Tylko dokładne trafienia
Szukaj w tytule
Szukaj w treści
Szukaj w postach
Szukaj na stronach
Filtruj po kategoriach
Bez kategorii
e-Planszówka
Felieton
Gry dla dwóch
Gry ekonomiczne
Gry imprezowe
Gry jednoosobowe
Gry kafelkowe
Gry karciane
Gry kooperacyjne
Gry logiczne
Gry strategiczne
Kącik opowieści
Paski
Planszówkowa Lama
Recenzja
Relacja
TheFoTB prezentuje
Tiny Wooden Pieces
Top10
Unsorted
Up To 4 Players
Loading Quotes...

Bykon 2016 – Przygoda życia czy bolesny upadek?

Kil­ka mie­się­cy temu, pod­czas przy­pad­ko­wej wizy­ty w Cen­trum Gier Pegaz, natra­fi­łem na gru­pę mło­dych ludzi zaj­mu­ją­cej się orga­ni­za­cją nowe­go przed­się­wzię­cia w Byd­gosz­czy. Pro­jekt miał na celu zjed­no­cze­nie byd­go­skich fan­do­mów w kon­kret­nym celu – stwo­rze­nia, tak napraw­dę, pierw­sze­go poważ­ne­go kon­wen­tu w naszym mie­ście. Zapy­ta­łem pod­ów­czas o moż­li­wość wspar­cia tegoż dzia­ła­nia jako media inter­ne­to­we. Orga­ni­za­to­rzy bar­dzo chęt­nie przy­sta­li na tę pro­po­zy­cję. Tak o to dzi­siaj piszę tekst będą­cy dzien­ni­kiem mojej przy­go­dy z Byko­nem. Jak powszech­nie jed­nak wia­do­mo, przed uda­niem się do nowej loka­cji musi paść tekst….
„Przed wyru­sze­niem w dro­gę nale­ży zebrać dru­ży­nę.”

Sobota, 19.03.2016
godz. 12:30

Wraz z Power­Mil­kiem dotar­li­śmy, moim powo­zem, pod wro­ta Byko­nu. Naszym oczom uka­za­ła się spo­ra grup­ka lud­no­ści w prze­dziw­nych, biją­cych feerią barw, acz czę­sto impo­nu­ją­cych prze­bra­niach. Z wnę­trza budow­li, nie­gdyś przez histo­ry­ków okre­śla­nej jako Zespół Szkół Medycz­nych, dobiegł nas głos męż­czy­zny w poma­rań­czo­wej sza­cie: „Media i Twór­cy pro­gra­mu wcho­dzą bez kolej­ki.” Nie powiem było mi to wca­le nie­wstręt­nym. Takoż, więc dotar­łem do sta­no­wi­ska, gdzie szyb­ko doko­na­no for­mal­nej oce­ny mego wize­run­ku. Dzię­ki potę­dze Mocy wpły­ną­łem na umy­sły zasia­da­ją­cych tam, otrzy­mu­jąc sta­tus twór­cy pro­gra­mu, wraz ze sto­sow­ną legi­ty­ma­cją przed­sta­wia­ją­cą „Byk-zero”, jed­ne­go z wojow­ni­ków tur­nie­ju „Mor­tal Kom­byk”. Mój towa­rzysz, nato­miast zyskał sta­tus Byk­po­ola. Przy­wdzia­łem sza­tę mistrza Jedi, nie kry­jąc się już ze sta­tu­sem, pod­czas gdy Power przy­jął toż­sa­mość Rafa­ła Koci­niew­skie­go, jed­ne­go z lokal­nych cele­bry­tów. W ten spo­sób roz­po­czę­li­śmy infil­tra­cję ano­ma­lii zwa­nej Byko­nem. Po wstęp­nym zwia­dzie doszli­śmy do wnio­sku, że misja może prze­ro­snąć naszą dwój­kę. Na szczę­ście oka­za­ło się, iż posił­ki były w dro­dze. Kie­dy wró­ci­li­śmy do bez­piecz­nej przy­sta­ni w oko­li­cy szat­ni, moim oczom uka­za­ła się zja­wi­sko­wa dama, począt­ku­ją­ca Jedi imie­niem Rey.

Przed wyru­sze­niem w dro­gę…

Wspól­nie uda­li­śmy się w stro­nę, wyda­wa­ło­by się, przy­ja­znych nam użyt­kow­ni­ków mocy, czy­li Byd­go­skie­go Fan­klu­bu Star Wars. Na dru­gim pię­trze, bez­po­śred­nio przed salą pre­lek­cyj­ną sci-fi/postapo znaj­do­wa­ła się wysta­wa pre­zen­tu­ją­ca roz­ma­ite stat­ki uni­wer­sum Gwiezd­nych Wojen.

