Skip to content →

Dominion — Legenda powraca!

Tej gry chy­ba nie muszę przed­staw­iać niko­mu, kto choć trochę zna rynek gier plan­szowych. Leg­en­darny, przez wielu uznawany za pier­wszego deck­buildera, zdoby­w­ca prestiżowych nagród i posi­ada­ją­cy rzeszę fanów na całym świecie Domin­ion, doświad­cza właśnie drugiego życia. Wszys­tko to zaś dzię­ki akcji na por­talu Wspieram.to i wydawnictwu Games Fac­to­ry Pub­lish­ing. Z tej okazji postanow­iłem napisać mini cykl recen­zji, w którym poz­na­cie Domin­iona wraz z dodatka­mi.

Gdy zaczy­nałem pisać tę recen­zję zas­tanaw­iałem się, czy nie powinienem jej nazwać bardziej oso­biś­cie np. “Domin­ion — powrót do przeszłoś­ci” albo “Domin­ion — czyli od czego to się zaczęło”.  Ten tytuł był bowiem pier­wszą grą plan­szową, w jaką miałem okazję zagrać (no, może pomi­ja­jąc Euro­biznes i chińczy­ka). Wszys­tko to stało się dzię­ki moim współ­grac­zom z sesji PBFów z forum Lastinn.info  (macham Wam macką), którzy wybrali właśnie Domin­iona na prezent urodzi­nowy dla mnie. Był to rok 2009 i wierz­cie mi lub nie, ale gram w tę grę do ter­az i wcale mi się nie znudz­iła! Ba, wraz z nade­jś­ciem dodatków takich jak Zło­ty Wiek czy Przys­tań, jaram się tym tytułem jeszcze bardziej!

No dobrze, ale prze­jdźmy do rzeczy. Na początek bierze­my pod­stawkę.

Pudełko

Domin­ion jest grą stricte kar­cianą. W pudełku pod­staw­ki nie uświad­czy­cie niczego innego niż kart… Z tym, że jest ich pon­ad 500! Nawet ter­az ta licz­ba robi na mnie wraże­nie. A ter­az pomyśl­cie, co wyr­wało mi się z ust, gdy otworzyłem pudełko po raz pier­wszy kil­ka lat temu.

Wszys­tkie kar­ty są wyko­nane w sposób solid­ny i czytel­ny, z charak­terysty­czną dla Domin­iona kreską, jeśli chodzi o grafi­ki. Wygodne ułoże­nie dzię­ki świet­nej wyprasce pozwala na łatwe utrzy­manie porząd­ku w pudełku oraz szy­bkie przy­go­towanie roz­gry­w­ki. Rozwiązanie jest genialne w swej pros­to­cie.

Rozgrywka

Prze­jdźmy do samej gry. Jeśli miałbym wymienić najwięk­szą zaletę, oprócz regry­wal­noś­ci (o czym troszkę dalej), to wymieniłbym właśnie proste zasady. Wystar­czy wspom­nieć, że w instrukcji sam opis mechani­ki zaj­mu­je zaled­wie jakieś 2 strony! Sam niedawno miałem okazję zagrać w składzie, w którym połowa graczy miała z Domin­ionem swój debi­ut. Zaled­wie 5 min­ut opisu zasad i pier­wsza run­da ruszyła pełną parą.

Wspom­ni­ałem wcześniej o tym, że jest to deck­bu­lid­er, ale zakładam, że mogą tę recen­zję czy­tać oso­by, którym ten ter­min nie mówi wiele. W grze chodzi o budowanie włas­nej talii w taki sposób, aby stworzyć z niej sprawnie dzi­ała­jącą maszynę. Każdy zaczy­na z takim samym zestawem kart i tylko od naszych decyzji zależy, jak talia będzie się rozwi­jać. To, jakie kar­ty kupimy oraz jak będziemy ich uży­wać w roz­gry­w­ce, będzie decy­dować o tym czy nasze “auto” będzie się dław­ić, jechać maksy­mal­nie na “trójce” czy rozwinie najwyższą pręd­kość i jako pier­wsze dojedzie na metę po zwycięst­wo.

