Tylko dokładne trafienia
Szukaj w tytule
Szukaj w treści
Szukaj w postach
Szukaj na stronach
Filtruj po kategoriach
Bez kategorii
e-Planszówka
Felieton
Gry dla dwóch
Gry ekonomiczne
Gry imprezowe
Gry jednoosobowe
Gry kafelkowe
Gry karciane
Gry kooperacyjne
Gry logiczne
Gry strategiczne
Kącik opowieści
Paski
Planszówkowa Lama
Recenzja
Relacja
TheFoTB prezentuje
Tiny Wooden Pieces
Top10
Unsorted
Up To 4 Players
Loading Quotes...

Dżentelmen czy prostak?

Cards Against Humanity zrobiło furorę wśród graczy na całym świecie. Prostota mechanika oraz kontrowersyjny humor wzbogaciły niejedną imprezę. Na kanwie tegoż tytułu powstało kilka rodzimych klonów, czy to Psychodropsy, czy Loża Szyderców czy tytuł o którym wspomnę dzisiaj, a mianowicie Karty Dżentelmanów.

Z czym do ludzi?

Pierwszy akapit tradycyjnie poświęcę na jakość wydania. Za cenę 45zł otrzymujemy 220 kart, niespecjalnie dobrej jakości, w pudełku z marnego, cienkiego kartonu. Trzeba jednak zwrócić uwagę na estetykę wykonania opakowania i niewielką objętość jaką zajmuje spakowana gra. W pudle karty umieszczone są na styk, więc nie mam mowy o walaniu się po pudle. Czy jednak niska jakość wykonania to w tym przypadku minus? Zastanówmy się przez chwilę nad tytułami w podobnej cenie jak Red7 czy nieco droższe Fluxxy, które recenzowaliśmy na blogu. Otrzymujemy znacznie mniej kart, choć lepszej jakości. W przypadku Kart Dżentelmanów mechanika wymusza różnorodność kart, więc to z jakiego papieru będą wydrukowane nie ma wielkiego znaczenia. Kolejna sprawa czy warto je koszulkować? Każdy niech sam sobie odpowie na to pytanie. Koszt koszulek na 220 kart to w zasadzie połowa ceny nowego egzemplarza, acz karty będą z pewnością narażone na rozlane piwo czy ślady po chipsach…

Jak się w to w ogóle gra?

Mechanika jest dość prosta znana starszym graczom chociażby  z gry Apples to Apples. Karty dzielą się na dwa rodzaje, czarnych z pytaniami oraz białych z hasłami-odpowiedziami. Każdy z uczestników rozgrywki, dobiera 10 kart białych, po czym wybrany gracz rozpoczynający odczytuje pierwszą czarną kartę. Wszyscy poza nim dorzucają swoje propozycje odpowiedzi. Hasła są tasowane i ten który odczytywał pytanie wybiera najbardziej zabawną/kontrowersyjną/absurdalną jego zdaniem odpowiedź. Gracz, który wybraną kartę położył otrzymuję w nagrodę czarny kartonik z pytaniem, symbolizujący jego punkt. Gramy tak długo jak chcemy, w naszym gronie przeważnie do skończenia talii białych kart.

Warto czy nie?

Karty Dżentelmanów to jak wspomniałem jeden z polskich odpowiedników Kart Przeciwko Ludzkości. Nie muszę chyba nadmieniać, że gra adresowana jest do osób dorosłych, teksty na zdjęciach mówią same za siebie. Mając porównanie odniosłem wrażenie iż hasła są nieco bardziej wulgarne czy przekraczają więcej granic dobrego smaku niż u konkurencji. To może się podobać, ale nie musi. Osobiście bawiłem się świetnie przy każdej rozgrywce tego tytułu tak samo moi towarzysze. Muszę jednak uczciwie zaznaczyć, że mamy dystans i ten rodzaj humoru nas nie odstrasza. Za niewielkie pieniądze otrzymujemy solidną imprezową pozycję. 220 kart jakkolwiek pozwala na regrywalność tak przy kolejnych partiach, karty mogą się nieco opatrzyć, ale zawsze trafi się połączenie które jeszcze nie występowało wcześniej. Poważnym plusem jak dla mnie jest dynamika rozgrywki, nie trzeba zastanawiać się nad ruchem wszystko dzieje się bez przestojów. Jeżeli szukasz czegoś do rozruszania swojego grona, to jest to pozycja dla Ciebie.

 

Plusy

- Niska cena

- Humor

- Dynamika

- Losowość

- Spora liczba kombinacji pytanie-odpowiedź

Minusy

- Niska jakość wydania

-Wulgarność

 

Aleris

Moja przygoda z grami planszowymi zaczęła się już we wczesnej młodości, gdyż w wieku lat siedmiu zacząłem z tatą odkrywać tajniki szachów, Grzybobrania, Eurobiznesu (na którym w końcu każdy się wychował), itp. Powoli przerzuciliśmy się na bardziej zaawansowane jak na lata 90-te produkty firmy MB Parker. Operacja, Upiorne Zamczysko czy Pułapka na myszy do dnia dzisiejszego kurzą się na strychu. Później w moim sercu miejsce dla siebie znalazły RPG-i. Przez długi czas nie myślałem o powrocie do zwykłych gier planszowych. Wszystko zmieniło się, gdy urzekł mnie opis gry pod tytułem Munchkin... Bez dłuższego zastanawiania się zainwestowałem w tę pozycję i tak bardzo wciągnęła moich znajomych - nie raz skracaliśmy sesję, ażeby tylko trochę popsuć sobie nawzajem krwi przy zdobywaniu skarbów i poziomów. Następne wydarzenia potoczyły się niemalże lawinowo. Noc Planszówek organizowana przez Centrum Gier Pegaz, wciągnięcie znajomych... Od zakupu Munchkina mijają niespełna 3 lata. Dziś już wiem czym są gry kooperacyjne, co mi się w grach podoba, a co nie.

Kiedy przyjaciel zapytał mnie czy chcę uczestniczyć w projekcie The Fellowship of the Board (choć jeszcze się tak nie nazywał) nie miałem najmniejszych wątpliwości. Zabrałem ciężki wolumin księgi zaklęć i ruszyłem by wesprzeć dawnego towarzysza.