Chwi­lę póź­niej zaglą­da­jąc na samą salę ujrza­łem Micha­ła Roż­ka, przy­go­to­wu­ją­ce­go się do prze­pro­wa­dze­nia wykła­du „Prze­bu­dze­nia Mocy zawi­ło­ści wsze­la­kie- czy­li co mogli­ście prze­ga­pić w VII epi­zo­dzie?”. Z racji na nie­wiel­ką fre­kwen­cję roz­po­czę­cie pre­lek­cji nie­co się opóź­ni­ło, jak­kol­wiek po stu­denc­kim kwa­dran­sie, mogłem posłu­chać co takie­go, ów ora­tor ma do powie­dze­nia. Pomi­mo ocze­ki­wa­nia tudzież nie­wiel­kiej licz­by słu­cha­czy, muszę przy­znać, że nie zawio­dłem się. Rożek przed­sta­wił w cie­ka­wy i przy­stęp­ny nawet dla gwiezd­no­wo­jen­nych laików cie­ka­wost­ki zwią­za­ne z VII epi­zo­dem, włącz­nie z teo­ria­mi fanów. Gra­tu­la­cje Micha­le. W trak­cie trwa­nia wykła­du uda­ło mi się pozy­skać nowe­go agen­ta. W pierw­szej chwi­li spraw­dził czuj­ność akre­dy­tu­ją­cych obcho­dząc po kolei wszyst­kie sta­no­wi­ska, nie mniej odro­bi­nę spóź­nio­ny dołą­czył do słu­cha­nia opo­wie­ści snu­tych przez nasze­go pre­le­gen­ta. Tak o to wraz z całym swo­im bla­skiem na sce­nę wkro­czył Bajer. Pod­czas gdy Power, Bajer i ja słu­cha­li­śmy co ma do powie­dze­nia Michał, Rey zakra­dła się do urzą­dze­nia emi­tu­ją­ce­go zamro­żo­ne obra­zy na ścia­nę wspie­ra­jąc swo­ją zna­jo­mo­ścią nowo­cze­snych tech­no­lo­gii, prze­bieg wyda­rze­nia.

Jak widać fre­kwen­cja nie pora­ża­ła, ale Michał nie­stru­dze­nie mówił dalej!

Po zakoń­czo­nej atrak­cji uda­li­śmy się w podróż aby dokład­nie prze­śle­dzić zabu­rze­nie Mocy i usta­lić o co tu tak napraw­dę cho­dzi. Po wyj­ściu z Sali musie­li­śmy skon­fron­to­wać żeń­ski odpo­wied­nik Kylo Rena. (Swo­ją dro­gą cie­ka­we, czy Abrams zatwier­dził­by gen­der w Gwiezd­nych Woj­nach). Po krót­kiej wymia­nie cio­sów, zgod­nie z kano­nem Rey zwy­cię­ży­ła, nato­miast poko­na­ny łotr uciekł w stro­nę Ola­fa Fjols­fin­na.

Sobota 19.03.2016 14:15

Obej­rze­li­śmy sto­iska wystaw­ców, gdzie moż­na było nabyć wszel­kiej maści pamiąt­ki czy róż­no­ści zwią­za­ne ze świa­tem komik­sów, fan­ta­sty­ki czy scien­ce-fic­tion. Kolej­nym eta­pem wędrów­ki naszej weso­łej kom­pa­nii zosta­ła sala kon­so­lo­wa, gdzie moż­na było pograć w takie wspa­nia­ło­ści jak Marvel vs Cap­com, Metal Gear Solid, Guil­ty Gear X (gra mało zna­na, ale darzę ją prze­ogrom­nym sen­ty­men­tem), czy w Pega­su­so­we kla­sy­ki jak Con­tra lub Mario. Po krót­kiej wymia­nie cio­sów, w powyż­sze tytu­ły, z Rey, poszli­śmy dalej.

Rey chce mi spu­ścić splen­dor!

