Tylko dokładne trafienia
Szukaj w tytule
Szukaj w treści
Szukaj w postach
Szukaj na stronach
Filtruj po kategoriach
Bez kategorii
e-Planszówka
Felieton
Gry dla dwóch
Gry ekonomiczne
Gry imprezowe
Gry jednoosobowe
Gry kafelkowe
Gry karciane
Gry kooperacyjne
Gry logiczne
Gry strategiczne
Kącik opowieści
Paski
Planszówkowa Lama
Recenzja
Relacja
TheFoTB prezentuje
Tiny Wooden Pieces
Top10
Unsorted
Up To 4 Players
Loading Quotes...

Metropolia – rzut budynkiem czy budowa kostką?

Metropolia to gra rodzinna, gdzie 2-4 graczy wciela się w budowniczych miasta. Zwycięży ten, który jako pierwszy stworzy najważniejsze budowle. Czy proste zasady i mechanika oparta na rzucie kostką ma jeszcze sens w dzisiejszych czasach? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć

Dajcie mi surowce a zbuduję świat!

W pudle znajdziemy masę kart. Wydawnictwo zadbało abyśmy nie znudzili się za szybko, dodając paczkę z dodatkowymi kartami "metropolia plus". Oprócz nich, nieźle napisaną instrukcję, dwie drewniane kostki oraz tacki z żetonami (reprezentującymi zasoby finansowe). Jak na SCD 65zł nie czujemy się specjalnie zawiedzeni.

Panie Brygadzisto, jak mamy budować bez cegieł?

Mechanika gry jest zdecydowanie prosta. Otóż przed sobą wykładamy karty budynków startowych oraz tych stanowiących cel gry (te drugie rewersem ku górze) i bierzemy po 3 monety. Od teraz gracze rozgrywają naprzemiennie swoje tury. Podczas każdej z nich aktywny gracz rzuca kostką/kostkami a następnie sprawdza wyłożone przed siebie karty. Jeżeli któraś z nich prezentuje uzyskaney na kostce wynik, odpowiednia budowla generuje zysk. W tym samym czasie pozostali gracze robią to samo, gdyż niektóre z występujących w grze struktur pozwalają pobierać pieniądze niezależnie czyja jest tura. Po tej fazie następuje kupowanie budowli z ogólnodostępnej puli. Jest to 10 wyłożonych na środku stołu niepowtarzających się budowli.

 

Metropolia szalonego króla Alerisa?

Mechanika gry wyewoluowała ze znanego większości Catanu, gdzie rzut kostką determinował nam pozyskane surowce. Główną różnicą jest to, iż samemu decydujemy które budynki postawimy w mieście i na jakich wynikach kostek punktujemy. Możemy w ten sposób zainwestować w jakiś konkretny wynik tak, że kiedy nam wypadnie, zyskamy przychód z kilku kart. Przykładowa sytuacja, na kostkach wypadło mi 8. Dzięki kombinacji trzech kart otrzymałem z banku 7 monet, dzięki temu że miałem urząd skarbowy zabrałem graczowi który miał więcej niż 10 pieniążków, połowę majątku (tak więc gra niesie również walor edukacyjny). Ten jeden ruch wzbogacił mnie na tyle, iż mogłem zbudować lotnisko, będące najdroższym z budynków potrzebnych do zwycięstwa.

Patrz Pan, my to jednak umiemy budować

Sam aspekt tworzenia złożonej metropolii z np. 3 pól kwiatów, farmy i urzędu skarbowego czy innych, absurdalnych pomysłów bardzo do mnie przemawia. Współgracze często narzekali, że po rzucie nie mogą nic zrobić, stwierdzając, iż gra jest bez sensu. To moim zdaniem nieprawda. Metropolia uczy wykorzystywania statystyki w praktyce. Wiadomo, iż na jednej kostce mamy takie samo prawdopodobieństwo wyrzucenia każdego wyniku, ale kiedy rzucamy dwoma to wiemy, że najczęściej wypadnie 7. Dzięki matematyce możemy obliczyć co nam się opłaca kupić, a co nie. Naturalnie losowość jest wysoka ale dzięki ocenie ryzyka można spokojnie rywalizować o laur zwycięzcy. Podsumowując mój wywód, gra mi się spodobała. Jednak nie jest to tytuł dla wielbicieli optymalizacji, a raczej dla rodzin czy ludzi zmęczonych mózgożerami czy rozbudowanymi strategiami. Moim zdaniem jak filler na pół godziny do 45 minut sprawdza się doskonale i przy tym będę obstawał.

 

Plusy

  • Tematyka
  • Proste zasady
  • Walor edukacyjny
  • Można się odbić nawet przy sporej przewadze przeciwnika
  • Cena

Minusy

  • Losowość odstrasza graczy
  •  Nie nada się dla wytrawnych optymalizatorów

Dziękujemy wydawnictwu FoxGames za egzemplarz do recenzji

Aleris

Moja przygoda z grami planszowymi zaczęła się już we wczesnej młodości, gdyż w wieku lat siedmiu zacząłem z tatą odkrywać tajniki szachów, Grzybobrania, Eurobiznesu (na którym w końcu każdy się wychował), itp. Powoli przerzuciliśmy się na bardziej zaawansowane jak na lata 90-te produkty firmy MB Parker. Operacja, Upiorne Zamczysko czy Pułapka na myszy do dnia dzisiejszego kurzą się na strychu. Później w moim sercu miejsce dla siebie znalazły RPG-i. Przez długi czas nie myślałem o powrocie do zwykłych gier planszowych. Wszystko zmieniło się, gdy urzekł mnie opis gry pod tytułem Munchkin... Bez dłuższego zastanawiania się zainwestowałem w tę pozycję i tak bardzo wciągnęła moich znajomych - nie raz skracaliśmy sesję, ażeby tylko trochę popsuć sobie nawzajem krwi przy zdobywaniu skarbów i poziomów. Następne wydarzenia potoczyły się niemalże lawinowo. Noc Planszówek organizowana przez Centrum Gier Pegaz, wciągnięcie znajomych... Od zakupu Munchkina mijają niespełna 3 lata. Dziś już wiem czym są gry kooperacyjne, co mi się w grach podoba, a co nie.

Kiedy przyjaciel zapytał mnie czy chcę uczestniczyć w projekcie The Fellowship of the Board (choć jeszcze się tak nie nazywał) nie miałem najmniejszych wątpliwości. Zabrałem ciężki wolumin księgi zaklęć i ruszyłem by wesprzeć dawnego towarzysza.