Generic selectors
Tylko dokładne trafienia
Szukaj w tytule
Szukaj w treści
Szukaj w postach
Szukaj na stronach
Filtruj po kategoriach
Bez kategorii
e-Planszówki
Felieton
Gry dla dwóch
Gry ekonomiczne
Gry imprezowe
Gry jednoosobowe
Gry kafelkowe
Gry karciane
Gry kooperacyjne
Gry logiczne
Gry strategiczne
Kącik opowieści
Paski
Planszówkowa Lama
Recenzja
Relacja
TheFoTB prezentuje
Tiny Wooden Pieces
Top10
Unsorted
Up To 4 Players
Loading Quotes...

5 Cudów Warszawy, czyli Capital okiem Alerisa

Filip Miłuńs­ki znany jest w branży gier plan­szowych jako pro­jek­tant CV, Mare Balticum, Mag­num Sal czy Faras. Z dorobku tego auto­ra udało mi się zagrać jedynie w pier­wszą z ww. gier, która o ile nie pod­biła mojego ser­ca, to mimo wszys­tko przy­jem­nie się układało własne Cur­ricu­lum Vitae. Po Cap­i­tal sięgnąłem właś­ci­wie głównie przez pozy­ty­wne opinie zagranicznych recen­zen­tów. Czy słusznie? Przekon­a­j­cie się sami.

Gdy patrzę w twe oczy, zmęc­zone jak moje
To kocham to mias­to, zmęc­zone jak ja
Gdzie Hitler i Stal­in zro­bili, co swo­je
Gdzie wios­na spal­iną odd­y­cha

Dawno dawno temu, kiedym jeszcze chodz­ił do szkoły, intere­sowało mnie wiele przed­miotów. Nie skłamię mówiąc, iż prefer­u­je te ścisłe nau­ki jak chemia, fizy­ka czy matem­aty­ka, aczkol­wiek od samego początku edukacji his­to­ria była dla mnie wyjątkowo ciekawą alter­naty­wą. Nau­ka dziejów przy­chodz­iła mi z niespo­tykaną łat­woś­cią. Zawsze jed­nak, nieza­leżnie od szkoły, w której się zna­j­dowałem, lekc­je prowadz­iły nas naj­dalej do poziomu II Wojny Świa­towej. Może komuś nasunąć się w tym momen­cie całkiem słuszne pytanie: dlaczego opisu­ję tu mało ciekawe fak­ty ze swo­jego życia? Ano dlat­ego, iż  Cap­i­tal to nie tylko gra plan­szowa, ale też doskon­ała lekc­ja his­torii podana w sub­tel­ny, ale ciekawy sposób. Zachowa­jmy jed­nak klasy­czną kole­jność aspek­tów recen­zji.

W moich snach wciąż Warszawa…

Pudło wita nas utrzy­manym w malarskim sty­lu pejza­żem Warsza­wy, ukazu­ją­cym między inny­mi Pałac Kul­tu­ry i Nau­ki. Kar­ton wyko­nany jest z mate­ri­ałów wysok­iej jakoś­ci, pod­czas wielokrot­nego wycią­ga­nia z pudła nawet się nie prze­tarł. Na odwro­cie mamy listę kom­po­nen­tów i opis, który jest całkiem adek­wat­ny do samej gry. Prawdzi­wa magia zaczy­na się po otwar­ciu wieka. We wnętrzu kry­je się jed­na z najlep­szych wyprasek jakie widzi­ałem. Wielokrot­ny trans­port w różnych pozy­c­jach nawet nie poruszył ele­men­ta­mi gry. Oprócz mnóst­wa kafelków dziel­nic i kamieni milowych zna­jdziemy tam dobrze napisaną, nie pozostaw­ia­jącą wąt­pli­woś­ci instrukcję wzbo­ga­coną o kil­ka stron poświę­conych his­torii naszej stol­i­cy, pio­n­ki graczy — tutaj sym­bol­i­zowane przez warsza­wskie syren­ki, żetony sym­bol­izu­jące pieniądze, jak również (a może przede wszys­tkim) plan­szę. Ta ostat­nia jest utrzy­mana w stonowanych barwach sepii, co wypa­da bard­zo korzyst­nie dla oka. Nie mogę narzekać na jej czytel­ność, doskonale widać, co gdzie ma leżeć.

