Tylko dokładne trafienia
Szukaj w tytule
Szukaj w treści
Szukaj w postach
Szukaj na stronach
Filtruj po kategoriach
Bez kategorii
e-Planszówka
Felieton
Gry dla dwóch
Gry ekonomiczne
Gry imprezowe
Gry jednoosobowe
Gry kafelkowe
Gry karciane
Gry kooperacyjne
Gry logiczne
Gry strategiczne
Kącik opowieści
Paski
Planszówkowa Lama
Recenzja
Relacja
TheFoTB prezentuje
Tiny Wooden Pieces
Top10
Unsorted
Up To 4 Players
Loading Quotes...

Dominion – Legenda powraca!

Tej gry chyba nie muszę przedstawiać nikomu, kto choć trochę zna rynek gier planszowych. Legendarny, przez wielu uznawany za pierwszego deckbuildera, zdobywca prestiżowych nagród i posiadający rzeszę fanów na całym świecie Dominion, doświadcza właśnie drugiego życia. Wszystko to zaś dzięki akcji na portalu Wspieram.to i wydawnictwu Games Factory Publishing. Z tej okazji postanowiłem napisać mini cykl recenzji, w którym poznacie Dominiona wraz z dodatkami.

Gdy zaczynałem pisać tę recenzję zastanawiałem się, czy nie powinienem jej nazwać bardziej osobiście np. "Dominion - powrót do przeszłości" albo "Dominion - czyli od czego to się zaczęło".  Ten tytuł był bowiem pierwszą grą planszową, w jaką miałem okazję zagrać (no, może pomijając Eurobiznes i chińczyka). Wszystko to stało się dzięki moim współgraczom z sesji PBFów z forum Lastinn.info  (macham Wam macką), którzy wybrali właśnie Dominiona na prezent urodzinowy dla mnie. Był to rok 2009 i wierzcie mi lub nie, ale gram w tę grę do teraz i wcale mi się nie znudziła! Ba, wraz z nadejściem dodatków takich jak Złoty Wiek czy Przystań, jaram się tym tytułem jeszcze bardziej!

No dobrze, ale przejdźmy do rzeczy. Na początek bierzemy podstawkę.

Pudełko

Dominion jest grą stricte karcianą. W pudełku podstawki nie uświadczycie niczego innego niż kart... Z tym, że jest ich ponad 500! Nawet teraz ta liczba robi na mnie wrażenie. A teraz pomyślcie, co wyrwało mi się z ust, gdy otworzyłem pudełko po raz pierwszy kilka lat temu.

Wszystkie karty są wykonane w sposób solidny i czytelny, z charakterystyczną dla Dominiona kreską, jeśli chodzi o grafiki. Wygodne ułożenie dzięki świetnej wyprasce pozwala na łatwe utrzymanie porządku w pudełku oraz szybkie przygotowanie rozgrywki. Rozwiązanie jest genialne w swej prostocie.

Rozgrywka

Przejdźmy do samej gry. Jeśli miałbym wymienić największą zaletę, oprócz regrywalności (o czym troszkę dalej), to wymieniłbym właśnie proste zasady. Wystarczy wspomnieć, że w instrukcji sam opis mechaniki zajmuje zaledwie jakieś 2 strony! Sam niedawno miałem okazję zagrać w składzie, w którym połowa graczy miała z Dominionem swój debiut. Zaledwie 5 minut opisu zasad i pierwsza runda ruszyła pełną parą.

Wspomniałem wcześniej o tym, że jest to deckbulider, ale zakładam, że mogą tę recenzję czytać osoby, którym ten termin nie mówi wiele. W grze chodzi o budowanie własnej talii w taki sposób, aby stworzyć z niej sprawnie działającą maszynę. Każdy zaczyna z takim samym zestawem kart i tylko od naszych decyzji zależy, jak talia będzie się rozwijać. To, jakie karty kupimy oraz jak będziemy ich używać w rozgrywce, będzie decydować o tym czy nasze "auto" będzie się dławić, jechać maksymalnie na "trójce" czy rozwinie najwyższą prędkość i jako pierwsze dojedzie na metę po zwycięstwo.