Powo­li koń­czy­ły nam się racje żyw­no­ścio­we, ale nim przy­stą­pi­li­śmy do szu­ka­nia poży­wie­nia, prze­for­so­wa­łem pomysł wzię­cia udzia­łu w pre­lek­cji pro­wa­dzo­nej przez Daeva­lię oraz Piar­dzio­fsz­taj­ny Czosz­plej (ser­decz­nie pozdra­wiam) na temat Cosplayu dla począt­ku­ją­cych.  Dziew­czy­na opo­wia­da­ła w bar­dzo obra­zo­wy, inte­re­su­ją­cy spo­sób o swo­jej pasji, zara­ża­jąc ponie­kąd słu­cha­czy. Miłym aspek­tem były rekwi­zy­ty, któ­re każ­dy mógł obej­rzeć czy przy­mie­rzyć, będą­ce dzie­łem pre­le­gent­ki.  Dowie­dzia­łem się tam wie­lu cie­ka­wych porad odno­śnie tegoż zagad­nie­nia, kil­ka zamie­rzam wpro­wa­dzić w życie w naj­bliż­szej przy­szło­ści.  Wykład zakoń­czył się sel­fie wyko­na­nym przez samą Daeva­lię.

Daeva­lia Cosplay i Piar­dzio­fsz­taj­ny Czosz­plej pro­wa­dzą pre­lek­cję

 

Rey wto­pi­ła się w oto­cze­nie cosplay­erek…

 

Bajer też.

Sobota 19.03 godz. 16:00

Power­Milk poległ. Zosta­ła nas trój­ka. Nic tak nie poma­ga na żal po utra­cie kam­ra­ta jak zaspo­ko­je­nie gło­du takoż więc uda­li­śmy się na poszu­ki­wa­nie poży­wie­nia. Zba­wien­nym punk­tem dla stru­dzo­nych wędrow­ców oka­zał się Punkt Zama­wia­nia Piz­zy. Pozdra­wiam Moni­kę, przyj­mu­ją­cą zamó­wie­nie. Zasmu­cił nas jedy­nie czas ocze­ki­wa­nia – 90 minut. Rey posta­no­wi­ła prze­pro­wa­dzić śledz­two na pre­lek­cji o Gwiezd­nych Woj­nach, pod­czas gdy wraz z Baje­rem wyko­rzy­sta­li­śmy dany nam czas na dokład­ne obej­rze­nie sto­isk. Na dro­dze sta­nął nam kolej­ny prze­ciw­nik: „pani ze sto­iska z róż­no­ścia­mi” Przez dobre dwa­dzie­ścia minut dziel­nie jadła przy nas i opo­wia­da­ła o jedze­niu. Chcia­ła nas znisz­czyć psy­chicz­nie, ale się nie dali­śmy. Nie uda­ło jej się też wma­new­ro­wać nas w zakup cze­go­kol­wiek. Nie mniej muszę zazna­czyć, iż mia­ła bar­dzo boga­ty zasób cie­ka­wych wisior­ków, cho­ciaż­by z sym­bo­lem Marve­lo­wej Hydry czy Dale­kiem z Dok­to­ra Who. W sąsied­nim skle­pi­ku moją uwa­gę przy­ku­ła man­ga z opo­wia­da­nia­mi Love­cra­fta. Nie czy­tam japoń­skich komik­sów, acz­kol­wiek tema­ty­ka histo­rii obraz­ko­wych nie jest mi obca takoż więc doce­ni­łem aspekt wizu­al­ny, kre­ska była napraw­dę dobra. Kolej­ny wystaw­ca przy­cią­gał maskot­ka­mi Poke­mo­nów, istot moje­go dzie­ciń­stwa… Opie­ra­jąc się uro­kom wszyst­kich tych wspa­nia­ło­ści podą­ży­li­śmy ścież­ką Mocy dołą­cza­jąc do Rey na pre­lek­cji.  Zdą­ży­li­śmy aku­rat na dys­ku­sję odno­śnie posta­ci Kylo Rena, któ­rej ini­cja­to­rem był po raz kolej­ny Michał Rożek. Pró­bo­wał on bro­nić nie­ja­ko popu­lar­ne­go w świe­cie zda­nia, iż ów łotr nie jest godzien być praw­dzi­wym anta­go­ni­stą w Star Wars. Ja powiem tyle, czas poka­że co i jak z tą posta­cią. Po zakoń­cze­niu dys­ku­sji posta­li­śmy jesz­cze chwi­lę przy wysta­wie BFSW po czym zba­da­li­śmy sta­tus nasze­go zamó­wie­nia. Piz­za już dotar­ła. Zasie­dli­śmy więc z Rey i Baje­rem do uczty…

