Tylko dokładne trafienia
Szukaj w tytule
Szukaj w treści
Szukaj w postach
Szukaj na stronach
Filtruj po kategoriach
Bez kategorii
e-Planszówka
Felieton
Gry dla dwóch
Gry ekonomiczne
Gry imprezowe
Gry jednoosobowe
Gry kafelkowe
Gry karciane
Gry kooperacyjne
Gry logiczne
Gry strategiczne
Kącik opowieści
Paski
Planszówkowa Lama
Recenzja
Relacja
TheFoTB prezentuje
Tiny Wooden Pieces
Top10
Unsorted
Up To 4 Players
Loading Quotes...

X-Wing: Endor Open – relacja z bitwy!

Dawno, dawno temu w odległej Warszawie...

X-Wing to gra, w której dowodzimy eskadrami myśliwców w celu zestrzelenia statków przeciwnika. Staramy się przewidzieć jego poczynania i manewrując po mapie kosmosu ustrzelić jego statki. Grą tą interesuję się od dłuższego czasu, ale dopiero ostatnio mocno w niej ugrzęzłem i raczej szybko nie wyjdę. Z tego też powodu wyruszyłem na bitwę o księżyc Endora by przetestować moje umiejętności!

Open series to impreza organizowana przez Fantasy Flight Games na całym świecie w przeciągu najbliższych miesięcy. Osiem turniejów w różnych państwach mających na celu zebranie w jedno miejsce graczy i wyłonienie najlepszych gwiezdnych pilotów. Zwycięzcy poszczególnych turniejów (każdy turniej nazwany na cześć planety z uniwersum Gwiezdnych Wojen) zostaną zaproszeni na Coruscant gdzie zmierzą się o tytuł najlepszego!

Co ciekawe impreza (w Polsce odbywająca się w Warszawie) trwa, aż trzy dni! 200 graczy zostało podzielonych na cztery eskadry (Czerwonych, Zielonych, Złotych i Niebieskich) i bardzo dobrze się to sprawdziło, ale o tym za moment.

Pierwsze dwa dni były poświęcone eliminacjom. Jednego dnia Czerwoni i Złoci (około 100 graczy) zmierzyło się w 6-rundowej rozgrywce, której celem było wygranie przynajmniej 4 gier, bowiem umożliwiało to wzięcie udziału w finałach dnia ostatniego! Dla pozostałych graczy przygotowane z kolei były wydarzenia pomniejsze tzw. Hangar Bay w 50 osobowych grupkach (podzielone względem eskadr). Analogicznie drugiego dnia Niebiescy i Zieloni grali eliminacje, a Złoci i Czerwoni swoje Hangar Bay'e.

Po dość długim wstępie czas na przedstawienie moich porażek i sukcesów w eskadrze Niebieskich!

Po dotarciu do Warszawy (z małymi taksówkowymi kłopotami) wiele czasu na przygotowania nie miałem. Szybko podbiegłem do dwóch kumpli, którzy poratowali mnie statkami i kartami ulepszeń potrzebnymi do gry. Hangar Bay wymagał dwóch rozpisek z różnych frakcji. Sam gram Imperium i nie byłem zbytnio zdolny do złożenia czegoś dobrego do rozpiski Rebelianckiej lub Szumowin. Na szczęście kumple poratowali i rozpiska Szumowin, do której pożyczyli mi karty i statki bardzo przypadła mi do gustu (Karol, Arek, jeszcze raz bardzo dziękuję!).

 

Rozpiski:

- Asy Imperium: Soontir Fel, Jax, Inkwizytor.  Bardzo zwrotne i mózgo-żerne statki. Pomimo mojego dużego doświadczenia z tymi cwaniakami, nie zagrałem nimi ani razu... Zdecydowanie postawiłem na drugą (pożyczoną) rozpiskę.

- BroBots: Dwa identyczne statki nazywające się "Agresorami" pilotowane przez droida zabójcę IG-88. Tego Pana mogliście spotkać w Imperium Kontratakuje na mostku Gwiezdnego Niszczyciela. Niezbyt wiedziałem jakie karty najlepiej się tutaj sprawdzą i jaka strategia latania będzie najlepsza... Dlatego synchronizacja lotu na początku u mnie leżała, a karta "Oportunista" kompletnie sensu tutaj nie miała (weterani X-wingów śmiechną w tym momencie, dodam, że miałem na obu Manglerka...).

Hangar Bay

Przed każdą grą można było zdecydować czym chce się zagrać (z dwóch rozpisek). Jednak ani razu nie wybrałem mojej rozpiski 😀

Pierwsza rundka była bardzo miła i pozwoliła mi nauczyć się grać BroBotami (przynajmniej w stopniu minimalnym). Zakończyła się porażką w walce z asami Imperium przeciwnika (Vader, Inkwizytor i Palpatine siedzący w Lambdzie wpływający mocą na przebieg rozgrywki).

