Tylko dokładne trafienia
Szukaj w tytule
Szukaj w treści
Szukaj w postach
Szukaj na stronach
Filtruj po kategoriach
Bez kategorii
e-Planszówka
Felieton
Gry dla dwóch
Gry ekonomiczne
Gry imprezowe
Gry jednoosobowe
Gry kafelkowe
Gry karciane
Gry kooperacyjne
Gry logiczne
Gry strategiczne
Kącik opowieści
Paski
Planszówkowa Lama
Recenzja
Relacja
TheFoTB prezentuje
Tiny Wooden Pieces
Top10
Unsorted
Up To 4 Players
Loading Quotes...

Munchkin Legendy, legendy i legendy

Munchkin był pierwszą grą, która wprowadziła mnie do świata współczesnych planszówek. Po dziś dzień, podchodzę do niej z niemałym sentymentem. Ten zwariowany pastisz RPG doczekał się wielu edycji, zależnych od zaczerpniętego z popkultury tematu. Niezależnie jednak od przyjętej konwencji, prędzej czy później nawet najbardziej dowcipne karty się nam opatrzą.  Wydawnictwo Black Monk Games przychodzi nam w tej kwestii z pomocą, wydając całą serię dodatków na każdej linii tematycznej. Ten tekst chciałbym poświęcić rozszerzeniu pod tytułem Faunie Igrzyska, które potęguje zabawę w świecie antycznych mitologii.

Legendarne wnętrze

Niewielkie pudło skrywa w sobie 110  kart oraz, jak zawsze napisaną z humorem, instrukcję. Na okładce widzimy trzy postaci grające w karty, zakutego w zbroję gladiatora oraz dwoje przedstawicieli rasy Faunów. Jakościowo karty utrzymują standard Munchkina, dla przedłużenia żywotności polecam jednak koszulki. Pudełko od dodatku ma w sumie zastosowanie jedynie wystawowe, gdyż nie wydaje mi się, by na dłuższą metę ktoś trzymał w nim zawartość. Na szczęście wszystko ładnie da się upakować do pudła z Munchkinem Legendami.

Ave, Cæsar, morituri te salutant

Faunie Igrzyska, to tak naprawdę połączenie wydanych za granicą dwóch rozszerzeń, Faun and Games oraz Myth Prints. Zawiera 110 kart zwielokrotniających regrywalność tytułu. Munchkin Legendy od początku kierowany jest do fanów mitologii, tako więc dodatek utrzymany jest w podobnej konwencji. Wprowadza nowe rasy (tytułowego Fauna jak również Gladiatora),  tonę nowych potworów czy skarbów. Wróćmy jednak do nowej grywalnej postaci. Faun ma dwie ciekawe zdolności - Dziki fart oraz Rogacz. Ta pierwsza pozwala na manipulację wynikami kostek, a konkretnie zwiększenie bądź zmniejszenie wyniku własnego rzutu o jeden. Druga natomiast daje bonus +3, o ile nasz bohater nie posiada Hełmu. Odnośnie naszej nowej walczącej na arenie klasy... Oddaję cześć i honor tłumaczom za nazwy ich zdolności. "Ręce, które kaleczą" daje nam bonus +3, gdy używamy dwóch lub więcej przedmiotów wymagających rąk, natomiast "Idący Na Śmierć Pozdrawiają Cię" +5, podczas walki z potworem, kiedy marny koniec zawiera słowo "śmierć".

Legendarna mechanika

Munchkin jak Munchkin w rozgrywce nic się nie zmienia, nadal otwieramy drzwi, rozprawiamy się z potworami, szukamy guza, przeszukujemy komnaty, zdobywamy poziomy oraz skarby. Dla jednych to wada, dla innych zaleta. Ja uważam, iż urok tej karcianki tkwi w humorze i prostocie zasad, nie wymagam więc, aby była czymś więcej nawet poszerzona o dodatek.

 

 

 

 

 

It's gonna be legen... wait for it... dary. LEGENDARY!

Dodatek za rozsądną cenę zwiększa o połowę dostępne w podstawowej wersji gry karty. Nie mogę również odmówić tłumaczowi polotu, nazwy zdolności gladiatorów to dla mnie istna poezja. Humor jak zawsze polega na zabawnych grach słownych w korelacji ze znanym nam już stylem graficznym. Najważniejsze pytanie, czy warto kupić ten dodatek? Tak, szczerze i gorąco polecam. Nie tylko dlatego, iż nadaje ogromną dozę regrywalności podstawce Legend. Dlatego, że rewersy kart są identyczne jak w zwykłym Munchkinie, co pozwala na dowolne mieszanie zawartości dodatku z jakąkolwiek edycją Munchkina Fantasy. Uważam, że to naprawdę genialne rozwiązanie.

 

 

 

 

Plusy

  • Dużo nowych kart
  • Świetne tłumaczenie
  • Munchkinowy humor
  • Cena
  • Można bez przeszkód łączyć z Munchkinem Fantasy

Minusy

  • Nadal to odcinanie kuponów od tej samej marki

 

Dziękujemy wydawnictwu Black Monk Games za egzemplarz do recenzji

 

 

Aleris

Moja przygoda z grami planszowymi zaczęła się już we wczesnej młodości, gdyż w wieku lat siedmiu zacząłem z tatą odkrywać tajniki szachów, Grzybobrania, Eurobiznesu (na którym w końcu każdy się wychował), itp. Powoli przerzuciliśmy się na bardziej zaawansowane jak na lata 90-te produkty firmy MB Parker. Operacja, Upiorne Zamczysko czy Pułapka na myszy do dnia dzisiejszego kurzą się na strychu. Później w moim sercu miejsce dla siebie znalazły RPG-i. Przez długi czas nie myślałem o powrocie do zwykłych gier planszowych. Wszystko zmieniło się, gdy urzekł mnie opis gry pod tytułem Munchkin... Bez dłuższego zastanawiania się zainwestowałem w tę pozycję i tak bardzo wciągnęła moich znajomych - nie raz skracaliśmy sesję, ażeby tylko trochę popsuć sobie nawzajem krwi przy zdobywaniu skarbów i poziomów. Następne wydarzenia potoczyły się niemalże lawinowo. Noc Planszówek organizowana przez Centrum Gier Pegaz, wciągnięcie znajomych... Od zakupu Munchkina mijają niespełna 3 lata. Dziś już wiem czym są gry kooperacyjne, co mi się w grach podoba, a co nie.

Kiedy przyjaciel zapytał mnie czy chcę uczestniczyć w projekcie The Fellowship of the Board (choć jeszcze się tak nie nazywał) nie miałem najmniejszych wątpliwości. Zabrałem ciężki wolumin księgi zaklęć i ruszyłem by wesprzeć dawnego towarzysza.