W każdej rozgrywce biorą udział 3 typy kart zwycięstwa (po 12 sztuk), 3  skarbów (po około 30 sztuk) i 10 różnych typów kart królestwa (po 10 kart, chyba że są to "ogrody", bo tych jest 12). Co jest ważne, w pudełku mamy aż 25 typów kart królestwa, więc przed każdą grą trzeba wybrać/wylosować/ustalić te, które tym razem wezmą udział w partii. W rundzie zaś możemy wyróżnić 3 fazy. Pierwszą jest faza akcji, czyli etap, w trakcie którego zagrywamy posiadane przez nas akcje (te zaś występują w kartach królestwa) i rozpatrujemy ich efekty. Następnie przechodzimy do fazy  kupna, w czasie której za pomocą skarbów, które mamy na ręce plus efektów z fazy akcji, kupujemy nowe karty. Kończymy zaś fazą porządków, gdzie na stos kart odrzuconych trafiają wszystkie akcje oraz skarby użyte w danej rundzie plus te kupione przez nas. Gdy już pozbędziemy się kart z ręki, z naszej talii dobieramy pięć, a następnie czekamy na swoją kolej. W następnej rundzie znowu możemy działać w ten sam sposób. W momencie, gdy nasza talia się wyczerpie, wszystkie karty ze stosu odrzuconych przetasowujemy, tworzymy z nich nową (większą o zakupione wcześniej) i znów dobieramy pięć kart.

Gra dobiega końca w momencie, gdy wyczerpią się trzy stosy z kart królestwa lub skończą się karty prowincji. Te ostatnie są najbardziej pożądane, bo dają najwięcej punktów z kart zwycięstwa. Wygrywa oczywiście ten, kto zebrał ich najwięcej.

Jak sami widzicie, gra nie wydaje się skomplikowana i rzeczywiście nie jest. Wszystkie efekty konkretnych akcji opisane są w jasny sposób na samych kartach, a po instrukcję w czasie partii sięgać nie trzeba. Ja swoją zgubiłem gdzieś po tygodniu grania i nigdy za nią nie zatęskniłem.

To, że gra ma łatwe zasady nie oznacza jednak, że jest prosta. Ilość kombinacji, czy strategii naszej rozgrywki jest ogromna. Można skupić się na kartach skarbów i właściwie zbierać tylko złoto, by jak najszybciej móc kupować najlepsze karty. Możemy też iść w kierunku akcji, które same się napędzają, dają dodatkowe profity oraz pozwalają przewijać całego decka. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby atakować innych graczy, kraść im karty czy rzucać na nich klątwy (czyli karty o minusowych punktach zwycięstwa). Oczywiście, łatwo jest popełnić wiele błędów taktycznych, które sprawią, że będziemy mieli "zablokowaną rękę", ponieważ za szybko kupimy karty zwycięstwa i nie będziemy w stanie nic zrobić. Gra jest więc świetna dla początkujących graczy, ale jednocześnie nagradza doświadczonych i wytrawnych, którzy wiedzą jakie kombinacje kart mogą przynieść realne zyski.

To, co dla niej jest niezwykle istotne, to fakt, że proporcje siły karty do jej ceny są idealne. Nie ma więc kart bardzo słabych i jednocześnie drogich. Jeśli jakaś akcja daje naprawdę duże profity, to z pewnością będzie dużo kosztować.  Grając tak często w Dominiona nie udało mi się znaleźć żadnej luki, przez którą gra stałaby się mniej ciekawa czy emocjonująca. Zarówno koszty kart zwycięstwa w stosunku do tego, ile dają punktów na koniec gry, czy koszty skarbów do tego, ile dają "złota", są idealnie zrównoważone.

Regrywalność

Według mnie jest najmocniejszym punktem tej karcianki. Już sama podstawka sprawiła, że rozegrałem setki rund w tę grę i naprawdę mogę powiedzieć, że każda była inna! No bo zobaczcie, macie 25 kart królestwa, a w każdej grze wykorzystujecie tylko 10 z nich. To nam daje <wysila mózgownicę>, to nam daje <bierze kalkulator> czekajcie... ponad 3 miliony kombinacji! Chyba, że źle coś liczę....jak są wśród czytelników jacyś matematycy i chcą mnie poprawić, to śmiało 🙂

Niezależnie jednak od tego, czy moja nieudolna matematyka się myli czy nie, fakt pozostaje jeden - kombinacji jest ogromna ilość, a gra praktycznie się nie nudzi, nawet jeśli mamy samą podstawkę. Wiadomo, że wśród tych 25 kart są takie, które będą wykorzystywane bardzo często jak wioska, targowisko czy wiedźma, a są też takie, których używa się rzadko. Jednak zwykle ten aspekt zależy od samego stylu grających, jak i układu kart królestwa.