Druga gra zakończyła się po upływie czasu i dała mi tak zwane małe zwycięstwo (bardzo mała różnica punktów). Rozgrywka przeciwko bardzo zwrotnemu A-Wingowi pilotowanemu przez Jake'a Farella oraz Ghosta (znanego z serialu Rebelianci) była emocjonująca do samego końca! Do słownie o włos udało mi się uniknąć śmierci i zdobyć to małe (a dla mnie olbrzymie) zwycięstwo!

Ostatnia rozgrywka również zakończyła się moją wygraną, a przeciwnikiem okazał się być Ivan, bardzo miły Rosjanin, z którym rozmawiałem w przerwach przez oba dni turnieju. Był to spory test dla moich umiejętności komunikacji w języku angielskim, ale najwyraźniej nie jest ze mną najgorzej! Na turnieju było zdecydowanie więcej obcokrajowców, w końcu tylko 8 takich turniejów odbyło się na całym świecie!

Ostateczny wynik 2 wygranych i 1 przegranej nie dał mi nagrody głównej, ale zapewnił dwie dwustronne kopie karty X-Wing Ruchu Oporu/Tie Fighter First Order z 7mej części SW. Posiadają alternatywne obrazki oraz opisy w języku Aurebesh (ze świata SW) i można ich używać w grze!

Cała moja ekipa z Bydgoszczy, która przyjechała dnia wcześniejszego, również uzyskała wynik 2 wygranych i 1 przegranej więc każdy wrócił z tym samym! Tak więc Karol, Leszek, Mati i ja westchnęliśmy strudzeni, bowiem za wygranie wszystkich trzech gier można było zdobyć promki o wartości 500 zł.

Even greatest warriors need some rest...

Karol jako, że jest ćwierć-warszawiakiem użyczył nam mieszkanka jako bazę operacyjną w ciężkiej bitwie o księżyc Endora. Noc minęła nam na rozmowach o sprzedawaniu promek, heartstonie i debatach polityczno-religijnych na tle gwiezdnych wojen...

Główne wydarzenie

Tego dnia wszystko miało się rozstrzygnąć...

Już na starcie nasze imiona i nazwiska zostały zamienione na kolor i numerek. Było to ułatwienie dla sędziego, obcokrajowców oraz zapewniało w wczucie się w rolę gwiezdnych pilotów. Tak więc tego dnia na 10 godzin zniknął Artur Górecki i pojawił się Blue-9 (dobrze, że nie byłem w czerwonych i nie dostałem Red-7)! Reszta ekipy:

Karol: Green-30

Leszek: Blue-38

Mati: Blue-27

6 gier... wymagane 4 zwycięstwa by przejść dalej... 10 godzin zmagań... zaczynamy!

Tak jak mówiłem postawiłem na BroBoty (lekko dopracowane i napędzane moim wczorajszym doświadczeniem).

Info dla graczy: BroBoty B i C z Crack shotami, HLC, Glitterami, FCS, Autotrusterami oraz tytułami.

Pierwszy oponent grał praktycznie identyczną rozpiską i po usłyszeniu, że grał tym dużo lekko się przestraszyłem. Wiele błędów z mojej strony oraz lekki pech sprawiły, że z moich BroBotów został tylko jeden, a jego dalej dzielnie walczyły. W tym momencie nie mogłem popełnić żadnego błędu. Manewrowałem, kombinowałem, oddzielałem jednego od drugiego i ledwo co, dosłownie 1hp i przegrałbym. Pod koniec szczęście mi sprzyjało i udało mi się wygrać.

Druga gra była prawdziwym wyzwaniem mojego życia. Przeciwnik grał 6cioma Tie fighterami z Crack Shotami (tzw. Crack Swarm) i dodał, że zagrał tą rozpiską już 160 razy. Prawdopodobnie ze 3 razy więcej niż zagrałem w ogóle w X-wingi... Skupiłem się i szybko zestrzeliłem dowódcę jego eskadry, zapewniającego duże bonusy dla jego zespołu. Nie mogę też nie wspomnieć ile szczęścia do rzutów miałem podczas tej gry... Widać było, że przeciwnik jest lepszy, ale jednak nie dał rady. Na pocieszenie i rozluźnienie atmosfery dałem mu dwa batoniki mleczne i zakończyliśmy rozgrywkę z uśmiechami na twarzy!

