Skip to content →

Pandemic Czas Cthulhu — Odgrzewany kotlet czy strzał w dziesiątkę?

Zastanaw­ial­iś­cie się kiedyś o czym myśli człowiek przemierza­ją­cy opus­tosza­łe mias­to, w środ­ku nocy, przy akom­pa­ni­a­men­cie wia­tru i ulewnego deszczu? Jak się pewnie domyślac­ie – o Przed­wiecznym, który nie dalej jak godz­inę wcześniej pogrążył ludzkość w sza­leńst­wie. Cała his­to­ria zaczęła się nie dalej jak 4 dni wcześniej kiedy to przy akom­pa­ni­a­men­cie żartów roz­gry­wała się par­tia w klasy­czną wer­sję Pan­demii. Jeszcze w cza­sach, kiedy ter­min 16.09 mówił niewiele lub nic, natrafi­wszy na pogłos­ki doty­czące osadzenia wspom­ni­anej powyżej mechani­ki w reali­ach, jakie ser­wował nam imć H.P. Love­craft odbier­ana być mogła jak wytwór nomen omen chorej wyobraźni czy sen sza­leń­ca. Tak też się stało. Zderze­nie klasyków z dwu światów. Z jed­nej strony pro­dukt wiodą­cy prym w świecie gier plan­szowych, z drugiej zaś świat pogrążony w ciem­noś­ci wybi­ja­ją­cy się na tle innych w powieś­ci­ach grozy. Czy to ma pra­wo dzi­ałać? Jak dla mnie- tak.

Z czym zawalczymy?

Mechani­ka znana nam z poprzed­nich częś­ci Pan­demii, przeze mnie klasy­fikowana jako speł­ni­a­ją­ca założe­nia tak­ty­cznej gry koop­er­a­cyjnej, została lekko zmody­fikowana, aby odd­ać kli­mat star­cia dziel­nych poszuki­waczy przygód z szerzącą się plagą sza­leńst­wa, przy­by­wa­ją­cy­mi do naszego świa­ta demon­iczny­mi Shoggoth’ami oraz słu­gusa­mi samego Przed­wiecznego Cthul­hu.

Same zasady są wręcz bliź­ni­acze. Prze­si­ad­ka z pro­to­plas­ty jest jak zmi­ana roweru. Niby inny, a po kilku obro­tach kor­by jedziemy ile sił w łyd­kach. Klasy­czny układ tur, gdzie każdy z graczy wykonu­je zestaw czyn­noś­ci, który­mi są odpowied­nio:

  • wyko­nanie do 4 akcji (kole­jność i rodzaj akcji dowol­ny, ruch, elim­i­nac­ja kul­tys­tów lub Shoggoth’ów, zapieczę­towanie bram, „han­del” kar­ta­mi)
  • dobranie kart
  • zasile­nie szeregów Przed­wiecznych.

Jako iż nie zamierzam streszczać czy wręcz przepisy­wać instrukcji pokrótce tylko wspom­nę o pewnym novum w odniesie­niu do klasy­ka. Nie uświad­czymy reakcji łan­cu­chowych, kwest­ie związane z momen­ta­mi „no to klops” załatwia­ją rytu­ały przy­wołań, które powodu­ją wprowadze­nie do gry kole­jnego popleczni­ka, który jed­no­ra­zowo lub na stałe wprowadza utrud­nie­nie do roz­gry­w­ki. Kole­jną rzeczą są arte­fak­ty, których uży­cie, nie będące osob­ną akcją, poma­ga­ją naszym bohaterom wal­czyć z siła­mi ciem­noś­ci. Miłym akcen­tem jest mar­murkowa kost­ka, której uży­wamy w określonych zasada­mi momen­tach- przy tes­tach poczy­tal­noś­ci, bo takową nasz bohater może stracić, co skutku­je odwróce­niem kar­ty postaci rew­ersem, a w kon­sek­wencji zmniejsze­niem iloś­ci możli­wych do wyko­na­nia akcji oraz zmi­aną brzmienia indy­wid­u­al­nej umiejęt­noś­ci z tejże kar­ty postaci wynika­jącej. Warunk­iem wygranej jest zapieczę­towanie wszys­t­kich 4 bram, nato­mi­ast prze­grać może­my już na wiele różnych sposobów, naj­ciekawszym wg mnie jest utra­ta poczy­tal­noś­ci wszys­t­kich graczy.

