Tylko dokładne trafienia
Szukaj w tytule
Szukaj w treści
Szukaj w postach
Szukaj na stronach
Filtruj po kategoriach
Bez kategorii
e-Planszówka
Felieton
Gry dla dwóch
Gry ekonomiczne
Gry imprezowe
Gry jednoosobowe
Gry kafelkowe
Gry karciane
Gry kooperacyjne
Gry logiczne
Gry strategiczne
Kącik opowieści
Paski
Planszówkowa Lama
Recenzja
Relacja
TheFoTB prezentuje
Tiny Wooden Pieces
Top10
Unsorted
Up To 4 Players
Loading Quotes...

Do przerwy 1:0, czyli recenzja gry Goool! Mistrzostwa

Tematyka sportowa w grach planszowych często traktowana jest nieco po macoszemu. Może ze względu na fakt, iż gry stolikowe skierowane są jednak do osób lubujących się w siedzeniu na krześle, a przynajmniej takie jest podejście autorów? Sport a planszówki to dobry temat na felieton, pozostawię to na inną okazję. Przejdźmy, zatem do rzeczy, czyli tematu tego wpisu – recenzji gry Goool! Mistrzostwa.

Zawartość pudełka

Po otwarciu średniej wielkości kartonu, odkrywamy krótką instrukcję, planszę, 22 drewniane pionki piłkarzy wraz z naklejkami numerycznymi by każdy zawodnik miał swój numer, żeton piłki, 2 x k6 i 1 x k4 oraz 3 drewniane znaczniki oraz sporo powietrza. Instrukcja zawiera kilka wariantów rozgrywki, nieco komplikujących zasady podstawowe. Drewniane komponenty cieszą oko aczkolwiek spokojnie mogłyby być żetonami.

Jak w to grać?

Rozgrywka ma w teorii odzwierciedlać zmagania dwóch drużyn piłkarskich na murawie. Celem gry jest zdobycie przewagi w strzelonych bramkach przed końcem meczu. Na początku obaj gracze, po kolei, rozstawiają swoich zawodników na boisku. Potem na środku ląduje piłka i w zasadzie możemy rozpocząć naszą szaloną, emocjonującą przygodę w świecie mundialu. <Tak przynajmniej zapewne wyobrażali to sobie autorzy gry, ale nie uprzedzajmy faktów>. Teraz nadchodzi punkt kulminacyjny: zaczyna gracz, który wyrzuci więcej oczek na k6. Tutaj w zasadach widzimy odwołanie do tradycyjnego rozstrzygania sporów o kolejność graczy. Gracz, który grę rozpoczął przechodzi teraz do wykonywania ruchu. Rzuca kością sześcienną i porusza piłkarza o maksymalnie tyle pól ile na kostce wypadło. Doceniam innowacyjne rozwiązania i polot twórców w tym zakresie. Kiedy nasz piłkarz dobiegnie do piłki zatrzymuje się. Realizm 100%. Po czym ową piłkę musi kopnąć o tyle pól ile ruchu mu zostało +1. Jeżeli piłka natrafi na kolejnego piłkarza to zgodnie z powyższym algorytmem musimy kopnąć ją dalej. Jeżeli w danej turze udało nam się kopnąć piłkę, to w nagrodę na koniec możemy przesunąć wybranego piłkarza o jedno pole w stronę tejże. Teraz następuje tura naszego oponenta. Ruch gracza kończy się automatycznie, gdy w wyniku kopnięcia piłki zdobędziemy tytułowego gola. Dostajemy wtedy punkt a przeciwnik musi wykopać piłkę z bramki. Jak to wygląda w praktyce? Jeżeli wyrzucę 6 na kostce to mam pewnego gola, jak wyrzucę jeden to moja tura właściwie kończy się natychmiast. Dobrze, że mogę na początku rozstawić zawodników na planszy, bo element taktyczny jak widać jest tutaj kluczowy. To jednak nie wszystko, najbardziej chyba spodobało mi się rozwiązanie pod tytułem: kiedy gra się kończy? Logiczne, kiedy znacznik czasu dotrze na pole 90 minut. Zapewne znacznik ten przesuwa się po turze każdego z graczy… Nic bardziej mylnego. Czas płynie tylko w momencie, gdy na kostce gracz wyrzuci 5 albo 6. W pozostałych przypadkach stoi w miejscu. To znaczy tyle, że przy dobrych rzutach możemy podawać sobie piłkę przez 30 minut na boisku a w grze nie minie ani sekunda. Dzięki tej zasadzie po około dwudziestu minutach gry, w trakcie, których znacznik przesunął się raz, PowerMilk, z Okiem PowerMilka, wywrócił planszę, a to już coś znaczy. Po zakończeniu wygrywa osoba, która strzeliła więcej bramek. Remisy rozstrzygane są dogrywką do pierwszej bramki, czyli w praktyce, kto wyrzuci więcej na kostce…

 

