Tylko dokładne trafienia
Szukaj w tytule
Szukaj w treści
Szukaj w postach
Szukaj na stronach
Filtruj po kategoriach
Bez kategorii
e-Planszówka
Felieton
Gry dla dwóch
Gry ekonomiczne
Gry imprezowe
Gry jednoosobowe
Gry kafelkowe
Gry karciane
Gry kooperacyjne
Gry logiczne
Gry strategiczne
Kącik opowieści
Paski
Planszówkowa Lama
Recenzja
Relacja
TheFoTB prezentuje
Tiny Wooden Pieces
Top10
Unsorted
Up To 4 Players
Loading Quotes...

Śmierdzący interes, czyli jak zarobić na recyklingu

Recykling, ponowne wykorzystywanie odpadów, to temat całkiem popularny na świecie. Czemu nie implementuje się go w grach planszowych? Nie mam pojęcia. Takie właśnie pytanie zadali sobie autorzy gry Stinky Business wydawanej w Polsce przez wydawnictwo G3.

Płyń pod prąd – z prądem płyną tylko śmieci.

Zbigniew Herbert

 

Za cenę ok. 140 zł otrzymujemy pokaźne pudło. W jego wnętrzu znajdziemy krótką instrukcję w języku polskim, angielskim i niemieckim. Tutaj pierwsza uwaga, to jedna z moim zdaniem lepiej napisanych instrukcji, zawiera mnóstwo piktogramów obrazujących poszczególne fazy gry. Podczas pierwszej partii nie było specjalnych wątpliwości odnośnie zasad. Oprócz niej wśród zawartości znalazły się, plansza, kartonowe planszetki dla graczy, talia kart odpadów, pieniądze niczym z Eurobiznesu, drewniane domki symbolizujące sortownie oraz żetony przetwórni.

Każdy z graczy otrzymuje 5 swoich planszetek z przetwórniami. Są bardzo czytelne aczkolwiek moim zdaniem zajmują trochę za dużo miejsca, rozstawienie gry na pięć osób zajmuje cały spory stół. Wykorzystujemy w grze może 30% miejsca na tychże, spokojnie można by je zmniejszyć. Na start rozpoczynająca osoba otrzymuj 15 dolarów, każda kolejna osoba o jeden więcej. Karty rozkładane są na dwa stosy odpadów, pierwszy stos jest jeszcze wolny, stworzymy go świadomie…. Co to znaczy? Uczestnicy otrzymują po cztery karty z których zostawiają sobie jedną, a reszta wędruje na stos, razem z jedną z 10 kart odpadów specjalnych <w naszym slangu superśmieci>. W zależności od liczby graczy zasady tworzenia tego stosu są nieco inne, aczkolwiek chodzi o to, że każdy ma mniej więcej równą wiedzę na temat zawartości omawianej sterty kart. Jest to o tyleż ważne, że wpływa na nasze późniejsze decyzje. Teraz nadchodzi czas kiedy nareszcie gracz staje przed wyborem dostępnych akcji – czyli tak zwana faza inwestycji. W tejże musimy wybrać czy zbudować jedną z pięciu przetwórni na planszetkach – pozwala nam to zarabiać na konkretnych typach odpadów. Inna opcja to budowa spalarni, w której będzie można utylizować większość śmieci zarabiając stałe pieniądze co turę. Warto też rozważyć postawienie sortowni, pozwalającej na „grzebanie” w stosach odpadów dzięki czemu możemy wrzucić interesujące nas śmieci do naszych przetwórni. Przetwórnie można rozbudowywać o kolejne miejsca na karty odpadów <domyślnie w każdej wykupujemy jedno> , bądź mnożniki pieniędzy z tej pierwotnej karty. Po zakończeniu budowy przechodzimy do sortowania, spalania i zarabiania pieniędzy. Gra trwa  10 rund, do momentu kiedy skończą się odpady specjalne. Po tym czasie wygrywa osoba z najwyższą liczbą punktów zwycięstwa. Te dostajemy za pieniądze, wybudowane spalarnie, sortownie oraz przetwórnie. Jeżeli zostałyby nam na koniec jakieś nieprzetworzone śmieci to otrzymujemy za nie punkty karne.


