Skip to content →

X-Wing: Endor Open — relacja z bitwy!

Dawno, dawno temu w odległej Warsza­w­ie…

X-Wing to gra, w której dowodz­imy eskadra­mi myśli­w­ców w celu zestrze­le­nia statków prze­ci­wni­ka. Staramy się przewidzieć jego poczy­na­nia i manewru­jąc po mapie kos­mo­su ustrzelić jego stat­ki. Grą tą intere­su­ję się od dłuższego cza­su, ale dopiero ostat­nio moc­no w niej ugrzęzłem i raczej szy­bko nie wyjdę. Z tego też powodu wyruszyłem na bitwę o księżyc Endo­ra by przetestować moje umiejęt­noś­ci!

Open series to impreza orga­ni­zowana przez Fan­ta­sy Flight Games na całym świecie w prze­ciągu najbliższych miesię­cy. Osiem turniejów w różnych państ­wach mają­cych na celu zebranie w jed­no miejsce graczy i wyłonie­nie najlep­szych gwiezd­nych pilotów. Zwycięz­cy poszczegól­nych turniejów (każdy turniej nazwany na cześć plan­e­ty z uni­w­er­sum Gwiezd­nych Wojen) zostaną zaproszeni na Cor­us­cant gdzie zmierzą się o tytuł najlep­szego!

Co ciekawe impreza (w Polsce odby­wa­ją­ca się w Warsza­w­ie) trwa, aż trzy dni! 200 graczy zostało podzielonych na cztery eskadry (Czer­wonych, Zielonych, Zło­tych i Niebies­kich) i bard­zo dobrze się to sprawdz­iło, ale o tym za moment.

Pier­wsze dwa dni były poświę­cone elim­i­nacjom. Jed­nego dnia Czer­woni i Zło­ci (około 100 graczy) zmierzyło się w 6-run­dowej roz­gry­w­ce, której celem było wygranie przy­na­jm­niej 4 gier, bowiem umożli­wiało to wzię­cie udzi­ału w finałach dnia ostat­niego! Dla pozostałych graczy przy­go­towane z kolei były wydarzenia pom­niejsze tzw. Hangar Bay w 50 osobowych grup­kach (podzielone wzglę­dem eskadr). Ana­log­icznie drugiego dnia Niebi­escy i Zieloni grali elim­i­nac­je, a Zło­ci i Czer­woni swo­je Hangar Bay’e.

Po dość długim wstępie czas na przedstawienie moich porażek i sukcesów w eskadrze Niebieskich!

Po dotar­ciu do Warsza­wy (z mały­mi tak­sówkowy­mi kłopota­mi) wiele cza­su na przy­go­towa­nia nie miałem. Szy­bko pod­biegłem do dwóch kumpli, którzy pora­towali mnie statka­mi i kar­ta­mi ulep­szeń potrzeb­ny­mi do gry. Hangar Bay wyma­gał dwóch rozpisek z różnych frakcji. Sam gram Imperi­um i nie byłem zbyt­nio zdol­ny do złoże­nia czegoś dobrego do rozpis­ki Rebe­lianck­iej lub Szu­mowin. Na szczęś­cie kumple pora­towali i rozpiska Szu­mowin, do której poży­czyli mi kar­ty i stat­ki bard­zo przy­padła mi do gus­tu (Karol, Arek, jeszcze raz bard­zo dzięku­ję!).

 

Rozpiski:

- Asy Imperi­um: Soon­tir Fel, Jax, Inkwiz­y­tor.  Bard­zo zwrotne i móz­go-żerne stat­ki. Pomi­mo mojego dużego doświad­czenia z tymi cwa­ni­aka­mi, nie zagrałem nimi ani razu… Zde­cy­dowanie postaw­iłem na drugą (poży­c­zoną) rozpiskę.

