Skip to content →

Co lubimy w grach kolekcjonerskich?

Pisząc ten artykuł napomknę na wstępie, że ciężko mi wymienić wszys­tkie kolekcjon­er­ki, w które grałem. Zapewne najlep­szy­mi kar­cianka­mi były Ash­es, Leg­endy Pię­ciu Kręgów oraz Uni­ver­sal Fight­ing Sys­tem, a z kolei w bitew­ni­akach najbardziej zapadły mi w pamięć Hero­clixy, D&D minia­tures oraz dość świeże Imperi­um Ataku­je. Co tytuły te mają wspól­nego, że aż tak zdomi­nowały w pewnych eta­pach mojego życia nad moim cza­sem?

Chęć zbierania

To chy­ba najbardziej pod­sta­wowa sprawa. Zbier­amy, bo to lubimy, bo moż­na to kolekcjonować. Niby masło maślane, ale jak­by się głę­biej nad tym zas­tanow­ić to ten właśnie fakt spraw­ia, że ciężko oder­wać się od gier kolekcjon­er­s­kich. Samo położe­nie na półce nowych mod­eli lub przeglą­danie kolekcji kart w klaserze daje swois­tego rodza­ju satys­fakcję, a chęć udoskon­ala­nia swo­jej rozpis­ki i/lub talii jeszcze bardziej pogłębia tę zależność. Zbieranie do gra­nia i granie dla zbiera­nia.

Świat, który lubimy

Oprócz kilku wyjątków najczęś­ciej wybier­amy grę ze świa­ta, który jest nam bard­zo blis­ki. Sam najbardziej prefer­u­ję super­bo­hater­skie i gwiez­do-wojenne kli­maty, więc per­spek­ty­wa kolekcjonowa­nia fig­urek lub kart przed­staw­ia­ją­cych te aspek­ty jeszcze bardziej pogrąża mnie w nałogu kolekcjonerek. Częs­to zwieńcza cały ten pro­ces per­spek­ty­wa uzbiera­nia konkret­nej rozpis­ki bohaterów, na przykład składu Avengers lub ekipy z Sokoła Mile­ni­um. No bo prze­cież jak już mamy Han’a i Luke’a to braku­je nam jeszcze tylko kilku członków zespołu…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

CCG, a LCG i ich zasadnicza różnica

W CCG (MTG, Poke­mon, Veto) kupu­je­my boost­ery i liczymy na trafie­nie upragnionych kart lub skupu­je­my sin­gle od innych graczy. LCG (Ash­es, Gra o Tron) spraw­ia, że wszys­tkie kar­ty są dostęp­ne dla graczy, więc nie trud­no nam uzbier­ać wszys­tko, czego potrze­bu­je­my. W CCG łat­wo wejść, bo startery są w miarę tanie, ale uzbieranie upragnionego decku może zająć trochę cza­su i wymierną ilość gotów­ki… LCG ofer­u­je droższy start (bo częs­to musimy kupić kil­ka kopii startera), ale skupowa­nia paczek z wszys­tki­mi kar­ta­mi z danego dodatku nie jest już później wielkim wydatkiem. W prak­tyce mniej wydamy na LCG, mimo iż mogło­by wydawać się, że jest inaczej, bo prze­cież 3 startery to trochę kasy. Oczy­wiś­cie, każ­da strona ma swo­je plusy, np. otwieranie boost­erów to jak prezent na dzień dziec­ka (nie ważne ile ma się lat!) i jak trafimy coś rzad­kiego, to może­my się nieźle obłow­ić. LCG za to niwelu­je pay for play co aktu­al­nie do mnie bardziej prze­maw­ia. W grach fig­urkowych nie ma konkret­nej nazwy na boost­ery z fig­urka­mi i blis­tery (z wiadomy­mi) fig­urka­mi, aczkol­wiek różnice są wręcz iden­ty­czne. Z boost­era­mi łatwiej wejść, ale trud­niej zdobyć upragnioną rozpiskę. Może trochę taniej niż w kar­ciankach, ale sin­gle to sin­gle, ceny usta­la wol­ny rynek…

n2dmz

Słowo „MOŻESZ” jako klucz do sukcesu

To głów­na puen­ta dzisiejszej wypowiedzi, bowiem to słowo jest mag­iczne i ma ogrom­ną moc! Wszys­tkie gry kolekcjon­er­skie, które zde­cy­dowanie przykuły moją uwagę, były bard­zo bogate w to słowo i śmiem twierdz­ić, że to właśnie ono decy­du­je o tym, czy gra jest po pro­su dobra, czy rewela­cyj­na! W Leg­en­dach Pię­ciu Kręgów MOŻNA było wygrać na aż pięć sposobów, a każ­da roz­gry­wka MOGŁA być roz­gry­wana na różne sposo­by, przy uży­ciu tej samej talii. Rozmieszczanie kart na polu bitwy i dys­ponowanie zasoba­mi było wręcz genialne, a sposobów na ile MOŻNA było zagrać poje­dynczą kartę, była masa. W grach fig­urkowych słowo „możesz” naj­ciekaw­iej kom­ponu­je się z „wybierz z listy…” wtedy opcji tak­ty­cznych jest od gro­ma i ciężko zwal­ić tu winę, na rzu­ty kostka­mi. Bard­zo spodobały mi się pod tym wzglę­dem Heroclix’y, gdzie posta­cie bard­zo MOGŁY ze sobą współpra­cow­ać i wspier­ać się nawza­jem (ulep­sza­jąc swo­je statysty­ki). MOŻLIWOŚĆ uży­wa­nia różnych zdol­noś­ci w posta­ci­ach pokro­ju Zielonej Latarni dawała tyle swo­body w roz­gry­w­ce, że to koniec świa­ta. Takim zwykłym Halem Jor­danem MOŻNA było tworzyć ściany bloku­jącego terenu, przenosić posta­cie, ulep­szać swo­je zdol­noś­ci defen­sy­wne lub siać zamęt w bliskim zasięgu albo dalekim, ważne właśnie było, co WYBIERZEMY.

Artur

Mam na imię Artur. Planszòwkami zagrywam się od 8 lat, bo jakoś tak czas przy nich szybciej leci... No wiecie: Wpadłem na chwile, zostałem na dłużej, a teraz mówią do mnie: "szybciej, bo czekam na swoją turę!". Preferuję gry kooperacyjne i kolekcjonerskie gry figurkowe.

Do moich zainteresowań wchodzą też komiksy o amerykańskich superbohaterach, fantastykaoraz anime.

Published in Felieton