Generic selectors
Tylko dokładne trafienia
Szukaj w tytule
Szukaj w treści
Szukaj w postach
Szukaj na stronach
Filtruj po kategoriach
Bez kategorii
e-Planszówki
Felieton
Gry dla dwóch
Gry ekonomiczne
Gry imprezowe
Gry jednoosobowe
Gry kafelkowe
Gry karciane
Gry kooperacyjne
Gry logiczne
Gry strategiczne
Kącik opowieści
Paski
Planszówkowa Lama
Recenzja
Relacja
TheFoTB prezentuje
Tiny Wooden Pieces
Top10
Unsorted
Up To 4 Players
Loading Quotes...

Great Western Trail: “Ranczerzy, krowy, skurczybyki!”

Pamięta­cie może takiego jego­moś­cia jak Lucky Luke? Tego, co wygry­wał w poje­dynku rewol­werowym ze swoim cie­niem. Właśnie seria z tym bohaterem najbardziej mi się kojarzy z kli­matem XIX wiecznej amery­ki i grą. Tutaj nie będziemy co praw­da poje­dynkować się, a rywal­i­zować ze sobą, jeśli chodzi o bycie najlep­szym sprzedaw­cą bydła. Dro­gi do zwycięst­wa są różne, tylko czy każ­da jest z nich skutecz­na? Zapraszam do czy­ta­nia!

Dobry, pełny i brzydki

Great West­ern Trail to dobry przykład gry typu euro autorstwa Alexan­dra Pfis­tera, w której będziemy kom­bi­nować na różnych frontach jak zdobyć najwięcej punk­tów zwycięst­wa. W powyższym tytule wcielamy się w rancz­erów, którzy przemierza­ją drogę od Tek­sasu do Kansas City, aby sprzedać swo­je bydło za jak najwięk­szą ilość dolarów. Oczy­wiś­cie to nie jedyne, co będziemy robić, ponieważ dro­ga jest peł­na przeszkód, związanych z naturą, czy z inny­mi gracza­mi. Dosta­je­my grę w sporym pudełku, które jest dobrze wyko­nane. Z grafiką nato­mi­ast mam prob­lem, ponieważ rysun­ki są bard­zo ładne, ale kolorysty­ka spraw­ia, że gra nie przy­cią­ga.

Za garść dolarów

Trze­ba przyz­nać nato­mi­ast, że zawartość jest niczego sobie. Zde­cy­dowanie nadra­bia pier­wsze wraże­nie wywołane wierzch­nią grafiką. Przede wszys­tkim najbardziej rzu­ca się w oczy mapa, która jest peł­na kolorów i sym­boli, co od razu zachę­ca do zagłę­bi­enia się w ich znacze­nie. Dodatkowo kafle budynków czy żetony wyglą­da­ją na prawdę świet­nie. Plan­szet­ki również są bard­zo prze­jrzyste i po przeczy­ta­niu zasad moż­na bez prob­le­mu się nimi wspier­ać, gdy się czegoś do koń­ca nie wie. Intu­icyjność sym­boli również stoi na wysokim poziomie, bo zarówno ja, jak i nowi gracze byliśmy w stanie zrozu­mieć każdy bez dodatkowej potrze­by zaglą­da­nia do instrukcji. Z początku bałem się o odczuwal­ny brak dolarów, ale po sprawdze­niu różnych wari­antów gry nie zdarzyło się jeszcze aby zabrakło. Choć muszę przyz­nać, że staral­iśmy się o to. Świet­nym rozwiązaniem jest uży­cie kafla do roz­gry­w­ki trzy- oraz czteroosobowej. Jest to szczegó­lik, który moc­no cieszy. Jeśli chodzi o drew­ni­ane ele­men­ty, to są po pros­tu okej.

Umiem tylko strze­lać. To nic wielkiego.

Na odd­ziel­ną pochwałę zasługu­je również instrukc­ja. Jak wspom­i­nałem wcześniej, wystar­czyło jed­no przeczy­tanie, aby ogól­nie zrozu­mieć dzi­ałanie gry. Oczy­wiś­cie jest sporo zasad, ale są bard­zo prze­jrzyste, a do tego przykłady roz­jaś­ni­a­ją wąt­pli­woś­ci, które mogą pow­stać w cza­sie gry. Dobrym ruchem było również poświęce­nie kilku stron na dzi­ałanie każdego budynku, ponieważ cza­sa­mi zapom­i­nało się o kole­jnoś­ci akcji i instrukc­ja bard­zo ratowała skórę w takich sytu­ac­jach. Jest też przede wszys­tkim ład­na wiz­ual­nie i moż­na się w niej szy­bko odnaleźć, jeśli szu­ka się za jed­ną mikro zasadą. Tłu­macze­nie zasad zaj­mu­je od 30 do 40 min, w zależnoś­ci od tego, komu musimy tłu­maczyć. Myślę, że to nie jest zły wynik jak na tak rozbu­dowaną mechanikę.