- Bro­Bots: Dwa iden­ty­czne stat­ki nazy­wa­jące się “Agre­so­ra­mi” pilo­towane przez droi­da zabójcę IG-88. Tego Pana mogliś­cie spotkać w Imperi­um Kon­trataku­je na mostku Gwiezd­nego Niszczy­ciela. Niezbyt wiedzi­ałem jakie kar­ty najlepiej się tutaj sprawdzą i jaka strate­gia lata­nia będzie najlep­sza… Dlat­ego syn­chro­niza­c­ja lotu na początku u mnie leżała, a kar­ta “Opor­tunista” kom­plet­nie sen­su tutaj nie miała (weterani X-wingów śmiech­ną w tym momen­cie, dodam, że miałem na obu Man­gler­ka…).

Hangar Bay

Przed każdą grą moż­na było zde­cy­dować czym chce się zagrać (z dwóch rozpisek). Jed­nak ani razu nie wybrałem mojej rozpis­ki 😀

Pier­wsza rund­ka była bard­zo miła i poz­woliła mi nauczyć się grać Bro­B­o­t­a­mi (przy­na­jm­niej w stop­niu min­i­mal­nym). Zakończyła się porażką w walce z asa­mi Imperi­um prze­ci­wni­ka (Vad­er, Inkwiz­y­tor i Pal­pa­tine siedzą­cy w Lamb­dzie wpły­wa­ją­cy mocą na prze­bieg roz­gry­w­ki).

Dru­ga gra zakończyła się po upły­wie cza­su i dała mi tak zwane małe zwycięst­wo (bard­zo mała różni­ca punk­tów). Roz­gry­wka prze­ci­wko bard­zo zwrot­ne­mu A-Wingowi pilo­towane­mu przez Jake’a Farel­la oraz Ghos­ta (znanego z seri­alu Rebe­lian­ci) była emocjonu­ją­ca do samego koń­ca! Do słown­ie o włos udało mi się uniknąć śmier­ci i zdobyć to małe (a dla mnie olbrzymie) zwycięst­wo!

Ostat­nia roz­gry­wka również zakończyła się moją wygraną, a prze­ci­wnikiem okazał się być Ivan, bard­zo miły Ros­janin, z którym roz­maw­iałem w prz­erwach przez oba dni turnieju. Był to spory test dla moich umiejęt­noś­ci komu­nikacji w języku ang­iel­skim, ale najwyraźniej nie jest ze mną naj­gorzej! Na turnieju było zde­cy­dowanie więcej obcokra­jow­ców, w końcu tylko 8 takich turniejów odbyło się na całym świecie!

Ostate­czny wynik 2 wygranych i 1 prze­granej nie dał mi nagrody głównej, ale zapewnił dwie dwus­tronne kopie kar­ty X-Wing Ruchu Oporu/Tie Fight­er First Order z 7mej częś­ci SW. Posi­ada­ją alter­naty­wne obraz­ki oraz opisy w języku Aurebesh (ze świa­ta SW) i moż­na ich uży­wać w grze!

Cała moja ekipa z Byd­goszczy, która przy­jechała dnia wcześniejszego, również uzyskała wynik 2 wygranych i 1 prze­granej więc każdy wró­cił z tym samym! Tak więc Karol, Leszek, Mati i ja westch­nęliśmy strudzeni, bowiem za wygranie wszys­t­kich trzech gier moż­na było zdobyć prom­ki o wartoś­ci 500 zł.

Even greatest warriors need some rest…

Karol jako, że jest ćwierć-warsza­w­iakiem uży­czył nam mieszkan­ka jako bazę oper­a­cyjną w ciężkiej bitwie o księżyc Endo­ra. Noc minęła nam na roz­mowach o sprzedawa­niu promek, heart­stonie i debat­ach poli­ty­czno-religi­jnych na tle gwiezd­nych wojen…

Główne wydarzenie

Tego dnia wszys­tko miało się rozstrzygnąć…

Już na star­cie nasze imiona i nazwiska zostały zamienione na kolor i numerek. Było to ułatwie­nie dla sędziego, obcokra­jow­ców oraz zapew­ni­ało w wczu­cie się w rolę gwiezd­nych pilotów. Tak więc tego dnia na 10 godzin zniknął Artur Górec­ki i pojaw­ił się Blue-9 (dobrze, że nie byłem w czer­wonych i nie dostałem Red-7)! Resz­ta ekipy:

Karol: Green-30

Leszek: Blue-38

Mati: Blue-27

6 gier… wyma­gane 4 zwycięst­wa by prze­jść dalej… 10 godzin zma­gań… zaczy­namy!

