Skip to content →

Master of Orion: “Walka o władzę nad całą galaktyką.”

Przyz­nam, że nie grałem w kom­put­erowy odpowied­nik tej gry. Ot, dla cieka­woś­ci, zobaczyłem zapowiedź najnowszej częś­ci, a poza tym nie przykuwałem do tego więk­szej uwa­gi. Możli­wość zawład­nię­cia nad galak­tyką i branie udzi­ału w walce jako jed­na z ras w kos­mosie na tyle mnie zachę­ciła, że po tytuł sięgnąłem. Po genial­nej Obec­noś­ci, która również dzi­ała się w kos­mosie, dałem szan­sę kole­jnej kos­micznej plan­szów­ce. Było warto ją dać? Zapraszam do czy­ta­nia.

Rozciągająca się galaktyka.

Mas­ter of Ori­on jest grą plan­szową, w której wcielamy się w jed­ną z ras kos­micznych i poprzez rozwi­janie jej, staramy prze­jąć władzę nad galak­tyką. Moż­na to zdzi­ałać na kil­ka sposobów, więc nie tylko walką, ale i postępem tech­no­log­icznym i roz­wo­jem. Gra należy do typu “4X”, czyli Explore (eksplo­rac­ja), Expand (rozwój), Exploit (wydoby­wanie surow­ców) i Exter­mi­nate, czyli wybi­cie słab­szych na rzecz przetr­wa­nia najsil­niejszych. Tytuł ofer­u­je wari­anty gry od dwóch do czterech osób, a teo­re­ty­czny czas trwa­nia roz­gry­w­ki to około godz­i­na, choć przy pier­wszych roz­gry­wkach potrafi się to wydłużyć nawet do pół­torej. Jest to bard­zo ciekaw­ie wyglą­da­ją­cy tytuł, który może kojarzyć się z Race for the Galaxy.

Granice kosmosu.

Pudełko wyraźnie przykuwa uwagę kos­miczny­mi grafika­mi, pobrany­mi z gry. Nie każde­mu pod­chodzi ta kolorysty­ka, ale do mnie bard­zo przemówiła, bo nada­je to grze uroku, tak samo jak ta bard­zo ład­na wypras­ka. Jedynym prob­le­mem w tym pudełku jest dla mnie to, że dość szy­bko się przeciera. W środ­ku zna­jdziemy 98 kart, główną plan­szę z punk­tacją, zestaw żetonów, czterokolorowe znaczni­ki oraz plan­szet­ki z rasą ludzi po jed­nej stron­ie, a po drugiej z inną rasą kos­mitów. Myślę, że to nie jest tak dużo i na minus idzie fakt, że są folie do żetonów, plan­szetek, ale nie do kart, które w pudełku się błyskaw­icznie rozsy­pu­ją i miesza­ją, przez co się zuży­wa­ją dodatkowo. No i te kost­ki drew­ni­ane mogły­by być inne, dla przykładu przezroczyste, bo te nie wpa­sowu­ją się w tą grę.

Gwiezdna flota.

Kar­ty nato­mi­ast są świetne. Dzielą się na dwie tal­ie, kar­ty struk­tur oraz kar­ty dorad­ców (środ­kowa talia). Bard­zo dobrze, że zostały do gry stwor­zone nowe grafi­ki struk­tur zami­ast np. ren­derowanych z gry, bo dzię­ki temu Mas­ter of Ori­on jest naprawdę ładne. Do tego plan­szet­ki również są bard­zo prak­ty­czne, ponieważ może­my zarówno spróbować zagrać w wari­an­cie łatwiejszym, czyli samy­mi ludź­mi, aby zagrać potem już w bardziej zaawan­sowany sposób, czyli inny­mi rasa­mi, które posi­ada­ją swo­je spec­jalne umiejęt­noś­ci. Dodatkowo są one bard­zo prak­ty­czne i posi­ada­jąc je przed sobą nie trze­ba nowym grac­zom wiele tłu­maczyć. I ich grafi­ki są również fenom­e­nalne. W grze każ­da rasa jest nastaw­iona na trochę inny rodzaj roz­gry­w­ki — np Mrr­shanie będą grać bardziej agresy­wnie, a Psilon­a­mi lep­iej będzie grać pod rozwój tech­no­log­iczny.

