Tylko dokładne trafienia
Szukaj w tytule
Szukaj w treści
Szukaj w postach
Szukaj na stronach
Filtruj po kategoriach
Bez kategorii
e-Planszówka
Felieton
Gry dla dwóch
Gry ekonomiczne
Gry imprezowe
Gry jednoosobowe
Gry kafelkowe
Gry karciane
Gry kooperacyjne
Gry logiczne
Gry strategiczne
Kącik opowieści
Paski
Planszówkowa Lama
Recenzja
Relacja
TheFoTB prezentuje
Tiny Wooden Pieces
Top10
Unsorted
Up To 4 Players
Loading Quotes...

Sąsiedzi edycja świąteczna

Nie wszy­scy oby­wa­te­le pod­ziem­ne­go impe­rium Kaza­ri­ka wie­rzą w Świę­te­go Mar­mu­ra­rza. Nie­któ­rych nie prze­ko­nu­je fakt, że każ­dy pra­co­wi­ty kra­sno­lud co roku, w wigi­lię świę­ta Naro­dze­nia Mat­ki Zie­mi, może zna­leźć błysz­czą­ce, pięk­nie oszli­fo­wa­ne szma­rag­dy, rubi­ny i sza­fi­ry. Ci wyjąt­ko­wo pra­co­wi­ci mie­li nawet szczę­ście pochwa­lić się praw­dzi­wy­mi zło­ty­mi samo­rod­ka­mi, choć nie­zbyt oka­za­ły­mi. Inni z kolei są tak zapra­co­wa­ni w swo­ich kopal­niach, że nie zwra­ca­ją uwa­gi na, ich zda­niem, nie­do­rzecz­ne zachwy­ty nad atmos­fe­rą zbli­ża­ją­cych się świąt. Na szczę­ście w spo­łe­czeń­stwie kra­sno­ludz­kie­go Impe­rium, domi­no­wa­ło rado­sne pod­eks­cy­to­wa­nie na myśl o pre­zen­tach, jakie w tym roku poja­wią się pod świą­tecz­nym łup­kiem. Nie­któ­rych nato­miast nur­to­wa­ło pew­ne pytanie:

- Jakim cudem Świę­ty Mar­mu­rarz miał­by w jeden wie­czór odwie­dzić każ­dą z nor tych bru­da­sów? – zapy­tał bez­na­mięt­nym gło­sem Gereth – W tym cza­sie nie zdą­żył­by roz­dać kamie­ni kra­sno­lu­dom zgro­ma­dzo­nym na pla­cu, a co dopie­ro klu­czyć w labi­ryn­cie korytarzy.

Glom – jeden z oswo­jo­nych gobli­nów, wysła­nych przez Gere­tha w celu infil­tra­cji kra­sno­ludz­kie­go spo­łe­czeń­stwa, zgu­bił się mniej wię­cej w poło­wie zada­ne­go mu pytania.

- Eee? – zapytał

- Jak… Mar­mu­rarz… roz­da­je… pre­zen­ty? – zapy­tał Gereth upew­nia­jąc się przy każ­dym sło­wie, że Glom nadąża.

- Elfy mu pomagają.

Gereth po raz pierw­szy w swo­im trzy­stu­let­nim życiu onie­miał. Dopie­ro po krót­kiej chwi­li odwa­żył się upew­nić, czy dobrze usłyszał:

- Jak to elfy?

- No, elfy – potwier­dził Glom.

- Tak z wła­snej woli?

- Nie wiem, kra­sna­le nie mówiły.

Sza­man nie potra­fił uwie­rzyć, że jaki­kol­wiek elf mógł­by z wła­snej, nie­przy­mu­szo­nej woli poma­gać jakie­muś kra­sno­lu­do­wi, a tym bar­dziej w obda­ro­wy­wa­niu wszyst­kich pozo­sta­łych kra­sno­lu­dów. Powód mógł być tyl­ko jeden, ktoś poj­mał jego bra­ci i zmu­sza do nie­wol­ni­czej pra­cy w kopal­ni klejnotów.

- Gdzie ten Mar­mu­rarz ma sie­dli­sko? – Gere­tho­wi nie uda­ło się ukryć gnie­wu w głosie.

- Kra­sna­le coś mówi­ły o kra­inie zawsze sku­tej śniegiem.

- A nie lodem?

- No.

Elfo­wi przy­szło do gło­wy kil­ka moż­li­wych miejsc. Będzie teraz potrze­bo­wał pomo­cy wiesz­cza lub astro­lo­ga, żeby potwier­dzić swo­je przypuszczenia.

 

- Jesteś pewien, że ta „wigja” przy­pa­da za dwa tygo­dnie? – zapy­ta­ła Feiniel niedowierzając

- „Wigi­lia”, tak, co w tym dziwnego?

- Moż­li­we, że to tyl­ko przypadek.

- Ale…?

- Ale w tym dniu przy­pa­da prze­si­le­nie zimowe.

- Rze­czy­wi­ście, nie zwró­ci­łem na to uwa­gi. Sądzisz, że te wyda­rze­nia mogą być ze sobą powiązane?

- Nie wiem.

Gereth zamy­ślił się nad tym, co powie­dzia­ła mu astro­loż­ka i po dłuż­szej chwi­li stwierdził:

- Nie sądzę, żeby kra­sno­lu­dy potra­fi­ły czy­tać konstelacje.

- Dla­cze­go nie? Nie czę­sto wycho­dzą ze swo­ich nor, ale nie są chy­ba aż tak ogra­ni­cze­ni, żeby nie dostrzec, jak gwiaz­dy do nas mówią.