Jak przygoda to tylko w Warszawie!

Tytuł tej recen­zji jest zupełnie nieprzy­pad­kowy. Pod­czas pier­wszej par­tii zgod­nie stwierdzil­iśmy, że 5 cud­ów Warsza­wy było­by dobrym pod­ty­tułem. Gra podzielona jest na sześć epok, pod­czas których uczest­ni­cy roz­gry­w­ki będą budować swo­je dziel­nice Warsza­wy. Na początek dosta­je­my po kafelku star­towym, iden­ty­cznym dla wszys­t­kich. Nieza­leżnie od wari­antu osobowego roz­da­je­my każde­mu z graczy, po cztery kafel­ki ze sto­su aktu­al­nej epo­ki. W ten sposób zaczy­na się zabawa. Na zasadzie draftu wybier­amy jeden i przekazu­je­my pozostałe w pra­wo, bądź w lewo zależnie od roz­gry­wanej epo­ki. Ten jeden wybrany może­my zagrać na trzy sposo­by. Może­my kafelek dobu­dować do już ist­nieją­cych w naszej dziel­ni­cy, płacąc jego koszt. Jeżeli jed­nak nie stać nas albo nie chce­my, by któryś z kafli wpadł w ręce prze­ci­wni­ka, to może­my takowy odrzu­cić, zysku­jąc przy tym trzy mon­e­ty. Ostat­nia możli­wość to nad­bu­dowa już ist­niejącego frag­men­tu dziel­ni­cy, płacimy za to jedynie różnicę w kosz­cie między kafelka­mi. Kiedy skończą nam się ele­men­ty do budowy, na koniec epo­ki, jeden z graczy zdobędzie kamień milowy (budynek o his­to­rycznym znacze­niu dla danego momen­tu). Kto go dostanie? Oso­ba, która spełniła warun­ki od tego kamienia zależne np. najwięcej dziel­nic prze­mysłowych, najwięk­szy park itp. Po przyz­na­niu kamienia odby­wa się punk­towanie, kiedy to zdoby­wamy punk­ty i mon­e­ty w zależnoś­ci od wyglą­du naszej dziel­ni­cy. Gra toczy się tak do koń­ca szóstej epo­ki, po której wyło­niony zostanie zwycięz­ca. Są jed­nak dwa wyjąt­ki. Po III i IV epoce wybucha­ją kole­jno I, a następ­nie II Woj­na Świa­towa. Wtedy to z naszej dziel­ni­cy musimy odrzu­cić jeden albo dwa kafel­ki. Co ciekawe dzieje się to przed przyz­naniem kamienia milowego i może sporo namieszać. Po ostat­niej epoce nie budu­je­my kamienia milowego za to wyjątkowo poza dziel­nicą otrzy­mu­je­my punk­ty za zdobyte mon­e­ty — każde 5 to jeden punkt.

Gdybyś ujrzeć chciał nadwiślański świt…

Grałem w każdym wari­an­cie osobowym. To co najbardziej je różni to fakt, iż gra­jąc w kom­ple­cie nie mamy żad­nej wiedzy o kafelkach, które dostaniemy. Każdy z graczy ma 4 kafle na ręce, wybiera jeden z nich, a pozostałe już do niego nie wrócą. W przy­pad­ku dwu­osobowego będzie wyglą­dało to z goła inaczej. Jakkol­wiek dobrze grało mi się w każdym zestaw­ie­niu osobowym, to im mniej graczy, tym bardziej strate­gicz­na roz­gry­wka. Grę na szczęś­cie udało się uchronić przed efek­tem kuli śnieżnej. W każdym kole­jnym etapie gry zysku­je­my więcej punk­tów, co doprowadz­iło nawet do sytu­acji, w której przez całą roz­gry­wkę miałem miażdżącą przewagę nad resztą współ­graczy, a w ostat­niej epoce Obłąkana Depres­ja zdobyła tyle punk­tów, że bez trudu mnie wyprzedz­iła. Nie martwię się również o regry­wal­ność tytułu. W roz­gry­w­ce bez kom­ple­tu graczy nigdy nie wyko­rzys­tu­je­my wszys­t­kich kafelków. A nawet jeśli zbierze­my się we czwórkę to nikła szansa, że dostaniemy dwa razy iden­ty­czny zestaw kafli. Na początku każdej par­tii decy­du­je­my też o kamieni­ach milowych. Dla każdej epo­ki są dostęp­ne dwa do wyboru. Mno­gość dróg do zdoby­cia punk­tów jest również ewident­ną zaletą. Może tym razem zbudu­je ogrom­ny park, a może jed­nak spróbu­ję zbier­ać obszary kulturalne…Tak naprawdę jedyne do czego mogę się z czystym sum­ie­niem przy­czepić to niewystar­cza­ją­ca licz­ba mon­et w pudełku. W pełnym składzie pod koniec gry zaczęło nam ich brakować. W grze dodane zostały 3 kafel­ki pomo­cy tłu­maczące punk­towanie. To naprawdę zbaw­i­enne rozwiązanie, kiedy tłu­maczy się zasady. Tyle, że są tylko trzy. Czwarty gracz musi pamię­tać co punk­tu­je. Przy które­jś z kolei par­tii już nie miało to znaczenia, ale na początku trochę przeszkadza­ło.