Prawo obowiązuje każdą rasę.

Kole­jną z zalet Mas­ter of Ori­on jest dobrze napisana instrukc­ja, którą wystar­czy raz przeczy­tać, aby dobrze zrozu­mieć grę. Dobrym krok­iem było dodanie w niej porad oraz zapisa­nia akcji kart w szczegól­nych wypad­kach. Graficznie cieszy oczy, bo praw­ie, że na każdej stron­ie są jakieś ładne grafi­ki. Ma się wraże­nie jak­by się czy­tało instrukcję, która jest złąc­zona z art­book­iem. Jeśli chodzi o jas­ność zasad, to nie ma z tym więk­szych prob­lemów, bo sym­bo­l­i­ka w grze jest pros­ta i wyraź­na, więc jak o czymś mielibyśmy zapom­nieć, to kar­ty czy plan­szet­ki przy­pom­i­na­ją o poszczegól­nych dzi­ała­ni­ach kart czy efek­tów. Miłym jest też fakt, że każ­da rasa jest opisana pokrótce i na pier­wszej stron­ie może­my się zapoz­nać dodatkowo z wątkiem fab­u­larnym. Zazwyczaj on jest w kilku­nas­tu zda­ni­ach umieszczany tylko na pier­wszej stron­ie, a tutaj każde dwie strony ser­wu­ją dodatkową cieka­wostkę.

Demokracja, czy aby na pewno?

Jak wspom­i­nałem wyżej, w Mas­ter of Ori­on celem jest zdoby­cie władzy nad galak­tyką jako najsil­niejsza rasa. Każdy gracz wybiera sobie cywiliza­cję, pobiera 5 kart struk­tur i ustaw­ia kost­ki zgod­nie z cyfra­mi w kółku. Liść oznacza ilość żywnoś­ci, niżej jest stan flo­ty, a najniżej rozwój prze­mysłowy danej rasy. Morale star­towo są na 10 i gra się zaczy­na. Jed­na roz­gry­wka skła­da się z 8śmiu rund. W zależnoś­ci od tego jak daleko mamy naj­dal­szą kostkę w zasobach, tak jesteśmy rozwinię­ci i tyle kostek akcji dosta­je­my na start. Resz­ta jest akc­ja­mi rez­er­wowy­mi. W trak­cie gry może­my:

  • Budować, czyli zagrać jed­ną kartę w dowol­nym lub nowym układzie, oraz zapłacić koszt budowy.
  • Eksploa­tować kartę struk­tur, czyli odrzu­ca­jąc ją i naty­ch­mi­as­towo zdoby­wa­jąc bonus z lewego dol­nego rogu.
  • Poprowadz­ić bada­nia, czyli pobrać dwie kar­ty struk­tur.
  • Hand­lować, czyli wymieni­ać jedne surow­ce na inne.
  • Użyć pro­pa­gandy i raz na rundę pod­nieść morale do 3 punk­tów.
  • Pobrać kon­trakt, czyli odd­ać 3 kar­ty w zami­an za kartę dorad­cy, który doda­je nam nową akcję aky­wną lub pasy­wną.
  • Wykon­ać akcję z kar­ty struk­tu­ry, obec­nie akty­wnej.
  • Zaatakować, poświę­ca­jąc 2 jed­nos­t­ki flo­ty aby zdobyć 2 punk­ty doświad­czenia i obniżyć morale atakowanego o 1.

Może­my wybu­dować do 4 układów (jed­na kar­ta stanowi wyjątek od reguły, pozwala na pią­ty układ), w których może zna­j­dować się maksy­mal­nie pięć kart. Gra się kończy kiedy:

  • Ósma run­da dobiegła koń­ca, następu­je podliczanie punk­tów zwycięst­wa.
  • Morale innych graczy wynoszą zero i tylko jed­na rasa została.
  • Gdy ktoś wybudu­je piątą struk­turę w jed­nym z układów.

