Generic selectors
Tylko dokładne trafienia
Szukaj w tytule
Szukaj w treści
Szukaj w postach
Szukaj na stronach
Filtruj po kategoriach
Bez kategorii
e-Planszówki
Felieton
Gry dla dwóch
Gry ekonomiczne
Gry imprezowe
Gry jednoosobowe
Gry kafelkowe
Gry karciane
Gry kooperacyjne
Gry logiczne
Gry strategiczne
Kącik opowieści
Paski
Planszówkowa Lama
Recenzja
Relacja
TheFoTB prezentuje
Tiny Wooden Pieces
Top10
Unsorted
Up To 4 Players
Loading Quotes...

Kto pierwszy do koryta, czyli Ciasteczkowe Potworki pod lupą

Ciasteczkowe Pot­wor­ki, to jeden z trzech lau­re­atów tegorocznej nagrody Zabawka Roku. Gra z takim tytułem domyśl­nie skierowana jest do dzieci tudzież fanów pewnego Mup­pe­ta, czy aby na pewno? Moim zdaniem cechą dobrej gry dla dzieci, jest to, że baw­ią się przy niej dobrze obie strony drze­wa genealog­icznego, rodz­ice, dzi­ad­kowie a nie tylko same pociechy. Jak jest w tym przy­pad­ku? Zapraszam do lek­tu­ry.

 

Kto wyskoczył z pudła?

Niewielkie, solid­nie wyko­nane pudełko wita nas wesoły­mi grafika­mi stworzeń wal­czą­cych o ciastko. Na widok okład­ki rysu­je mi się uśmiech na dotkniętej już zębem cza­su twarzy. Po otwar­ciu pokry­wy, moim oczom ukazu­je się zawartość w postaci 39 kolorowych kart smakołyków i pot­worków, kost­ka obrazu­ją­ca roz­maite słod­koś­ci, sześć drew­ni­anych ele­men­tów, naw­iązu­ją­cych ksz­tałtem do wyników na kostce, nakle­j­ki do ich upięk­szenia, a także krót­ka, lecz bard­zo dobrze napisana instrukc­ja.

 

Co zjada ciasteczkowy potwór?

Kar­ty smakołyków dzielą się na dwa rodza­je: mniej i bardziej zaawan­sowane. Na ich odwro­cie wid­nieje swoisty labirynt ścieżek. Sama roz­gry­wka sprowadza się do rzu­tu kostką wskazu­jącego od którego sym­bolu zaczniemy naszą podróż przez trzy kole­jne kar­ty labiryn­tów, po czym musimy chwycić odpowiada­jące słody­c­zom na końcu ścież­ki drewienko. Ten kto pier­wszy chwyci właś­ci­we zabiera ostat­nią kartę jako punkt, pozostałe dwie prze­suwamy uzu­peł­ni­amy nową ze sto­su. Gra kończy się gdy ktoś zbierze 5 punk­tów. Instrukc­ja pozwala nam na granie wari­antu z kar­ta­mi prosty­mi, trud­ny­mi jak również po wymiesza­niu oby­d­wu stosów, a także miłą zmi­aną jest “rozwi­dle­nie” czyli zami­ast trzech kart jak zazwyczaj, wykładamy cztery przy czym oby­d­wie na końcu są równoz­naczne, co sprowadza się do tego, iż dwa smakoły­ki są właś­ci­we.

 

 

Czy nakarmisz potwora?

Tyle o zasadach. Jak się grało? Otóż zaskaku­ją­co dobrze. Młod­si gracze dostrzegli urok samych pot­worków, wyglą­da­ją­cych przesym­pa­ty­cznie, szy­bko pojęli zasady i chcieli roz­gry­wać kole­jne par­tie <może pomógł też fakt, że nie miałem z nimi szans ;)>, ale powiedzmy że tego się spodziewałem. Zaskoczyło mnie to że wśród zna­jomych roze­gral­iśmy kil­ka par­tii pod rząd w Cyber­ma­chinie a Ciasteczkowe Pot­wor­ki wiodły tam rolę głównej gry impre­zowej. Za niespeł­na 60 zł otrzy­mu­je­my dobrze wyko­nany, solid­ny pro­dukt, który spoko­jnie nada się na prezent dla dziec­ka, czy jako sub­sty­tut dla jun­gle spee­da czy pan­ic laba, z których Ciasteczkowe Pot­wor­ki czer­pią wzorce. Jedyny tak naprawdę zauważal­ny dla mnie minus, to nieczytel­ność niek­tórych spośród zaawan­sowanych kart, lin­ie krzyżu­ją się i trud­no śledz­ić tę właś­ci­wą. Nato­mi­ast in plus zal­iczyć mogę zjawisko, zaob­ser­wowane pod­czas roz­gry­wek ze wspom­ni­any­mi zna­jomy­mi, Nie zawsze zwycięża najszyb­szy, tu liczy się dokład­ność. Warto poczekać i chwycić właś­ci­wy przys­mak aniżeli bezmyśl­nie rzu­cić się na to co nam się wyda­je. Moim zdaniem gra niesie za sobą również walor eduka­cyjny, uczy dzieci spostrze­gaw­c­zoś­ci i uważnoś­ci, a także zdol­noś­ci do szy­bkiego pode­j­mowa­nia decyzji. To z kolei prowadzi do godzenia się z kon­sek­wenc­ja­mi, a to moim zdaniem bard­zo ważny ele­ment wychowa­nia dziec­ka.

Plusy

-Proste zasady

-Wyko­nanie

-Cena

-Doskon­ała zabawa dla dzieci i dorosłych

-Regry­wal­ność

Minusy

-Niek­tóre kar­ty są mało czytelne

Dziękuję wydawnictwu FoxGames za egzemplarz do recenzji

 

Aleris

Moja przygoda z grami planszowymi zaczęła się już we wczesnej młodości, gdyż w wieku lat siedmiu zacząłem z tatą odkrywać tajniki szachów, Grzybobrania, Eurobiznesu (na którym w końcu każdy się wychował), itp. Powoli przerzuciliśmy się na bardziej zaawansowane jak na lata 90-te produkty firmy MB Parker. Operacja, Upiorne Zamczysko czy Pułapka na myszy do dnia dzisiejszego kurzą się na strychu. Później w moim sercu miejsce dla siebie znalazły RPG-i. Przez długi czas nie myślałem o powrocie do zwykłych gier planszowych. Wszystko zmieniło się, gdy urzekł mnie opis gry pod tytułem Munchkin... Bez dłuższego zastanawiania się zainwestowałem w tę pozycję i tak bardzo wciągnęła moich znajomych - nie raz skracaliśmy sesję, ażeby tylko trochę popsuć sobie nawzajem krwi przy zdobywaniu skarbów i poziomów. Następne wydarzenia potoczyły się niemalże lawinowo. Noc Planszówek organizowana przez Centrum Gier Pegaz, wciągnięcie znajomych... Od zakupu Munchkina mijają niespełna 3 lata. Dziś już wiem czym są gry kooperacyjne, co mi się w grach podoba, a co nie.

Kiedy przyjaciel zapytał mnie czy chcę uczestniczyć w projekcie The Fellowship of the Board (choć jeszcze się tak nie nazywał) nie miałem najmniejszych wątpliwości. Zabrałem ciężki wolumin księgi zaklęć i ruszyłem by wesprzeć dawnego towarzysza.