Generic selectors
Tylko dokładne trafienia
Szukaj w tytule
Szukaj w treści
Szukaj w postach
Szukaj na stronach
Filtruj po kategoriach
Bez kategorii
e-Planszówki
Felieton
Gry dla dwóch
Gry ekonomiczne
Gry imprezowe
Gry jednoosobowe
Gry kafelkowe
Gry karciane
Gry kooperacyjne
Gry logiczne
Gry strategiczne
Kącik opowieści
Paski
Planszówkowa Lama
Recenzja
Relacja
TheFoTB prezentuje
Tiny Wooden Pieces
Top10
Unsorted
Up To 4 Players
Loading Quotes...

Wariant solo – nowy trend, czy błędny pęd?

Wari­ant solo coraz częś­ciej goś­ci wśród tytułów nowoczes­nych gier plan­szowych. Czy jed­nak jest tak bard­zo potrzeb­ny na naszych stołach? Co się kry­je za wari­antem solo? Jeśli zadałeś sobie kiedykol­wiek takie pyta­nia, chci­ałbym podzielić się z Tobą moi­mi prze­myśle­ni­a­mi na ten tem­at. Jeśli jed­nak nie zas­tanaw­iałeś się nad tym nigdy, to również zapraszam do czy­ta­nia. A co mi tam, zapraszam wszys­t­kich!

Wari­ant solo w grach plan­szowych jest tak naprawdę bard­zo stary. Prostym przykła­dem może być szkole­nie się w szachach, gdzie więk­szość zawodowych graczy (o ile nie wszyscy) w samot­noś­ci ćwiczą konkretne schematy, aby później móc szy­b­ciej reagować na ruchy prze­ci­wników. Jest to sposób opra­cowywa­nia tak­tyk i nau­ka zagrań, która jest bard­zo potrzeb­na przy grze, gdzie mamy tylko dwóch zma­ga­ją­cych się ze sobą ludzi, którzy na początku roz­gry­w­ki teo­re­ty­cznie mają równe szanse na wygraną. Ode­jdźmy jed­nak naszy­mi myśla­mi od szachów i prze­jdźmy do świa­ta współczes­nych plan­szówek (bez obrazy dla szachistów, sam nadal cza­sem gry­wam, cho­ci­aż jestem w nich bez­nadziejny).

Coraz częś­ciej na pudełkach gier plan­szowych moż­na przeczy­tać, że wyma­gana ilość graczy do rozpoczę­cia roz­gry­w­ki to jed­na oso­ba. W instrukcji częs­to poświę­cony jest dość obsz­erny frag­ment owe­mu wariantowi. Gracz sta­je w nim prze­ci­wko grze, jed­nak o jego sukce­sie będzie decy­dować jak poradzi sobie z samym sobą. Wiadomym jest, że w trak­cie roz­gry­w­ki będzie mu towarzyszyć pew­na doza losowoś­ci, jed­nak wynik ostate­czny zależy tylko od niego. Nie ma tam kon­tak­tu z inny­mi gracza­mi, którzy w znacznym stop­niu zaburza­ją nasze plany wzglę­dem gry. Moż­na pomyśleć wtedy „Hej, prze­cież to nie jest ta sama gra. Wari­ant solo jest czymś zupełnie innym i nie pokry­wa się z grą w więk­szym gronie graczy!”, ale czy na pewno tak jest? W obec­nych cza­sach mamy bard­zo rozpowszech­nioną rozry­wkę w postaci gier elek­tron­icznych. Wydaw­cy coraz bardziej głow­ią się, jak przy­ciągnąć do siebie więk­szą liczbę graczy. Wymyślili na to znakomi­ty sposób, a mianowicie gry jed­noosobowe z rozsz­erze­niem do mul­ti­play­er. Ile razy gracz może prze­jść główną fabułę, zma­ga­jąc się z tymi samy­mi prob­le­ma­mi? Więk­szość raz, niek­tórzy kil­ka razy, prawdzi­wi zapaleń­cy poświęcą na to set­ki godzin, aby odkryć nawet najm­niejszy sekret kryją­cy się w takim miejs­cu, jakiego więk­szość z nas nie zauważa. Wydaw­cy zapo­b­ie­gaw­c­zo doda­ją opcję wieloosobową, w której częs­to zmieni­a­ją się warun­ki roz­gry­w­ki. W więk­szoś­ci przy­pad­ków są one uproszc­zone, lub zupełnie inne w porów­na­niu do tego, co ofer­u­je nam tryb fab­u­larny. Jed­nak nadal ma te same bebechy i dzię­ki doświad­cze­niu nabyte­mu w grze sin­gle­play­er dużo łatwiej jest wejść w grę mul­ti­play­er.

Wraca­jąc do gier plan­szowych w trady­cyjnym, papierowym wyda­niu. Wari­ant solo jest czymś takim, jak tryb mul­ti­play­er dla gier elek­tron­icznych. Gra pozosta­je ta sama, jed­nak warun­ki gry są zupełnie inne. Nic nie jest w stanie zastąpić real­nego gracza, z którym roz­maw­iamy pod­czas par­tii, mimo to sięgamy po opcję jed­noosobową tylko po to, by zmierzyć się z samym sobą. Moim zdaniem gry, które pozwala­ją na taką roz­gry­wkę, bard­zo sil­nie odpowiada­ją obec­ne­mu, rozległe­mu rynkowi gier elek­tron­icznych i stara­ją się przy­ciągnąć do siebie nawet samot­ników. Kto wie, może taka oso­ba, która nie ma z kim grać, wciąg­nie się w roz­gry­wkę na tyle, aby poszukać rywali?

Ostat­nią myślą jaka przy­chodzi mi do głowy jest to, w jak wspani­ały sposób his­to­ria zat­acza koło. Na początku były gry anal­o­gowe, z cza­sem prze­rodz­iły się w rozbu­dowane światy i uni­w­er­sa spo­tykane w grach RPG. Następ­nie pro­gramiś­ci zaczęli poszuki­wać sposobu, aby prze­nieść te sys­te­my roz­gry­w­ki na maszynę. Kiedy odniosło to wiel­ki sukces, gry anal­o­gowe na pewien czas straciły siłę prze­bi­cia, stłam­szone przez szy­bko rozwi­ja­jące się dziecko wielu pro­gramistów, sce­narzys­tów, grafików itd. Obec­nie przeży­wamy rene­sans „Rozry­w­ki bez prą­du”, gdzie wydaw­cy gier anal­o­gowych odpowiada­ją rynkowi gier elek­tron­icznych dzię­ki try­bom jed­noosobowym. Oso­biś­cie uważam to za błyskotli­we zagranie, które jest niezwyk­le potrzeb­ne w cza­sach, gdzie otacza­ją nas silne indy­wid­u­al­noś­ci.

Korinen

Od małego interesowałem się grami pod każdą postacią. Nie obce mi były gry planszowe i karciane. Zaczęło się niewinnie od Makao, Chińczyka, czy Eurobiznesu. Dla dziesięciolatka były to dobre gry, jednak w tym czasie mój brat przyniósł pożyczony egzemplarz Magicznego Miecza. Od tej chwili szukałem rozbudowanych gier karcianych i planszowych, niestety miejscowość, w której mieszkałem nie pozwalała na takie pasje. Z czasem dorosłem, wyjechałem na studia i tu na nowo rozpaliłem w sobie pasję, jaką są gry planszowe. Od dwóch lat głęboko wszedłem w klimat gier planszowych i zapragnąłem pisać. Tak oto znalazłem się na pokładzie The FOTB!

Latest posts by Korinen (see all)