Tytany wyruszają na podbój.

Gra się szy­bko i nie ma długiego oczeki­wa­nia na swo­ją kole­jkę. Każdy gracz po kolei zagry­wa po sobie akcję i im więcej ich mamy, tym lep­iej, bo są na wagę zło­ta. Cza­sa­mi bywa tak, że po zagra­niu odpowied­nio struk­tur tworzy się kom­bi­nację, za pomocą której z jed­nego ruchu robimy pięć, bo efek­ty kart na to pozwala­ją. Jest ona bard­zo dynam­icz­na, bo nie ma sen­su planować 10 kroków naprzód co ktoś zro­bi i co Ty możesz zro­bić, gdy i tak będziesz docią­gał zaraz kar­ty. Regry­wal­ność jest wyso­ka, ze wzglę­du na to, że w trak­cie gry myślimy czy zagramy bardziej bojowo, czy poko­jowo. Pier­wsze tury opier­a­ją się na roz­wo­ju, a następ­ne albo na ataku, albo na rozbu­dowywa­niu się w taki sposób, aby dostać najwięcej punk­tów zwycięst­wa za zbu­dowane struk­tu­ry. Skalowal­ność jest niezła, choć przy wari­an­cie dwu­osobowym nie ma więk­szych emocji, bo to w końcu tylko jeden prze­ci­wnik. I jest bard­zo przys­tęp­na, bo zarówno gracz zaawan­sowany jak i nowy się wkręcą w roz­gry­wkę. Jeśli chodzi o skalowanie ras to też jest dobrze, nie ma takiej, która była­by zbyt ofen­sy­w­na lub fak­ty­cznie lep­sza od resz­ty.

Czas zasiedlić nowe planety.

Mas­ter of Ori­on zro­biło na mnie bard­zo dobre wraże­nie. Jest to rozbu­dowana gra, w którą nie gra się wcale tak dłu­go, bo fak­ty­cznie w godzinie moż­na się zmieś­cić, o ile umiejęt­noś­ci graczy na to poz­wolą. Podo­ba mi się to myśle­nie na bieżą­co i ryzyko związane z odrzu­caniem kart na rzecz zdoby­cia lep­szych (eksploat­ac­ja kart szarych). Grafi­ki są bard­zo dobre, a negaty­w­na inter­akc­ja jest tak rozłożona, że Ci, co lubią uprzykrzyć życie innym to zro­bią, a drudzy nie będą narzekali na to, że nie mogli się spoko­jnie budować. Skalowal­ność dzi­ała dobrze, ale mogło­by być lep­iej z tymi kostka­mi czy pudełkiem, w którym kar­ty lata­ją po całej wyprasce. Mimo to, bard­zo pole­cam spróbować zagrać, szczegól­nie, gdy jeszcze nigdy nie grało się w gry 4X, bo ten tytuł jest dobrym wprowadze­niem do gier z tą mechaniką.

Plusy:

  • Świetne grafi­ki;
  • Dobra skalowal­ność;
  • Spo­ra regry­wal­ność;
  • Każ­da rasa jest wyważona;
  • Dobra dla nowych graczy;

Minusy:

  • Słabo wyglą­da­jące kost­ki akcji;
  • Źle roz­planowana od środ­ka wypras­ka;

Dziękuję wydawnictwu Rebel za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

 

Człowiek Gołomp

Człowiek z głową gołębia i ciałem człowieka. W planszówki gram od 2014 roku i też od wtedy zacząłem o nich pisać. Lubię filmy, seriale, czasami też pogram w papierowe RPGi, jak i te komputerowe. Zazwyczaj konwenty przemierzam w formie gołębiej lub zmorfowany w Zielonego Rangera.

Published in Gry strategiczne Recenzja Unsorted