównym elementem Munkchina są karty (a dokładnie 165). Grafiki utrzymane na wysokim poziomie uważam za najlepsze ze wszystkich edycji, w które miałam przyjemność grać (a było ich sporo!). Trzeba będzie jednak karty zakoszulkować, bo już po kilku grach, mym oczom ukazały się niesympatyczne przetarcia.

Czy rozgrywka nas zaskoczy?

Edycja steampunkowa pod względem mechaniki czy stylu gry niczym się nie różni od innych. Musimy wykreować postać, walczyć z potworami i zbierać trofea. A dokładniej? Mamy dwie talie – Drzwi (z nich wyłażą monstra wszelakie, a także paskudne klątwy) oraz Skarbów (te pobieramy, gdy pokonamy jakieś paskudztwo, dają nam nowe ulepszenia w postaci ekwipunku czy jednorazowych akcji). Zaczynamy z 1 punktem zwycięstwa, a nasz cel to 10. Łatwo się domyślić, że otrzymujemy je za zabijanie stworów, w zależności od poziomu trudności walki mogą to być dwa lub jeden.

Na początek dobieramy 4 karty Drzwi i Skarbów i kreujemy swoją postać – wykładamy przed siebie klasę oraz ekwipunek. Każde ulepszenie daje nam dodatkowe profity – nowe zagrania czy bonusowe punkty do batalii z potworem. I tu kilka ważnych zasad: limit kart na ręce to 5 (nadmiar oddajemy graczowi o mniejszej liczbie punktów zwycięstwa) i trzeba przestrzegać zasad anatomii ludzkiej – nie możemy mieć dwóch broni dwuręcznych, bo przecież czterech kończyn górnych nie mamy, prawda?

Każda osoba ciągnie kartę z talii Drzwi. Gdy spotyka potwora, musi z nim walczyć. Inni gracze mogą przeszkadzać przez dodawanie monstrum bonusów, ale można też wejść w komitywę z graczem i dzielić się skarbami. Dozowanie złośliwości wedle gustu. Jeśli nie spotkamy potwora, możemy zagrać takiego, którego mamy na ręce i walczyć z nim.

Czy humor nas zaskoczy?

Munchkin = poczucie humoru i ukryte żarciki wśród tekstu na kartach. Reakcje były różne. Osoby, które pierwszy raz miały styczność z tą grą, chichotały jak szalone. Bardziej obeznani gracze, uśmiechali się pod nosem, także i tak jest to reakcja pozytywna. Kilka kart wybitnie przypadło mi do gustu, a wychodzę z założenia, że jeśli rozbawi mnie więcej niż jedna, jest dobrze. Także – jest dobrze!

Zbliżając się ku końcowi pasjonującej przygody, wypadałoby opowiedzieć na pytanie zadane we wstępie. Czy ta edycja jest wielkim odkryciem? Pod względem grafiki, raczej tak, takiej kreski nie kojarzę. Mechanika? Nic nowego, stary, sprawdzony klasyk. Ale czy jest sens ulepszać to, co dobre? Na to pytanie każdy gracz musi odpowiedzieć sobie sam (o tak, zmuszam do refleksji!).

 

Plusy:

- ładna grafika

- zabawne podpisy

- idealny podział pudełka, w sam raz na granie w podróży

 

Minusy:

- ta sama mechanika, co poprzednie edycje

- pudełko i karty szybko się niszczą

 

Dziękuję wydawnictwu Black Monk za egzemplarz do recenzji!