- Oni nie sza­nu­ją duchów przod­ków. Nie palą ciał zmar­łych, aby dusze mogły odejść do gwiazd, tyl­ko zako­pu­ją w wyry­tych spe­cjal­nie do tego celu pod­ziem­nych gro­tach. Oni wie­rzą, że ich pra­mat­ką jest zie­mia, w któ­rej ryją tune­le, a nie przod­ko­wie wśród gwiazd.

- Tego wszyst­kie­go dowie­dzia­łeś się od tych oswo­jo­nych gobli­nów, któ­rych wysła­łeś do pod­ziem­ne­go miasta?

- Tak.

- Zatem, ta zbież­ność dat musi być koin­cy­den­cją. – stwier­dzi­ła Feiniel.

- Chy­ba, że jest inna przyczyna…

- Jaka?

- Dowie­my się, kie­dy poj­mie­my tego Marmurarza.

- Rozu­miem, tej nocy będę uważ­nie czy­tać kon­ste­la­cje. Być może znaj­dę wska­zów­kę co do jego kryjówki.

Siły mili­tar­ne elfich osad nie opie­ra­ją się na rycer­zach w lśnią­cych zbro­jach, tar­czow­ni­kach, czy innych wojow­ni­kach w kra­sno­ludz­kim tego sło­wa zna­cze­niu. Meta­lo­we zbro­je poważ­nie ogra­ni­cza­ją ruchy i są zde­cy­do­wa­nie za cięż­kie dla lubią­cych wdra­py­wać się po drze­wach, ska­czą­cych, zwin­nych elfów. W gęstym lesie, nie ma miej­sca na kon­ną szar­żę, czy wyma­chi­wa­nie olbrzy­mim topo­rem lub mie­czem. Nawet gru­ba na kil­ka cen­ty­me­trów żela­zna tar­cza nie ura­tu­je życia, jeśli wpraw­ne ręce elfie­go łucz­ni­ka wypusz­czą strzał.

Elfich osad bro­nią głów­nie tra­pe­rzy – mistrzo­wie w zakła­da­niu ide­al­nie zakry­tych przed intru­zem puła­pek, duchy lasu potra­fią­ce bez­sze­lest­nie, nawet na wysu­szo­nej ściółce,zakraść się do każ­de­go prze­ciw­ni­ka, oraz myśli­wi od naj­młod­szych lat, szko­le­ni w sztu­ce posłu­gi­wa­nia się łukiem. Bez pro­ble­mu wspi­na­ją się na koro­ny drzew, by z ukry­cia ostrze­li­wać, nicze­go nie spo­dzie­wa­ją­ce­go się wro­ga. W razie koniecz­no­ści potra­fią też posłu­gi­wać się szty­le­tem lub krót­kim mie­czem. Dla Gere­tha dodat­ko­wą zale­tą myśli­wych był fakt, że jako star­szy sza­man osa­dy miał pra­wo zażą­dać usług jed­ne­go ich oddzia­łu od komendanta.

- Skąd pew­ność, że Mar­mu­rarz ukry­wa się wła­śnie w Raponii?

- Deduk­cja opar­ta na dzia­ła­niach wywia­du i mowie konstelacji.

- To, że Mar­mu­rarz wię­zi w nie­wo­li dzie­siąt­ki elfów, rów­nież wyde­du­ko­wa­li­ście? – dopy­ty­wał się komen­dant myśliwych.

- Owszem. – Choć Gereth zacho­wy­wał sto­ic­ki spo­kój, Feiniel nie potra­fi­ła ukryć znie­cier­pli­wie­nia, spo­wo­do­wa­ne­go prze­dłu­ża­ją­cą się roz­mo­wą z komendantem.

- Nigdy nie sły­sza­łem, żeby elfy były pory­wa­ne do nie­wo­li przez krasnoludy.

- Mało to elfów zni­ka bez śla­du? Może po pro­stu żad­ne­mu nie uda­ło się uciec, żeby nas zaalarmować?

- Nie, żebym miał coś do powie­dze­nia, prze­cież nie będę łamał odwiecz­nej tra­dy­cji… – komen­dant zawie­sił na krót­ką chwi­lę głos, ważąc następ­ne sło­wa – Ale odra­dzał­bym wam tę wypra­wę. Nie wąt­pię w waszą wie­dzę i umie­jęt­no­ści, ale intu­icja mówi mi, że coś tu nie gra.

- Oczy­wi­ście, że coś tu nie gra, cho­ciaż­by to, że te bru­da­sy pano­szą się coraz bar­dziej po naszych knie­jach. – odparł z led­wie wyczu­wal­ną nutą gnie­wu w gło­sie Gereth.

Komen­dant zgod­nie ze swo­imi sło­wa­mi, przy­dzie­lił Gere­tho­wi oddział skła­da­ją­cy się z dwu­dzie­stu myśli­wych. Nie chciał pozby­wać się swo­ich naj­lep­szych elfów, ale nie mógł też wysłać zbyt nie­do­świad­czo­nych, żeby nie obra­zić hono­ru star­sze­go sza­ma­na. Się­gnął więc po śred­nią pół­kę, oddział dowo­dzo­ny przez ambit­ne­go, choć jesz­cze nie doświad­czo­ne­go Sin­tha­la. Wie­le lat minę­ło, zanim zro­zu­miał, jak wiel­ki wpływ na losy kon­flik­tu mię­dzy elfa­mi a kra­sno­lu­da­mi, mia­ła jego decyzja.

 

 

Latest posts by Vellicroix (see all)