Tylko dokładne trafienia
Szukaj w tytule
Szukaj w treści
Szukaj w postach
Szukaj na stronach
Filtruj po kategoriach
Bez kategorii
e-Planszówka
Felieton
Gry dla dwóch
Gry ekonomiczne
Gry imprezowe
Gry jednoosobowe
Gry kafelkowe
Gry karciane
Gry kooperacyjne
Gry logiczne
Gry strategiczne
Kącik opowieści
Paski
Planszówkowa Lama
Recenzja
Relacja
TheFoTB prezentuje
Tiny Wooden Pieces
Top10
Unsorted
Up To 4 Players
Loading Quotes...

Sąsiedzi – prolog

Prolog

Błysk i w ułam­ku sekun­dy zosta­ły wyzwo­lo­ne ogrom­ne ilo­ści, nisz­czą­cej wszyst­ko na swo­jej dro­dze, gorą­cej ener­gii. Będą­ce cen­trum eks­plo­zji, bia­łe, ośle­pia­ją­ce świa­tło zaczę­ło z wol­na gasnąć, przy­bie­ra­jąc poma­rań­czo­wą, z cza­sem czer­wo­ną bar­wę. Fala gorą­ce­go powie­trza roz­cho­dzi­ła się na wszyst­kie stro­ny, paląc pobli­skie drze­wa. W bez­piecz­nej odle­gło­ści, sta­ła niska postać obser­wu­ją­ca z zain­te­re­so­wa­niem śro­dek wybu­chu. Choć siła  fali ude­rze­nio­wej znacz­nie osła­bła, jej ener­gia wystar­czy­ła, by  pod­pa­lić jego buj­ną, brą­zo­wą bro­dę.

Inży­nier Kim­bo­dim, bo to on jest kra­sno­lu­dem, któ­re­mu nale­ży przy­pi­sać odpo­wie­dzial­ność, za owe wyda­rze­nie, spoj­rzał tyl­ko z nie­sma­kiem na towa­rzy­szą­ce­go mu, pokracz­ne­go gobli­na, gdy ten nie wpadł na pomysł, by natych­miast rzu­cić się na ratu­nek żarzą­cej się bro­dzie swo­je­go pana. Kim­bo­dim wie­lo­krot­nie prze­ko­nał się, że ta rasa ‚choć wiel­ce poży­tecz­na, inte­lek­tem dale­ko odbie­ga od jego wła­snej.. Po kil­ku minu­tach, inży­nier wyszedł zza ster­ty kamie­ni mają­cych słu­żyć za osło­nę, przed nie­kon­tro­lo­wa­ny­mi skut­ka­mi wybu­chu. Rozej­rzał się po oko­li­cy sza­cu­jąc znisz­cze­nia. Sądząc po jedy­nym komen­ta­rzu na jaki sobie pozwo­lił : „To ma być wybuch? Moja bab­cia powo­do­wa­ła więk­sze znisz­cze­nia jak nażar­ła się faso­li…” nie był on zado­wo­lo­ny z efek­tów eks­pe­ry­men­tu, mimo, że w odle­gło­ści kil­ku­set metrów od cen­trum wybu­chu wszyst­kie rośli­ny mogły już tyl­ko słu­żyć co naj­wy­żej za węgiel drzew­ny.

Kra­sno­lud wypeł­niał rapor­ty z prze­bie­gu eks­pe­ry­men­tu, opie­ra­jąc kart­ki o ple­cy klę­czą­ce­go gobli­na, gdy miej­sce całe­go zda­rze­nia odwie­dził Trze­ci Zastęp­ca Wice­mi­ni­stra do spraw Wewnętrz­nych Impe­rium.

- Inży­nie­rze Kim­bo­dim! Impe­ra­tor Kaza­rik żąda, aby pan natych­miast powró­cił do twier­dzy.

- Niech sobie Impe­ra­tor żąda, ale ja tu mam jesz­cze 2 ładun­ki bru­nat­ne­go prosz­ku do prze­te­sto­wa­nia. Nie po to od tygo­dnia pla­nu­ję wypra­wę w ple­ner, żeby mi teraz po jed­nej pró­bie kaza­no rzu­cić wszyst­ko w cho­le­rę.

- Chy­ba Pan żar­tu­je Inży­nie­rze, już żeś Pan pół lasu roz­pie­przył. Poza tym tak łup­nę­ło że, aż w war­tow­ni KZ-231 pomy­śle­li, że to elfy prze­pro­wa­dza­ją szturm na tych swo­ich olbrzy­mich bestiach, tak jak mie­siąc temu.

- No wła­śnie, prze­klę­te elfy. Sam Pan Trze­ci Zastęp­ca Wice­mi­ni­stra widzi, że pra­ce nad bru­nat­nym prosz­kiem, nie mogą cze­kać. Musi­my być przy­go­to­wa­ni nigdy nie wia­do­mo, z czym elfy wysko­czą następ­ne­go dnia.

- Impe­ra­tor Kaza­rik wła­śnie w tej spra­wie wzy­wa Pana Inży­nie­ra. Nasi zwia­dow­cy natra­fi­li na śla­dy jakiejś dziw­nej, elfiej aktyw­no­ści. Nie znam szcze­gó­łów, ale Impe­ra­tor życzy sobie zasię­gnąć rady Pana Inży­nie­ra.

- Ehh, jak mus to mus. – wes­tchnął Kim­bo­dim i zwró­cił się do dłu­bią­ce­go w nosie gobli­na – zabie­raj nasze instru­men­ty Flinn, zbie­ra­my się do twier­dzy.