Sobo­ta 19.03 godzi­na 17:45

Wspól­nie z dru­ży­ną pod­ję­li­śmy decy­zję, idzie­my do Game­sro­omu. Tutaj zasko­cze­nie. Nie­ste­ty o ile powierzch­nio­wo nie mam zastrze­żeń, zawsze było miej­sce dla kolej­nych gra­czy, to już wybór gier nie­co mnie roz­cza­ro­wał. Rap­tem kil­ka tytu­łów z cze­go mój znie­na­wi­dzo­ny Splen­dor aż w trzech egzem­pla­rzach. Spo­śród tych­że wybra­li­śmy Sze­ry­fa z Not­tin­gham. Kie­dy wypo­ży­cza­łem tę grę jesz­cze nie wie­dzia­łem co cze­ka nas póź­niej. Do par­tii dosia­dła się, opie­ku­ją­ca Game­sro­omem, Aga.  Po zakoń­czo­nej par­tii Rey pobie­gła znów do BFSW, Aga zaję­ła się nad­cho­dzą­cym tur­nie­jem Ashes, a my z Baje­rem posta­no­wi­li­śmy zwró­cić grę. Jak się oka­za­ło nie było to wca­le takie pro­ste. Tutaj na osob­ny aka­pit zasłu­gu­je gżdacz peł­nią­cy wów­czas funk­cję wyda­wa­nia i przyj­mo­wa­nia gier.

Na iden­ty­fi­ka­to­rze wid­nia­ły sło­wa „Pan Krzysz­tof” tako więc będę go opi­sy­wał. Po odda­niu prze­ze mnie pudeł­ka ów Pan Krzysz­tof wycią­gnął instruk­cję, zaj­rzał do środ­ka i…. zaczął liczyć ele­men­ty. W grze w któ­rej jest 110 kart i co naj­mniej dru­gie tyle żeto­nów… Nie inte­re­so­wa­ły go zapew­nie­nia, on był dokład­ny. Nie mogło mu umknąć nic. Nie wzru­szy­ło go nawet kie­dy zna­jo­my z Sali pole­cił mu spraw­dze­nie jesz­cze naszych prze­wo­dów pokar­mo­wych na wszel­ki wypa­dek… Tako więc Pan Krzysz­tof, boha­ter kon­wen­tu nie­wzru­sze­nie liczył kolej­ne ele­men­ty, zabie­ra­jąc nam cen­ny kon­wen­to­wy czas. Nie­waż­ne czy to media czy pre­le­gent, Panu Krzysz­to­fo­wi nie umknie żaden łachu­dra! Mógł­bym go okre­ślić mia­nem anio­ła stró­ża Game­sro­omu czy też może Sher­loc­ka Hol­me­sa na tro­pie zło­dziei żeto­nów… No nie wiem acz­kol­wiek cała sytu­acja mogła­by mieć sens w momen­cie, gdy­by ktoś przed wyda­niem nam gry, prze­li­czył zawar­tość…. Z tego miej­sca pra­gnę ser­decz­nie pozdro­wić Pana Krzysz­to­fa i na przy­szłość pro­szę zwra­cać uwa­gę kogo Pan Krzysz­tof spraw­dza.

Po tej jak­że wyczer­pu­ją­cej przy­go­dzie posta­no­wi­li­śmy, że czas zabrać Rey i wyru­szyć w podróż do karcz­my Cyber­ma­chi­ną zwa­nej. War­to zazna­czyć, że jako posia­da­cze Byko­no­wych prze­pu­stek mie­li­śmy tam zniż­ki, dla­te­go zamiesz­czam to rów­nież w mojej rela­cji jako inte­gral­na jej część. Od razu posta­no­wi­li­śmy skryć się w naj­dal­szym jej zakąt­ku, by nikt nam nie prze­szka­dzał. Była to sala komik­so­wa, w któ­rej na Xbo­xie moż­na było pograć w Just Dan­ce, ulu­bio­nej grze Rey. Tako więc tań­czy­li­śmy, pili­śmy i tań­czy­li­śmy. Nie­ba­wem nasze gro­no powięk­szy­ło się o pozna­ne wcze­śniej cosplay­er­ki, Daeva­lię, Mar­ty­nę i ich świ­tę. Nie­co mniej pro­szo­nym gościem oka­zał się męż­czy­zna, okre­śla­ny przez Baje­ra mia­nem wodzi­re­ja. Dosiadł się do kon­so­li i zaczął wybie­rać nam pio­sen­ki do tań­cze­nia, niby nie­groź­ny, ale nie potrzeb­ny ani­ma­tor… No cóż naj­waż­niej­sze że on się w tej roli dosko­na­le bawił. Nim wybi­ła godzi­na 22:00 nad­szedł czas na powrót na Bykon. Dla mnie była to już ostat­nia godzi­na kon­wen­tu. Do 23:00 gra­li­śmy w Pra­wo Dżun­gli po czym zakoń­czy­łem przy­go­dę z Byko­nem wycho­dząc tanecz­nym kro­kiem w rytm śpie­wa­nej przez oso­by akre­dy­tu­ją­ce pio­sen­ki: „Na jed­nej z dzi­kich plaż”.