Tak jak mówiłem postaw­iłem na Bro­Bo­ty (lekko dopra­cow­ane i napędzane moim wczo­ra­jszym doświad­cze­niem).

Info dla graczy: Bro­Bo­ty B i C z Crack shota­mi, HLC, Glit­tera­mi, FCS, Autotrustera­mi oraz tytuła­mi.

Pier­wszy opo­nent grał prak­ty­cznie iden­ty­czną rozpiską i po usłysze­niu, że grał tym dużo lekko się przes­traszyłem. Wiele błędów z mojej strony oraz lek­ki pech spraw­iły, że z moich Bro­Bot­ów został tylko jeden, a jego dalej dziel­nie wal­czyły. W tym momen­cie nie mogłem popełnić żad­nego błę­du. Manewrowałem, kom­bi­nowałem, odd­zielałem jed­nego od drugiego i led­wo co, dosłown­ie 1hp i prze­grałbym. Pod koniec szczęś­cie mi sprzy­jało i udało mi się wygrać.

Dru­ga gra była prawdzi­wym wyzwaniem mojego życia. Prze­ci­wnik grał 6cioma Tie fight­era­mi z Crack Shota­mi (tzw. Crack Swarm) i dodał, że zagrał tą rozpiską już 160 razy. Praw­dopodob­nie ze 3 razy więcej niż zagrałem w ogóle w X-win­gi… Skupiłem się i szy­bko zestrzeliłem dowód­cę jego eskadry, zapew­ni­a­jącego duże bonusy dla jego zespołu. Nie mogę też nie wspom­nieć ile szczęś­cia do rzutów miałem pod­czas tej gry… Widać było, że prze­ci­wnik jest lep­szy, ale jed­nak nie dał rady. Na pociesze­nie i rozluźnie­nie atmos­fery dałem mu dwa batoni­ki mleczne i zakończyliśmy roz­gry­wkę z uśmiecha­mi na twarzy!

Trze­cia gra prze­ci­wko iden­ty­cznej rozpisce co moja. Dużo kom­bi­nowa­nia, aż do samego koń­ca. Nieste­ty cza­su nie star­czyło i pomi­mo tego, że został mi jeden statek z 4hp, a prze­ci­wnikowi jeden z 1hp to poty­cz­ka zakończyła się remisem. W ostat­niej rund­ce po zakończe­niu cza­su stwierdz­iłem, że prze­ci­wnik będzie uciekał więc pole­ci­ałem tam gdzie łatwiej go złapię, lecz On zagrał bard­zo fair i postaw­ił na wyrów­naną walkę (wystar­czyło­by, że wybrałbym inny manewr). Duży plus dla gracza, wielu by tak nie postąpiło! Jed­nak przez moje doświad­cze­nie z gracza­mi, którzy by uciekali w takiej sytu­acji źle postaw­iłem i gra skończyła się remisem.

Przerwa na obiad w Burger Kingu i szybki powrót do grania!

O czwartej grze nie ma co wiele wspom­i­nać. Nowa (dość metowa) rozpiska trzech jump­mas­terów (potocznie nazy­wanych śmiet­nika­mi lub toale­ta­mi) dość szy­bko mnie zniszczyła. Nie potrafiłem ode­przeć ciągłych salw raki­et. Cho­ci­aż kom­bi­nowałem i nawet przez moment miałem cień szan­sy, że moja strate­gia się powiedzie, to wal­ka zakończyła się to moją klęską.

Kole­j­na gra, tym razem z którymś z mis­trzów pol­s­ki. Dawno nie widzi­ałem tak uśmiech­niętego i miłego gracza. Wręcz uczył mnie gra­nia i zachę­cał bym się nie pod­dawał! Super gra, ale moje doświad­cze­nie było znikome w porów­na­niu do zdol­noś­ci opo­nen­ta. Dash Renadar i Jake Farell zwyciężyli.