Warszawa da się lubić!

Nie ukry­wam, że Cap­i­tal to moim zdaniem świet­na gra. Wyko­nanie stoi na bard­zo wysokim poziomie, tak samo skalowal­ność niepow­tarzal­ność roz­gry­wek czy po pros­tu radość jaką niesie tworze­nie kole­jnych budowli czy obszarów mieszkalnych wg włas­nego zamysłu. Każdy będzie mógł się poczuć jak architekt rozbu­dowu­ją­cy Warsza­wę. Podo­ba mi się też, iż Cap­i­tal w niebanal­ny sposób wprowadza graczy w his­torię stol­i­cy. Sym­bol­iczne zniszczenia wywołane przez Wojny Świa­towe, dostęp­ność określonych budynków w konkret­nych epokach. Dodatek w instrukcji napisany w przys­tęp­ny sposób. Zde­cy­dowanie lep­szy sposób na wprowadze­nie młodych ludzi w świat his­torii aniżeli nudne quizów­ki. Pole­cam tę grę zarówno do zabawy z rodz­iną, jak i zna­jomy­mi. Nieważne, czy jesteś początku­ją­cym graczem czy masz na kon­cie mil­iony par­tii. Przy Cap­i­talu nie będziesz się nudz­ić.

Plusy

  • Walo­ry eduka­cyjne
  • Regry­wal­ność
  • Wyko­nanie
  • Sporo dróg do zdoby­cia punk­tów
  • Ide­al­na wypras­ka

Minusy

  • Za mało żetonów mon­et
  • O jeden kafelek pomo­cy za mało

Serdecznie dzięku­je­my wydawnictwu Granna za egzem­plarz do recen­zji!

Aleris

Moja przygoda z grami planszowymi zaczęła się już we wczesnej młodości, gdyż w wieku lat siedmiu zacząłem z tatą odkrywać tajniki szachów, Grzybobrania, Eurobiznesu (na którym w końcu każdy się wychował), itp. Powoli przerzuciliśmy się na bardziej zaawansowane jak na lata 90-te produkty firmy MB Parker. Operacja, Upiorne Zamczysko czy Pułapka na myszy do dnia dzisiejszego kurzą się na strychu. Później w moim sercu miejsce dla siebie znalazły RPG-i. Przez długi czas nie myślałem o powrocie do zwykłych gier planszowych. Wszystko zmieniło się, gdy urzekł mnie opis gry pod tytułem Munchkin... Bez dłuższego zastanawiania się zainwestowałem w tę pozycję i tak bardzo wciągnęła moich znajomych - nie raz skracaliśmy sesję, ażeby tylko trochę popsuć sobie nawzajem krwi przy zdobywaniu skarbów i poziomów. Następne wydarzenia potoczyły się niemalże lawinowo. Noc Planszówek organizowana przez Centrum Gier Pegaz, wciągnięcie znajomych... Od zakupu Munchkina mijają niespełna 3 lata. Dziś już wiem czym są gry kooperacyjne, co mi się w grach podoba, a co nie.

Kiedy przyjaciel zapytał mnie czy chcę uczestniczyć w projekcie The Fellowship of the Board (choć jeszcze się tak nie nazywał) nie miałem najmniejszych wątpliwości. Zabrałem ciężki wolumin księgi zaklęć i ruszyłem by wesprzeć dawnego towarzysza.