Skoro już wiemy jak wygląda rozgrywka podstawowa czas na warianty

Dodatkowe zasady wprowadzają sporo zmian na boisku i nieco poprawiają rozgrywkę samą w sobie. Po pierwsze mogę przejąć piłkę przeciwnika, kiedy ten kopie ją obok mojego pionka, pod warunkiem, że wyrzucę 5 albo 6 na kostce. Kolejna opcja to obrona piłki przez bramkarza. Wcześniej ten zawodnik służył jedynie do wykopania piłki po golu. W tym wariancie sprawy mają się zgoła inaczej. W momencie, gdy ma paść bramka, dokonujemy kalkulacji matematycznych sumujących prędkość piłki i odległość naszego bramkarza od niej, po czym… rzucamy kostką! Tyle, że k4 i musimy uzyskać więcej niż efekt naszych wyliczeń, aby ocalić drużynę przed stratą cennego punktu. Oprócz tych dwóch dostajemy możliwość wykonania rzutu z autu, rzutu rożnego, przejęcia piłki przez bramkarza, instrukcja sugeruje by łączyć te zasady z opisaną powyżej obroną. Jest to sensowne i oddaje faktyczne zasady toczące się na boisku. Innym wariantem, który możemy rozpatrzyć jest tak zwany spalony. Zawodnik znajdujący się za linią piłkarzy przeciwnika nie może dotknąć piłki. Ostatnia, ale nie mniej ważna dodatkowa zasada, to przesunięcie linii obrony/ataku, w uproszczeniu, jeżeli piłka jest na naszej połowie możemy cofnąć napastników, a jeżeli jest na połowie przeciwnika wysunąć naprzód obrońców.

Goool! Mistrzostwa oferuje nam też drugi tryb zabawy – Grę na małym boisku. Polecam z prostego względu. Każdy z graczy rozgrywa po 25 tur, znacznik przesuwany jest po zakończeniu tury obu graczy. Rozgrywka toczy się na drugiej stronie planszy, zawierającej zdecydowanie mniejsze boisko. Rozstawiamy po 5 piłkarzy i gramy na zasadach zupełnie podstawowych.

Podsumowanie

Goool Mistrzostwa to zdecydowanie nie gra dla każdego. Losowość tytułu jest tu wyjątkowo przesadzona, eliminuje jakikolwiek potencjał taktyczny. Wykonanie no cóż, trudno się przyczepić do czegoś aczkolwiek w pudle dostajemy sporo powietrza za cenę bagatela 89zł. Dodatkowe warianty działają na korzyść tej produkcji, niestety w większości przypadków wydłużają rozgrywkę. Na plus mogę dodać, iż w instrukcji jest zapis o łączeniu wariantów, co całkiem dobrze się sprawdza.  Jeżeli chcemy zagrać na szybko dostajemy tryb gry na małym boisku, przyjemne turlanie, w którym nie ma aż tak dużej różnicy między wyrzuceniem trzech czy pięciu oczek na kostce. Podstawową wadą gry jest dłużyzna i wszechogarniająca nuda. Dla kibica mecz piłki nożnej to skrajne emocje i jęki rozpaczy czy radosne okrzyki. Tego w Goool! Mistrzostwa zabrakło. Jeżeli jesteś fanem footballu i chcesz pograć z dzieckiem w coś ambitniejszego niż grzybobranie to może być gra dla Ciebie. W przeciwnym wypadku odradzam.

Plusy

-Tematyka

-Kiedyś się kończy

-Dodatkowe warianty zasad

-Gra na małym boisku

-Drewniane pionki

-Dobrze napisana instrukcja

 

Minusy

-Losowość

-Dłuży się

-Znikomy wpływ decyzji na rozgrywkę

-Nudna

- Cena

 

Dziękuję wydawnictwu EGMONT za egzemplarz recenzencki.

Aleris

Moja przygoda z grami planszowymi zaczęła się już we wczesnej młodości, gdyż w wieku lat siedmiu zacząłem z tatą odkrywać tajniki szachów, Grzybobrania, Eurobiznesu (na którym w końcu każdy się wychował), itp. Powoli przerzuciliśmy się na bardziej zaawansowane jak na lata 90-te produkty firmy MB Parker. Operacja, Upiorne Zamczysko czy Pułapka na myszy do dnia dzisiejszego kurzą się na strychu. Później w moim sercu miejsce dla siebie znalazły RPG-i. Przez długi czas nie myślałem o powrocie do zwykłych gier planszowych. Wszystko zmieniło się, gdy urzekł mnie opis gry pod tytułem Munchkin... Bez dłuższego zastanawiania się zainwestowałem w tę pozycję i tak bardzo wciągnęła moich znajomych - nie raz skracaliśmy sesję, ażeby tylko trochę popsuć sobie nawzajem krwi przy zdobywaniu skarbów i poziomów. Następne wydarzenia potoczyły się niemalże lawinowo. Noc Planszówek organizowana przez Centrum Gier Pegaz, wciągnięcie znajomych... Od zakupu Munchkina mijają niespełna 3 lata. Dziś już wiem czym są gry kooperacyjne, co mi się w grach podoba, a co nie.

Kiedy przyjaciel zapytał mnie czy chcę uczestniczyć w projekcie The Fellowship of the Board (choć jeszcze się tak nie nazywał) nie miałem najmniejszych wątpliwości. Zabrałem ciężki wolumin księgi zaklęć i ruszyłem by wesprzeć dawnego towarzysza.