Jako, że miałem na kon­cie tylko dwie wygrane, ostat­nia gra była tylko for­mal­noś­cią. Nieza­leżnie od rezul­tatu ostat­ni dzień nie był już dla mnie osią­gal­ny. Hon­orowy poje­dynek z miłym graczem, którego nar­o­dowoś­ci nieste­ty nie zapamię­tałem zakończył się moim zwycięst­wem. Ghost i Chew­bac­ca w Sokole Mile­ni­um byli wyzwaniem, ale jakoś to poszło!

Rzeczy, które przyniosłem do domu: Pro­mo kar­ta BB-8 z opisa­mi w języku Aurebesh, pro­mo żetony akry­lowe do oznacza­nia statków, przypin­ka oraz pod­stawka pod kubek. W sum­ie każdy dostał na start taki paki­et, więc nie mogę powiedzieć, że coś wywal­czyłem, ale i tak było zde­cy­dowanie fajnie! Gdy­bym uwierzył w gracza z trze­ciej rundy i zami­ast zremisować wygrałbym, to dzisi­aj zami­ast pisać ten artykuł wal­czyłbym z 50 zwycięz­ca­mi elim­i­nacji.

Ostate­czne miejsce: 34 z 93 gra­ją­cych.

Z Byd­goskiej drużyny Mati i ja nie przes­zliśmy dalej, lecz Karol i Leszek uskubali 4 wygrane! Olbrzymie grat­u­lac­je! Jak się później okaza­ło, Karol zajął 31 miejsce i wygrał dodatkowe miar­ki zasięgu (olbrzymie wyróżnie­nie), a Leszek 41!

Na koniec było losowanie zdal­nie sterowanego jeżdżącego X-winga, ale mój 1% szans nie dał rady 😀

Ostate­cznym zwycięzcą Endor Open został: Piotr Kuc! Serdeczne grat­u­lac­je i powodzenia w walce o Cor­us­cant!

Ze strony orga­ni­za­torskiej olbrzymim plusem było zapewnie­nie dużego budynku politech­ni­ki do gra­nia. Sędz­iów polowych było sporo, wyni­ki zapisy­wane były błyskaw­icznie i 10 godzin turnieju zakończyło się nie planowo 20:00 tylko 20:04! Cztery min­u­ty obsuwy na 10 godzin trwa­nia imprezy to moim zdaniem doskon­ały wynik! Jedynym minusem były stoły. Do gra­nia potrze­ba przestrzeni 90x90 cm. Stoły z politech­ni­ki (takie szkolne) trze­ba było złączyć by móc grać dlat­ego w środ­ku było lekkie zakrzy­wie­nie płaszczyzny, trochę przeszkadza­jące w roz­gry­w­ce. Nie mniej jed­nak nie dało się tego przeskoczyć, a utrud­ni­ało tylko lekkim tylko stop­niu. Orga­ni­za­torzy dosta­ją u mnie 5/5!

Stoiska do kupowa­nia rzeczy były dwa, Galak­ty i gadże­cia­rskie. Nic wprawdzie nie kupiłem choć asorty­ment był spory. Widok Qwirkle Star Wars dał mi raka, ale to roz­mowa na inny tem­at.

Powrót pociągiem do Byd­goszczy spędz­iłem na lek­turze „Lor­dowie Sith” oraz rozmyśla­niu moich błędów i sukcesów. Wiem, że następ­nym razem będę bardziej przy­go­towany na walkę. Bo woj­na dopiero się zaczęła…

 

Dzięku­ję Ci Leszku za zdję­cia do recen­zji 😉

Artur

Mam na imię Artur. Planszòwkami zagrywam się od 8 lat, bo jakoś tak czas przy nich szybciej leci... No wiecie: Wpadłem na chwile, zostałem na dłużej, a teraz mówią do mnie: "szybciej, bo czekam na swoją turę!". Preferuję gry kooperacyjne i kolekcjonerskie gry figurkowe.

Do moich zainteresowań wchodzą też komiksy o amerykańskich superbohaterach, fantastykaoraz anime.

Published in Relacja