Na Dzikim Zachodzie można być ranczerem albo zabójcą. Ja wybrałem to pierwsze

Do mias­ta jest 100 kilo­metrów. Jeśli będziesz oszczędzał odd­ech, myślę, że dasz radę.

W grze wcielamy się w rancz­erów, którzy za pomocą różnych dróg będą starać się zdoby­wać punk­ty zwycięst­wa. W jej trak­cie będziemy rozwi­jać naszą postać, kupować pra­cown­ików, którzy udostęp­nią nam kole­jne akc­je, staw­iać budyn­ki dające nam różne korzyś­ci, przemieszczać się kole­ją, aby zaj­mować ważne stac­je, oraz oczy­wiś­cie kupować i sprzedawać bydło. Naszym źródłem infor­ma­cji są plan­szet­ki, które pokazu­ją nasze odblokowane akc­je pomoc­nicze (po lewej stron­ie), ilość pra­cown­ików, kole­jność akcji wzglę­dem naszej tury, ilość dostęp­nego ruchu oraz kart na ręce i tor cer­ty­fikatu, który będzie zwięk­szał wartość naszego sta­da w Kansas. Tak, jak intu­icyjność jest wyso­ka, tak wyko­nanie plan­szet­ki mogło­by być według mnie lep­sze, ponieważ są dość cienkie.

Nato­mi­ast kar­ty dzielą się na tal­ię krów oraz celów. Poza tym mamy cztery cele początkowe, gdzie każdy gracz dosta­je jeden zakry­ty. Każdy gracz zaczy­na z pod­sta­wowym zestawem krów, a następ­nie w trak­cie gry będzie kupował nowe i budował dzię­ki temu swo­ją tal­ię. Część krów będzie wyma­gana do spełnienia konkret­nych celów, a resz­ta przede wszys­tkim będzie dawała punk­ty zwycięst­wa i dolary z ich sprzedaży. Cele są bard­zo ciekawe, ponieważ za niespełnie­nie ich wyma­gań będziemy tra­cili punk­ty zwycięst­wa. Kar­ty są ładne, choć lep­iej zabez­pieczyć je koszulka­mi, bo częste tasowanie jest w tej grze gwaran­towane.

Żadnych pojedynków w moim mieście… Chcesz robić burdy spadaj do Deadwood

Negaty­wnej inter­akcji nie ma wiele, ponieważ jedyny sposób, w jaki może­my przeszkadzać innym ranczerom to poprzez staw­ian­ie budynków, które będą wyma­gały opłaty od każdego, kto przez takie prze­jdzie, lub się zatrzy­ma na jed­nym z nich. Oprócz tego moż­na próbować omi­jać budyn­ki innych graczy i spróbować prze­brnąć się przez mniej bez­pieczną ścieżkę, gdzie opłatę będziemy uiszczać do przysłowiowego banku. Wysokość opłaty jest reprezen­towana przez ilość zagrożeń, które się zna­j­du­ją na ścieżce. Zagroże­ni­a­mi mogą być lawiny, susza czy powódź. Jed­ną z dróg do zdoby­cia punk­tów zwycięst­wa jest zde­j­mowanie owych zagrożeń.

Praca z bydłem to ciężki kawałek kartonu

Rozłoże­nie tej gry z początku zaj­mu­je sporo cza­su, bo za pier­wszym razem to było praw­ie pół godziny, ale po dobrym posor­towa­niu moż­na się wyro­bić w 15 min­ut. Każdy gracz posi­a­da swo­ją tal­ię krów, więk­szość akcji pobocznych zakry­tych oraz żeton rancz­era i jego loko­mo­ty­wy na swoich polach. Następ­nie każdy dobiera po 4 kar­ty i w zależnoś­ci od tego, kto zacznie, tyle dolarów dany gracz dostanie. Im szy­b­ciej zaczy­na, tym ich ma mniej na start. Następ­nie każdy wykonu­je ruch i co jest ciekawe, przemieszcza­my się tylko po zaję­tych polach i tylko one liczą się jako ruch. Następ­nie zatrzy­mu­je­my się na budynku, który nam odpowia­da i może­my wykon­ać prz­eróżne akc­je. Może­my sprzedać konkretne krowy, kupić nowych pra­cown­ików, kupić krowy na tar­gu bydła, postaw­ić budynek, zwięk­szyć cer­ty­fikat czy prze­sunąć swo­ją loko­mo­ty­wę wzdłuż kolei, aby zdobyć żeton zaw­iad­ow­cy. Dają one efekt naty­ch­mi­as­towy i koń­cowy, czyli np cer­ty­fikat zwięk­szony na stałe o jeden, a na koniec gry za każde zdjęte z plan­szy niebez­pieczeńst­wo dosta­je­my 3 punk­ty zwycięst­wa. Po wyko­na­niu akcji głównej lub pobocznej (wybór należy do nas), wykonu­je następ­ny gracz. Głównym punk­tem podróży jest Kansas City, gdzie będąc tam uzu­peł­ni­amy żetony na plan­szy, a następ­nie sprzeda­je­my nasze krowy i liczy się tylko wartość różnych krów. Wybier­amy mias­to, w którym je sprzeda­je­my, uiszcza­my opłatę za trans­port i staw­iamy jeden z żetonów z naszej plan­szet­ki na konkret­nym her­bie mias­ta. Gramy dopó­ki żeton rynku pra­cy (niebies­ki, tam gdzie pra­cown­i­cy) zejdzie z plan­szy. Wtedy ostat­nia run­da jest wykony­wana i gra się kończy.