Jak pewnie zauważyliście po opisie, Stinky Business jest grą typu euro. Na całe, jak dla mnie, szczęście gra się w nią szybko, na turę nie czeka się długo. Ograniczona liczba możliwości i jednak spora doza losowości wymuszonej kartami, łagodzą u mnie objawy euroalergii. Gra doskonale sprawia się w pełnym składzie jak również w mniejszych grupach graczy. Dużym plusem jest moim zdaniem czytelność planszy. Właściwie zasady punktowania na koniec gry są jasno określone w specjalnej ramce na omawianym kartonie. Losowość, dla mnie to ulga w myśleniu, dla innych to pewnie wada jak na grę ekonomiczną. No cóż życie jest losowe, handlujcie z tym, mnie się to podoba. Czas gry jest zgodny z pudełkowym, co też warto zaznaczyć. 45-90 min wliczając tłumaczenie zasad. Im mniej graczy tym oczywiście idzie szybciej, wszak zawsze rozgrywamy 10 rund. Pojawia się pytanie co ze stosunkiem ceny do jakości? Komponenty są solidne bez dwóch zdań. Widziałem egzemplarz w wypożyczalni Centrum Gier Pegaz, zazwyczaj po kilkunastu partiach takowe są dość mocno podniszczone ten nadal dobrze się trzymał. Planszetki wykonane są z grubego kartonu tak jak plansza. Na uwagę zasługuje jeszcze jeden aspekt, o którym wcześniej nie pisałem. Karty w tej grze mają swoją wartość punktową oraz swoją kategorię, nie mniej oprócz tego zawierają informację o tym, jak długo dany śmieć ulega degradacji. Stinky Business niesie za sobą walor edukacyjny. W nienachalny sposób uczy jakie konsekwencje ma zaśmiecanie świata.

Podsumowując, Stinky Business to bardzo przyjemna gra, z porządnym wykonaniem. Nie powinno być to zaskoczeniem patrząc na logo wydawcy. Za cenę niespełna 140 zł otrzymujemy solidny produkt, który przyjmie się w gronie osób niesplanszowanych, a nawet starzy wyjadacze docenią urok segregacji i palenia odpadów.

Plusy

-Jakość wydania

-Cena/jakość

-Proste zasady

-Pozostaje możliwość kombinowania

-Losowość

-Przyjmie się wśród nowych graczy

-Przejrzysta plansza

Minusy

-Czasem losowość wpływa na ostateczny wynik

-Za duże planszetki graczy

-Pieniądze dające skojarzenia z Eurobiznesem 😉

 

Dziękuję wydawnictwu G3 za egzemplarz do recenzji

Aleris

Moja przygoda z grami planszowymi zaczęła się już we wczesnej młodości, gdyż w wieku lat siedmiu zacząłem z tatą odkrywać tajniki szachów, Grzybobrania, Eurobiznesu (na którym w końcu każdy się wychował), itp. Powoli przerzuciliśmy się na bardziej zaawansowane jak na lata 90-te produkty firmy MB Parker. Operacja, Upiorne Zamczysko czy Pułapka na myszy do dnia dzisiejszego kurzą się na strychu. Później w moim sercu miejsce dla siebie znalazły RPG-i. Przez długi czas nie myślałem o powrocie do zwykłych gier planszowych. Wszystko zmieniło się, gdy urzekł mnie opis gry pod tytułem Munchkin... Bez dłuższego zastanawiania się zainwestowałem w tę pozycję i tak bardzo wciągnęła moich znajomych - nie raz skracaliśmy sesję, ażeby tylko trochę popsuć sobie nawzajem krwi przy zdobywaniu skarbów i poziomów. Następne wydarzenia potoczyły się niemalże lawinowo. Noc Planszówek organizowana przez Centrum Gier Pegaz, wciągnięcie znajomych... Od zakupu Munchkina mijają niespełna 3 lata. Dziś już wiem czym są gry kooperacyjne, co mi się w grach podoba, a co nie.

Kiedy przyjaciel zapytał mnie czy chcę uczestniczyć w projekcie The Fellowship of the Board (choć jeszcze się tak nie nazywał) nie miałem najmniejszych wątpliwości. Zabrałem ciężki wolumin księgi zaklęć i ruszyłem by wesprzeć dawnego towarzysza.