Trzecia gra przeciwko identycznej rozpisce co moja. Dużo kombinowania, aż do samego końca. Niestety czasu nie starczyło i pomimo tego, że został mi jeden statek z 4hp, a przeciwnikowi jeden z 1hp to potyczka zakończyła się remisem. W ostatniej rundce po zakończeniu czasu stwierdziłem, że przeciwnik będzie uciekał więc poleciałem tam gdzie łatwiej go złapię, lecz On zagrał bardzo fair i postawił na wyrównaną walkę (wystarczyłoby, że wybrałbym inny manewr). Duży plus dla gracza, wielu by tak nie postąpiło! Jednak przez moje doświadczenie z graczami, którzy by uciekali w takiej sytuacji źle postawiłem i gra skończyła się remisem.

Przerwa na obiad w Burger Kingu i szybki powrót do grania!

O czwartej grze nie ma co wiele wspominać. Nowa (dość metowa) rozpiska trzech jumpmasterów (potocznie nazywanych śmietnikami lub toaletami) dość szybko mnie zniszczyła. Nie potrafiłem odeprzeć ciągłych salw rakiet. Chociaż kombinowałem i nawet przez moment miałem cień szansy, że moja strategia się powiedzie, to walka zakończyła się to moją klęską.

Kolejna gra, tym razem z którymś z mistrzów polski. Dawno nie widziałem tak uśmiechniętego i miłego gracza. Wręcz uczył mnie grania i zachęcał bym się nie poddawał! Super gra, ale moje doświadczenie było znikome w porównaniu do zdolności oponenta. Dash Renadar i Jake Farell zwyciężyli.

Jako, że miałem na koncie tylko dwie wygrane, ostatnia gra była tylko formalnością. Niezależnie od rezultatu ostatni dzień nie był już dla mnie osiągalny. Honorowy pojedynek z miłym graczem, którego narodowości niestety nie zapamiętałem zakończył się moim zwycięstwem. Ghost i Chewbacca w Sokole Milenium byli wyzwaniem, ale jakoś to poszło!

Rzeczy, które przyniosłem do domu: Promo karta BB-8 z opisami w języku Aurebesh, promo żetony akrylowe do oznaczania statków, przypinka oraz podstawka pod kubek. W sumie każdy dostał na start taki pakiet, więc nie mogę powiedzieć, że coś wywalczyłem, ale i tak było zdecydowanie fajnie! Gdybym uwierzył w gracza z trzeciej rundy i zamiast zremisować wygrałbym, to dzisiaj zamiast pisać ten artykuł walczyłbym z 50 zwycięzcami eliminacji.

Ostateczne miejsce: 34 z 93 grających.

Z Bydgoskiej drużyny Mati i ja nie przeszliśmy dalej, lecz Karol i Leszek uskubali 4 wygrane! Olbrzymie gratulacje! Jak się później okazało, Karol zajął 31 miejsce i wygrał dodatkowe miarki zasięgu (olbrzymie wyróżnienie), a Leszek 41!

Na koniec było losowanie zdalnie sterowanego jeżdżącego X-winga, ale mój 1% szans nie dał rady 😀

Ostatecznym zwycięzcą Endor Open został: Piotr Kuc! Serdeczne gratulacje i powodzenia w walce o Coruscant!

Ze strony organizatorskiej olbrzymim plusem było zapewnienie dużego budynku politechniki do grania. Sędziów polowych było sporo, wyniki zapisywane były błyskawicznie i 10 godzin turnieju zakończyło się nie planowo 20:00 tylko 20:04! Cztery minuty obsuwy na 10 godzin trwania imprezy to moim zdaniem doskonały wynik! Jedynym minusem były stoły. Do grania potrzeba przestrzeni 90x90 cm. Stoły z politechniki (takie szkolne) trzeba było złączyć by móc grać dlatego w środku było lekkie zakrzywienie płaszczyzny, trochę przeszkadzające w rozgrywce. Nie mniej jednak nie dało się tego przeskoczyć, a utrudniało tylko lekkim tylko stopniu. Organizatorzy dostają u mnie 5/5!

Stoiska do kupowania rzeczy były dwa, Galakty i gadżeciarskie. Nic wprawdzie nie kupiłem choć asortyment był spory. Widok Qwirkle Star Wars dał mi raka, ale to rozmowa na inny temat.

Powrót pociągiem do Bydgoszczy spędziłem na lekturze „Lordowie Sith” oraz rozmyślaniu moich błędów i sukcesów. Wiem, że następnym razem będę bardziej przygotowany na walkę. Bo wojna dopiero się zaczęła...

 

Dziękuję Ci Leszku za zdjęcia do recenzji 😉

Artur

Mam na imię Artur. Planszòwkami zagrywam się od 8 lat, bo jakoś tak czas przy nich szybciej leci... No wiecie: Wpadłem na chwile, zostałem na dłużej, a teraz mówią do mnie: "szybciej, bo czekam na swoją turę!". Preferuję gry kooperacyjne i kolekcjonerskie gry figurkowe.

Do moich zainteresowań wchodzą też komiksy o amerykańskich superbohaterach, fantastykaoraz anime.