3:10 do… Kansas City?

Great West­ern Trail jest uważane za dość zaawan­sowane euro i nie dzi­wię się, bo mechani­ka nie jest pros­ta. Musimy sporo myśleć nad rucha­mi i być zawsze kil­ka kroków przed inny­mi gracza­mi. Ogrom­ną zaletą jest fakt, że mimo rozbu­dowa­nia, gra trafia zarówno do tych, co gra­ją już trochę w plan­szów­ki, jak i do tych nowych w tema­cie. Po dwóch czy trzech run­dach już każdy, kto uważał, wie jak należy grać i wykonu­je swo­je akc­je bez dodatkowych pytań. Spodziewałem się długiego czeka­nia na swo­ją turę, a właśnie jest na odwrót. Częs­to nie zdążyłem dobrze pomyśleć, a już przy­chodz­ił czas na mój ruch. Gra jest ład­na, a kli­mat jest całkiem odczuwal­ny, dzię­ki cho­ci­aż­by grafikom budynków czy samej mapie, ale za to tasowanie krów reduku­je go. Skalowal­ność jest świet­na, bo czy to gra­jąc w dwie, trzy czy cztery oso­by, to nie była odczuwal­na czy­jaś przewa­ga na star­cie. Jedyne co się zmieni­ało, to ilość budynków — przez pow­sta­ją­cy przepych trochę trud­niej planowało się kole­jne ruchy. Gra się pon­ad dwie godziny — w roz­gry­w­ce dwu­osobowej grało się szy­b­ciej. Podo­ba mi się również fakt, że wygrana nie znaczy dużej różni­cy w punk­tach — to zazwyczaj kil­ka punk­tów dodatkowych daje zwycięst­wo. Mechani­ka dzi­ała jak w zegarku i gra­jąc baw­iłem się świet­nie.

Zakładajcie kapelusze i siodłajcie konie!

Co się czu­je nosząc odz­nakę?

Powyższa gra to świet­ny tytuł, jeśli lubisz dużo kom­bi­nować i jed­nocześnie wolisz myśleć o ułatwie­niu sobie życia, niż o utrud­ni­a­n­iu go innym. Wiele w gry euro nie grałem, ale w tą będę grał z pewnoś­cią częs­to. Najbardziej mi się podo­ba wari­ant dwu­osobowy, ze wzglę­du na właśnie mniejszy przepych na plan­szy, choć pozostałe try­by gry również się świet­nie sprawdza­ją. Gdy­by tylko kolorysty­ka pudła była bardziej żywa to na pewno myślałbym o tej grze z więk­szą przy­chyl­noś­cią. Połącze­nie rewela­cyjnych grafik oraz dopra­cow­anej mechani­ki zawsze daje sporo fra­jdy, także jeśli szuka­cie czegoś trud­niejszego, a zarazem świet­nie prezen­tu­jącego się na stole, to pole­cam. Podob­no gdzieś krąży wari­ant jed­noosobowy, gdzie napisany prze­ci­wnik to trud­ny zawod­nik. Nie próbowałem jeszcze, ale chcę się przekon­ać. I was również do tego zachę­cam.

Plusy:

  • Dopra­cow­ana mechani­ka;
  • Wyso­ka skalowal­ność;
  • Wyko­nanie kafli oraz żetonów;
  • Bard­zo intu­icyj­na sym­bo­l­i­ka;
  • Jakość plan­szy głównej;
  • Przys­tęp­na zarówno dla nowych jak i doświad­c­zonych graczy;
  • Świetne grafi­ki.

Minusy:

  • Ponu­ra grafi­ka na pudełku, a przez to i ponure pier­wsze wraże­nie.
  • Dość cienkie kar­ty oraz plan­szet­ki.

Korekta: Anna Wojnowska

Dziękuję wydawnictwu Lacerta za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Człowiek Gołomp

Człowiek z głową gołębia i ciałem człowieka. W planszówki gram od 2014 roku i też od wtedy zacząłem o nich pisać. Lubię filmy, seriale, czasami też pogram w papierowe RPGi, jak i te komputerowe. Zazwyczaj konwenty przemierzam w formie gołębiej lub zmorfowany w Zielonego Rangera.

Latest posts by Człowiek Gołomp (see all)