Podsumowanie

Mistrz i Mał… tzn. Ale­ris i Rey

Bykon 2016 przede wszyst­kim poka­zał, iż w Byd­gosz­czy leży spo­ry poten­cjał. Wspól­na pra­ca wszyst­kich fan­do­mów pozwo­li­ła na przy­go­to­wa­nie peł­ne­go atrak­cji 24 godzin­ne­go kon­wen­tu. Nie nudzi­łem się ani przez chwi­lę. Moż­na by się cze­piać że było mało ludzi, acz­kol­wiek jak dla mnie 450 osób to wca­le nie tak mało, zwa­żyw­szy na pierw­szą edy­cję wyda­rze­nia. Bykon był nie­ja­ko eks­pe­ry­men­tem mają­cym na celu spraw­dze­nie, czy nasze mia­sto może wyko­nać uda­ny zjazd fanów fan­ta­sty­ki. Eks­pe­ry­ment się powiódł. Zadba­no nawet o takie spra­wy jak punkt zama­wia­nia piz­zy, któ­ry oka­zał się pomy­słem feno­me­nal­nym. Nie obej­dzie się jed­nak bez kil­ku słów kry­ty­ki mojej stro­ny. Poza Panem Krzysz­to­fem, myślę że war­to nad­mie­nić znie­chę­ce­nie nie­któ­rych osób zwią­za­ne z limi­tem miejsc. Rozu­miem wymo­gi imprez maso­wych nie mniej jed­nak na przy­szłość war­to by było to zmie­nić. Zra­zić kogoś jest łatwo gorzej prze­ko­nać by przy­szedł po raz kolej­ny. Zabra­kło mi też aspek­tów komik­so­wych spo­koj­nie moż­na było wydzie­lić jed­ną salę na ten cel. Na deser dorzu­cę już tyl­ko uwa­gę, że jako patron medial­ny otrzy­ma­li­śmy jed­ną dar­mo­wą wej­ściów­kę ale w prze­ci­wień­stwie do innych, nasze­go logo nie moż­na było zna­leźć nigdzie na kon­wen­cie, ani w bro­szur­kach ani na iden­ty­fi­ka­to­rach. W ostat­nim zda­niu chcę zazna­czyć, że pomi­mo tych dro­bia­zgów Bykon się udał i zamie­rzam być na kolej­nej edy­cji i Was rów­nież na nią ser­decz­nie zapra­szam!

 

Dzię­ku­ję Power­Mil­ko­wi za udo­stęp­nie­nie zdjęć!!

Aleris

Moja przygoda z grami planszowymi zaczęła się już we wczesnej młodości, gdyż w wieku lat siedmiu zacząłem z tatą odkrywać tajniki szachów, Grzybobrania, Eurobiznesu (na którym w końcu każdy się wychował), itp. Powoli przerzuciliśmy się na bardziej zaawansowane jak na lata 90-te produkty firmy MB Parker. Operacja, Upiorne Zamczysko czy Pułapka na myszy do dnia dzisiejszego kurzą się na strychu. Później w moim sercu miejsce dla siebie znalazły RPG-i. Przez długi czas nie myślałem o powrocie do zwykłych gier planszowych. Wszystko zmieniło się, gdy urzekł mnie opis gry pod tytułem Munchkin... Bez dłuższego zastanawiania się zainwestowałem w tę pozycję i tak bardzo wciągnęła moich znajomych - nie raz skracaliśmy sesję, ażeby tylko trochę popsuć sobie nawzajem krwi przy zdobywaniu skarbów i poziomów. Następne wydarzenia potoczyły się niemalże lawinowo. Noc Planszówek organizowana przez Centrum Gier Pegaz, wciągnięcie znajomych... Od zakupu Munchkina mijają niespełna 3 lata. Dziś już wiem czym są gry kooperacyjne, co mi się w grach podoba, a co nie.

Kiedy przyjaciel zapytał mnie czy chcę uczestniczyć w projekcie The Fellowship of the Board (choć jeszcze się tak nie nazywał) nie miałem najmniejszych wątpliwości. Zabrałem ciężki wolumin księgi zaklęć i ruszyłem by wesprzeć dawnego towarzysza.