W każdej roz­gry­w­ce biorą udzi­ał 3 typy kart zwycięst­wa (po 12 sztuk), 3  skar­bów (po około 30 sztuk) i 10 różnych typów kart królest­wa (po 10 kart, chy­ba że są to “ogrody”, bo tych jest 12). Co jest ważne, w pudełku mamy aż 25 typów kart królest­wa, więc przed każdą grą trze­ba wybrać/wylosować/ustalić te, które tym razem wezmą udzi­ał w par­tii. W rundzie zaś może­my wyróżnić 3 fazy. Pier­wszą jest faza akcji, czyli etap, w trak­cie którego zagry­wamy posi­adane przez nas akc­je (te zaś wys­tępu­ją w kar­tach królest­wa) i roz­pa­tru­je­my ich efek­ty. Następ­nie prze­chodz­imy do fazy  kup­na, w cza­sie której za pomocą skar­bów, które mamy na ręce plus efek­tów z fazy akcji, kupu­je­my nowe kar­ty. Kończymy zaś fazą porząd­ków, gdzie na stos kart odrzu­conych trafi­a­ją wszys­tkie akc­je oraz skar­by użyte w danej rundzie plus te kupi­one przez nas. Gdy już pozbędziemy się kart z ręki, z naszej talii dobier­amy pięć, a następ­nie czekamy na swo­ją kolej. W następ­nej rundzie znowu może­my dzi­ałać w ten sam sposób. W momen­cie, gdy nasza talia się wycz­er­pie, wszys­tkie kar­ty ze sto­su odrzu­conych prze­ta­sowu­je­my, tworzymy z nich nową (więk­szą o zaku­pi­one wcześniej) i znów dobier­amy pięć kart.

Gra dob­ie­ga koń­ca w momen­cie, gdy wycz­er­pią się trzy stosy z kart królest­wa lub skończą się kar­ty prow­incji. Te ostat­nie są najbardziej pożą­dane, bo dają najwięcej punk­tów z kart zwycięst­wa. Wygry­wa oczy­wiś­cie ten, kto zebrał ich najwięcej.

Jak sami widzi­cie, gra nie wyda­je się skom­p­likowana i rzeczy­wiś­cie nie jest. Wszys­tkie efek­ty konkret­nych akcji opisane są w jas­ny sposób na samych kar­tach, a po instrukcję w cza­sie par­tii się­gać nie trze­ba. Ja swo­ją zgu­biłem gdzieś po tygod­niu gra­nia i nigdy za nią nie zatęskniłem.

To, że gra ma łatwe zasady nie oznacza jed­nak, że jest pros­ta. Ilość kom­bi­nacji, czy strate­gii naszej roz­gry­w­ki jest ogrom­na. Moż­na skupić się na kar­tach skar­bów i właś­ci­wie zbier­ać tylko zło­to, by jak najszy­b­ciej móc kupować najlep­sze kar­ty. Może­my też iść w kierunku akcji, które same się napędza­ją, dają dodatkowe prof­i­ty oraz pozwala­ją przewi­jać całego dec­ka. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby atakować innych graczy, kraść im kar­ty czy rzu­cać na nich klątwy (czyli kar­ty o minu­sowych punk­tach zwycięst­wa). Oczy­wiś­cie, łat­wo jest popełnić wiele błędów tak­ty­cznych, które spraw­ią, że będziemy mieli “zablokowaną rękę”, ponieważ za szy­bko kupimy kar­ty zwycięst­wa i nie będziemy w stanie nic zro­bić. Gra jest więc świet­na dla początku­ją­cych graczy, ale jed­nocześnie nagradza doświad­c­zonych i wytrawnych, którzy wiedzą jakie kom­bi­nac­je kart mogą przynieść realne zys­ki.

To, co dla niej jest niezwyk­le istotne, to fakt, że pro­por­c­je siły kar­ty do jej ceny są ide­alne. Nie ma więc kart bard­zo słabych i jed­nocześnie drogich. Jeśli jakaś akc­ja daje naprawdę duże prof­i­ty, to z pewnoś­cią będzie dużo kosz­tować.  Gra­jąc tak częs­to w Domin­iona nie udało mi się znaleźć żad­nej luki, przez którą gra stała­by się mniej ciekawa czy emocjonu­ją­ca. Zarówno kosz­ty kart zwycięst­wa w sto­sunku do tego, ile dają punk­tów na koniec gry, czy kosz­ty skar­bów do tego, ile dają “zło­ta”, są ide­al­nie zrównoważone.

Regrywalność

Według mnie jest naj­moc­niejszym punk­tem tej kar­cian­ki. Już sama pod­stawka spraw­iła, że roze­grałem set­ki rund w tę grę i naprawdę mogę powiedzieć, że każ­da była inna! No bo zobacz­cie, macie 25 kart królest­wa, a w każdej grze wyko­rzys­tu­je­cie tylko 10 z nich. To nam daje <wysi­la móz­gown­icę>, to nam daje <bierze kalku­la­tor> czeka­j­cie… pon­ad 3 mil­iony kom­bi­nacji! Chy­ba, że źle coś liczę.…jak są wśród czytel­ników jacyś matem­aty­cy i chcą mnie popraw­ić, to śmi­ało 🙂

Nieza­leżnie jed­nak od tego, czy moja nieu­dol­na matem­aty­ka się myli czy nie, fakt pozosta­je jeden — kom­bi­nacji jest ogrom­na ilość, a gra prak­ty­cznie się nie nudzi, nawet jeśli mamy samą pod­stawkę. Wiado­mo, że wśród tych 25 kart są takie, które będą wyko­rzysty­wane bard­zo częs­to jak wios­ka, tar­gowisko czy wiedź­ma, a są też takie, których uży­wa się rzad­ko. Jed­nak zwyk­le ten aspekt zależy od samego sty­lu gra­ją­cych, jak i układu kart królest­wa.