Do tego wszystkiego dochodzi coś, co w pierwszym Dominionie było na początku tylko kartą dodatkową - czyli karta czarnego rynku. Ona, gdy jest w grze, pozwala zbudować dodatkowy stos kart królestwa, nazwany stosem kart czarnego, który odwrócony jest rewersem do góry. W nim znajduje się po jednej karcie na każdy ich typ dostępny w pudełku, a których nie ma wśród kart wylosowanych w danej rozgrywce. Mamy tam więc wszystkie karty zwycięstwa (dzięki czemu można kupić dodatkową prowincję) oraz skarbów i królestw. Zagrywając czarny rynek możemy kupić kartę właśnie z tego stosu, co jeszcze bardziej różnicuje rozgrywkę. Ja praktycznie zawsze ustawiam ją jako 11. kartę królestwa. Po prostu lubię możliwość dobrania innych, zwłaszcza w przypadku trudnego decka. Karty czarnego rynku łatwo rozróżnić od "zwykłych", gdyż ich rewersy nie mają czarnej, a niebieską obwódkę. Dodatkową zaletą jest to, że właśnie za ich pomocą najłatwiej "wylosować" sobie 10 kart królestwa, które biorą udział w grze.

Minusy

Czy są jednak w tej grze jakieś minusy? Niestety tak, choć w mej opinii  to drobnostki.

Pierwszym z nich jest fabuła, a właściwie jej brak. Poza bardzo krótkim i błahym tekstem z początku instrukcji nie ma nic, co dawało by tej grze jakąkolwiek historię. Na kartach nie ma żadnych opisów, jest czysta mechanika. Fabuły, a co za tym idzie, czegoś takiego jak klimat, ta gra po prostu nie posiada. Wydaje mi się jednak, że tego nie potrzebuje, ponieważ chodzi tu o coś zupełnie innego.

Drugim, często wymienianym, minusem jest to, że karty są słabej jakości i po kilku partiach po prostu się zużywają, a wypraska jest za ciasna, by zmieścić karty do koszulek. Ja nigdy koszulek nie używałem, a to, że karty mi się troszkę niszczyły, brałem na klatę. Dużo gram, używam, więc niszczą się - proste. Gdy grałem jednak z Arturem okazało się, że on wszystkie karty Dominiona ma w koszulkach i mimo iż troszkę ciężko się je wyciąga, to w tym pudełku się mieszczą.

Słyszałem też opinie, że grafiki Dominiona są nieładne i brzydkie. Uważam, że to kwestia gustu. Może sam mam troszkę spaczony, ale mi się te karty po prostu podobają.

Podsumowanie

Dla mnie Dominion to gra, która zasłużyła na miano Legendy. Genialna, wybitnie regrywalna, prosta, a jednocześnie skłaniająca do taktycznego myślenia. Prawie nieskończona ilość możliwości gier, ogromna liczba kart przy cenie ok. 125 złotych sprawia, że to jest to gra must have dla każdego fana gier, zwłaszcza w mechanice deck buildingu.

PLUSY

  • Legendarny Deck Building
  •  Proste zasady
  •  500 kart w pudełku
  •  niska cena
  •  ogromna regrywalność

MINUSY

  •  brak fabuły i klimatu

A już niedługo zapraszam na recenzję dodatku "Róg Obfitości".

  • Igni­sens

    To praw­da, każ­da roz­gryw­ka jest inna. Jed­ne roz­gryw­ki wycho­dzą krót­kie inne zaś są bar­dzej roz­bu­do­wa­ne i tym samym dłuż­sze 🙂 Świet­na i nie nudzą­ca się gra z pod­staw­ki a co dopie­ro z dodat­ka­mi. Smacz­ku rze­czy­wi­ście doda­je doło­żo­ny do każ­dej roz­gryw­ki czar­ny rynek (kar­ty tam zaku­pio­ne mogą nie­źle pokrzy­żo­wać szy­ki innym gra­czom 🙂 ) Oso­bi­ście bar­dzo pole­cam!