Wal­czyć o życie trze­ba mieć gdzie… i jest gdzie. Pięknie ilus­trowana plan­sza gry odd­a­ją­ca kli­mat oraz naw­iązu­ją­ca do innych pozy­cji ze świa­ta Cthul­hu, jak choć­by Arkham. Nie inaczej jest też z grafika­mi kart. Są bard­zo kli­maty­czne, świet­nie narysowane, wręcz ide­al­nie wpa­sowu­ją się w kon­wencję. Kawał solid­nej robo­ty. Jakość papieru czy żetonów z wyprasek jest więcej niż zad­owala­ją­ca.

Figurki

Dostęp­ną mamy również całkiem pokażną ilość plas­tiku w postaci fig­urek bohaterów, kul­tys­tów oraz Shoggoth’ów. O ile fig­ur­ki są wyko­nane poprawnie to jed­nak moż­na by było się pokusić o ciut lep­sze odw­zorowanie detali, ot ukłon w stronę malarzy-ama­torów, do których również się zal­iczam (bo w końcu +5 do kli­matu zawsze w cenie). Sam pomysł wprowadzenia fig­urek jak najbardziej na plus, sama jakość- no cóż, czepi­am się, jak już raz zas­makowało się pro­duk­tów FFG (Impe­r­i­al Assault, Descent) to ciężko nie zauważyć, że jed­nak wyższa cena nie bierze się z powi­etrza, a ma odw­zorowanie w tym, co w pudełku zna­jdziemy.

Instrukcja

Instrukc­ja dostar­c­zona wraz z grą napisana jest zrozu­mi­ale, jed­nak nie od razu rozwiewa wszelkie wąt­pli­woś­ci, pojaw­iło się w trak­cie roz­gry­w­ki kil­ka kwestii spornych, które wyjaś­ni­ać było trze­ba w opar­ciu nie o jas­ny zapis w instrukcji tylko o inne np. wyk­lucza­jące się czy też imp­liku­jące zapisy poszczegól­nych pod­punk­tów.

Regrywalne?

O ile w przy­pad­ku wari­acji o pod­ty­tule Lega­cy nie moż­na było mówić o regry­wal­noś­ci tak tutaj jest dużo lep­iej. Gramy 4 z 7 dostęp­nych bohaterów, którzy, zarówno jak 7 z 12 Przed­wiecznych są wybierani losowo. Doda­jąc do tego pulę arte­fak­tów wta­sowywanych w tal­ię na podob­nych zasadach otrzy­mu­je­my całkiem sen­sowną ilość możli­wych kom­bi­nacji, które znaczą­co poma­ga­ją w tym, żeby gra nie pokryła się kurzem.

Podsumowanie

Słowem pod­sumowa­nia- dla fanów serii Pan­demia pozy­c­ja warta rozważe­nia o ile chce­my rozsz­erzyć kolekcję o design, gdyż jak już wspom­ni­ałem, mechani­ka bliź­ni­acza (choć nie tak jak w różnych wer­s­jach Monopolu 😉 ). Dla fanów H.P. Love­crafta bard­zo solid­na pozy­c­ja, a jed­nak bardziej zjadli­wa niż Arkham/Eldritch Hor­ror. Dla fanów mechani­ki i kli­matu – pozy­c­ja wręcz obow­iązkowa.

Jako iż stałem się, nie ma co ukry­wać, szczęśli­wym naby­w­cą Pan­dem­ic: Czas Cthul­hu, stara­jąc się przekazać swo­je spostrzeże­nia w powyższym zlep­ku wyrazów, gorą­co zachę­cam do pod­ję­cia pró­by ura­towa­nia (po raz n-ty) świa­ta przed falą sza­leńst­wa i niechyb­ną zagładą. Udanych łowów i obyś­cie nie zostali niepoczy­tal­ni.

Plusy

  • Niezbyt skom­p­likowane i łatwe do wytłu­maczenia now­icjus­zom zasady.
  • Szy­b­ka, aczkol­wiek emocjonu­ją­ca roz­gry­wka.
  • Kli­mat pros­to z otchłani umysłu H. P. Love­crafta.
  • Korzyst­ny sto­sunek jakoś­ci do ceny.
  • Możli­wość poma­lowa­nia fig­urek.

Minusy

  • To wciąż „tylko” Pan­demia.
  • Lin­iowość roz­gry­w­ki (tylko 1 warunek zwycięst­wa).
  • Może zaist­nieć efekt „gracza alfa”.

Artur

Mam na imię Artur. Planszòwkami zagrywam się od 8 lat, bo jakoś tak czas przy nich szybciej leci... No wiecie: Wpadłem na chwile, zostałem na dłużej, a teraz mówią do mnie: "szybciej, bo czekam na swoją turę!". Preferuję gry kooperacyjne i kolekcjonerskie gry figurkowe.

Do moich zainteresowań wchodzą też komiksy o amerykańskich superbohaterach, fantastykaoraz anime.

Published in Gry kooperacyjne Recenzja