Do tego wszys­tkiego dochodzi coś, co w pier­wszym Domin­ion­ie było na początku tylko kartą dodatkową — czyli kar­ta czarnego rynku. Ona, gdy jest w grze, pozwala zbu­dować dodatkowy stos kart królest­wa, nazwany stosem kart czarnego, który odwró­cony jest rew­ersem do góry. W nim zna­j­du­je się po jed­nej kar­cie na każdy ich typ dostęp­ny w pudełku, a których nie ma wśród kart wylosowanych w danej roz­gry­w­ce. Mamy tam więc wszys­tkie kar­ty zwycięst­wa (dzię­ki czemu moż­na kupić dodatkową prow­incję) oraz skar­bów i królestw. Zagry­wa­jąc czarny rynek może­my kupić kartę właśnie z tego sto­su, co jeszcze bardziej różnicu­je roz­gry­wkę. Ja prak­ty­cznie zawsze ustaw­iam ją jako 11. kartę królest­wa. Po pros­tu lubię możli­wość dobra­nia innych, zwłaszcza w przy­pad­ku trud­nego dec­ka. Kar­ty czarnego rynku łat­wo rozróżnić od “zwykłych”, gdyż ich rew­er­sy nie mają czarnej, a niebieską obwód­kę. Dodatkową zaletą jest to, że właśnie za ich pomocą najłatwiej “wylosować” sobie 10 kart królest­wa, które biorą udzi­ał w grze.

Minusy

Czy są jed­nak w tej grze jakieś minusy? Nieste­ty tak, choć w mej opinii  to drob­nos­t­ki.

Pier­wszym z nich jest fabuła, a właś­ci­wie jej brak. Poza bard­zo krótkim i błahym tek­stem z początku instrukcji nie ma nic, co dawało by tej grze jakąkol­wiek his­torię. Na kar­tach nie ma żad­nych opisów, jest czys­ta mechani­ka. Fabuły, a co za tym idzie, czegoś takiego jak kli­mat, ta gra po pros­tu nie posi­a­da. Wyda­je mi się jed­nak, że tego nie potrze­bu­je, ponieważ chodzi tu o coś zupełnie innego.

Drugim, częs­to wymieni­anym, minusem jest to, że kar­ty są słabej jakoś­ci i po kilku par­ti­ach po pros­tu się zuży­wa­ją, a wypras­ka jest za cias­na, by zmieś­cić kar­ty do koszulek. Ja nigdy koszulek nie uży­wałem, a to, że kar­ty mi się troszkę niszczyły, brałem na klatę. Dużo gram, uży­wam, więc niszczą się — proste. Gdy grałem jed­nak z Arturem okaza­ło się, że on wszys­tkie kar­ty Domin­iona ma w koszulkach i mimo iż troszkę ciężko się je wycią­ga, to w tym pudełku się mieszczą.

Słysza­łem też opinie, że grafi­ki Domin­iona są nieładne i brzy­d­kie. Uważam, że to kwes­t­ia gus­tu. Może sam mam troszkę spac­zony, ale mi się te kar­ty po pros­tu podoba­ją.

Podsumowanie

Dla mnie Domin­ion to gra, która zasłużyła na miano Leg­endy. Genial­na, wybit­nie regry­wal­na, pros­ta, a jed­nocześnie skła­ni­a­ją­ca do tak­ty­cznego myśle­nia. Praw­ie nieskońc­zona ilość możli­woś­ci gier, ogrom­na licz­ba kart przy cenie ok. 125 zło­tych spraw­ia, że to jest to gra must have dla każdego fana gier, zwłaszcza w mechan­ice deck buildin­gu.

PLUSY

  • Leg­en­darny Deck Build­ing
  •  Proste zasady
  •  500 kart w pudełku
  •  niska cena
  •  ogrom­na regry­wal­ność

MINUSY

  •  brak fabuły i kli­matu

A już niedłu­go zapraszam na recen­zję dodatku “Róg Obfi­toś­ci”.

Published in Gry karciane Recenzja