Skip to content →

Cyfryzacja gier planszowych

Hej,

Od niedaw­na zostałem jed­nym z blogerów The Fel­low­ship of the Board. Cho­ci­aż Aleris wrzu­cał już krótkie opowiada­nia mojego autorstwa, chci­ałbym przy­witać się z wami tym krótkim… feli­etonem?

Ostat­nio, w trak­cie roz­gry­wa­nia bard­zo przy­jem­nej sesji przygód w Descen­cie (pole­cam!), wspom­ni­any wcześniej Aleris wyciągnął swo­jego table­ta i ni z tego ni z owego zaczął coś na nim stukać. Zapy­tany przez nas o cel smyra­nia pal­cem po table­cie (ekranie),pokazał nam aplikację pozwala­jącą śledz­ić postępy drużyny w kam­panii. Pomoc sza­le­nie przy­dat­na w grze, która niczym old­schoolowe papierowe RPG’i opiera się na budowa­niu i rozwi­ja­niu drużyny bohaterów w trak­cie długiej, rozłożonej na ses­je kam­panii (zwłaszcza że sam „dzi­en­niczek kam­panii” dodany wraz z grą jest raczej ubo­gi).

 

Naszła mnie wtedy reflek­s­ja nad ewolucją, jaką w trak­cie min­ionych kilkudziesię­ciu lat przeszły sze­roko rozu­mi­ane gry (towarzyskie?).

Od czego się wszys­tko zaczęło? Moim zdaniem, właśnie od wspom­ni­anych papierowych gier fan­ta­sy. Gdy kul­towe już dziś Dun­geons & Drag­ons zostało wydane w lat­ach siedemdziesią­tych ubiegłego wieku, nikt nie przy­puszczał, że kiedykol­wiek pow­stanie gra MMO opar­ta na tym sys­temie, pozwala­ją­ca grac­zom z całego świa­ta wspól­nie przeży­wać przy­gody (nie mówię o WoW’ie, D&D też miało swo­je MMO). Ale nie wyprzedza­jmy fak­tów, gdyż nie sądzę żeby sze­roko dostęp­na w tam­tych cza­sach tech­nolo­gia pozwalała na zrozu­mie­nie samego kon­cep­tu gry MMO.

Krótko po tym, jak tech­nolo­gia kom­put­erowa trafiła do domowych użytkown­ików, pow­stały gry kom­put­erowe, wśród nich cRPG czyli kom­put­erowe wer­sje papierowych RPG’ów, w których rolę mis­trza gry oraz pozostałych członków drużyny przyj­mował kom­put­er.

Gry kom­put­erowe pozwalały cieszyć się grą i kon­tyn­uować rozpoczętą przy­godę w dowol­nym momen­cie, bez potrze­by zebra­nia drużyny (chy­ba że się grało w Bal­du­ra). Oczy­wiś­cie miało to swo­je wady i zale­ty. Jed­na z więk­szych wad paradok­sal­nie wyni­ka z jed­nej z głównych zalet – granie w samot­noś­ci uniemożli­wiało rozwi­janie soc­jal­nego aspek­tu wydarzenia, jakim było spotkanie się, aby wspól­ny­mi siła­mi pokon­ać smo­ka.

Z pomocą przyszły wszelkiego rodza­ju gry sieciowe w tym MMO, jed­nak nic nie zastąpi spotka­nia się ze zna­jomy­mi w świecie rzeczy­wistym (przy­na­jm­niej dla mnie). W ten sposób światła reflek­torów padły na… gry plan­szowe!

Gry plan­szowe znacznie bardziej rozbu­dowane i lep­iej dopra­cow­ane, niż pamię­tane z dziecińst­wa chińczyk i war­ca­by, pod­biły ser­ca spragnionego spotkań z kumpla­mi nowego pokole­nia geeków.

A ter­az? Pojaw­ia­ją się aplikac­je mobilne, które z początku tylko wspier­ały gry plan­szowe, rozwinęły się i potrafią już zastępować jed­nego z graczy, zupełnie zmienić zasady pod­sta­wowej gry (jak choć­by aplikac­ja Road to Leg­end do Descen­ta) lub być inte­gral­ną częś­cią samej gry.

Nie zrozum­cie mnie źle, moim zdaniem aplikac­je mobilne do gier plan­szowych to świet­ny pomysł. W naszym jed­nak przy­pad­ku, Aleris użył aplikacji cyfrowej, wspier­a­jącej anal­o­gową grę plan­szową, będącą adap­tacją cyfrowych gier cRPG, które z kolei swo­je korze­nie wywodzą z anal­o­gowych gier fan­ta­sy RPG.

Jak tu nie przyz­nać, że his­to­ria jed­nak lubi się zat­aczać (czy jakoś tak)?

 

Poz­draw­iam,

Vel­li

Latest posts by Vellicroix (see all)

Published in Felieton