- Ehe… – odparł goblin i zabrał się nie­śpiesz­nie do wypeł­nia­nia pole­ce­nia swo­je­go pana.

Siła wybu­chu zde­to­no­wa­ne­go ładun­ku, bru­nat­ne­go prosz­ku wyna­laz­cy„ wywo­ła­ła wstrząs wyczu­wal­ny w pobli­skich war­tow­niach kra­sno­lu­dów, a nawet była przy­czy­ną wsz­czę­cia alar­mu, w tych mniej poin­for­mo­wa­nych o zamia­rach inży­nie­ra. Lek­ki wstrząs, wyczu­wal­ny był rów­nież, w samym ser­cu wydrą­żo­nej w ska­le Góry Bara­go­und, for­te­cy kra­sno­lu­dów, będą­cej sto­li­cą i sie­dzi­bą Impe­ra­to­ra Kaza­ri­ka. Kra­sno­lud­cy i goblin­scy gór­ni­cy, w bar­dziej odle­głych rejo­nach pod­ziem­nej metro­po­lii, nie wyczu­li nicze­go nad­zwy­czaj­ne­go. Wstrząs poczuł nato­miast znacz­nie bar­dziej, odda­lo­ny od miej­sca zda­rze­nia, szep­czą­cy zaklę­cia elfic­ki sza­man, Gereth. Lek­kie drga­nia pod­ło­ża pod kola­na­mi klę­czą­ce­go Gere­tha wystar­czy­ły, by wyrwać go z transu i zakłó­cić odpra­wia­ny od kil­ku godzin rytu­ał. Ostat­kiem sił woli Gere­tho­wi uda­ło się sku­pić na pod­trzy­ma­niu for­mu­ły zaklę­cia i tym samym ura­to­wa­niu cza­ru.

Towa­rzy­szą­ca Gere­tho­wi astro­loż­ka, Feiniel, rów­nież poczu­ła drga­nie. Zanie­po­ko­jo­na, przyj­rza­ła się roz­sy­pa­ne­mu błę­kit­ne­mu prosz­ko­wi doko­ła Gere­tha. Upew­nia­jąc się przy tym, że krąg nie został prze­rwa­ny. Zbyt wie­le wysił­ku kosz­to­wa­ło ją prze­ko­na­nie Gere­tha, aby zapew­nił jej czy­ste nie­bo, w trak­cie nad­cho­dzą­cej nocy, nie­zbęd­ne do wró­że­nia z gwiazd.Nie mogła pozwo­lić takim dro­bia­zgom, na prze­rwa­nie rytu­ału.. Kie­dy Feiniel upew­ni­ła się, że krąg jest nie­na­ru­szo­ny, przy­klę­kła nie­opo­dal szep­czą­ce­go Gere­tha i cier­pli­wie cze­ka­ła aż do zakoń­cze­nia cere­mo­nii.

Feiniel była dum­na ze swo­je­go obser­wa­to­rium, szcze­gól­nie ceni­ła sobie jego poło­że­nie. Znaj­do­wa­ło się ono bli­sko szczy­tu Góry Bara­go­und dzię­ki cze­mu było moż­li­wie bli­sko obser­wo­wa­nych gwiazd.  Jed­no­cze­śnie było oto­czo­ne gęstą pusz­czą peł­ną elfic­kich puła­pek i zaklę­tych (lub jak wolą to nazy­wać elfy, oswo­jo­nych) zwie­rząt, któ­re sta­no­wi­ły dosko­na­łą ochro­nę przed tymi nie­okrze­sa­ny­mi kra­sno­lu­da­mi, cią­gle wyła­żą­cy­mi spod zie­mi.

Kil­ka godzin póź­niej Gereth, jak gdy­by nigdy nic, prze­rwał mono­ton­ne mam­ro­ta­nia i wstał.

- Nie mogę Ci obie­cać, że rytu­ał się udał, Feiniel. – rzekł Gereth pozba­wio­nym emo­cji gło­sem.

- To przez te drga­nia zie­mi? – zapy­ta­ła Feiniel.

- Tak.

- Co to mogło być? Nie spra­wia­ło wra­że­nia zawa­le­nia się kolej­ne­go tune­lu kra­sno­lu­dów.

- Nie, ale podej­rze­wam, że to wła­śnie ich zasłu­ga..

- Boję się nawet pomy­śleć, co oni tym razem pla­nu­ją. – wes­tchnę­ła Feiniel.

- Ja też. – odparł Gereth, – dla­te­go dziś w nocy posta­raj się dobrze wywró­żyć ich pla­ny.

Po czym dodał, widząc minę zre­zy­gno­wa­nej i nie­pew­nej sie­bie Feiniel:

- Jeśli Ci się nie uda, mamy jesz­cze tę grup­kę dzi­ku­sów, któ­ra napa­to­czy­ła się przed ostat­nim peł­nym księ­ży­cem.

- Co z nimi? Myśla­łam, że jako zbyt nie­bez­piecz­ni zosta­ną oczysz­cze­ni i wysła­ni tam skąd przy­by­li.

- Taki był pier­wot­ny plan, ale chy­ba uda­ło mi się ich oswo­ić.

- Co chcesz z nimi zro­bić?

- Wysłać ich do mia­sta kra­sno­lu­dów, pod zie­mię. Może dzię­ki nim, koń­cu dowie­my się o tych stwo­rach wystar­cza­ją­co dużo, by w resz­cie sku­tecz­nie oczy­ścić z nich nasz dom.

Latest posts by Vellicroix (see all)