Tylko dokładne trafienia
Szukaj w tytule
Szukaj w treści
Szukaj w postach
Szukaj na stronach
Filtruj po kategoriach
Bez kategorii
e-Planszówka
Felieton
Gry dla dwóch
Gry ekonomiczne
Gry imprezowe
Gry jednoosobowe
Gry kafelkowe
Gry karciane
Gry kooperacyjne
Gry logiczne
Gry strategiczne
Kącik opowieści
Paski
Planszówkowa Lama
Recenzja
Relacja
TheFoTB prezentuje
Tiny Wooden Pieces
Top10
Unsorted
Up To 4 Players
Loading Quotes...

Top 10 gier roku 2015

 

Rok 2015 dobiegł już końca. Podczas tego okresu w moim życiu zaszło wiele zmian, zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych. Analizując je, zacząłem się zastanawiać, jak zmienił się sposób postrzeganie gier planszowych przez społeczeństwo. Zdecydowanie rzadziej spotykam się bowiem z dziwnymi spojrzeniami na wieść o moim hobby. Puby powoli decydują się na wzbogacenie oferty rozrywkowej o gry stolikowe, a coraz większa liczba osób słysząc „planszówka” nie myśli już tylko o Chińczyku i proponuje Carcassonne. Jeżeli trendy dalej będą zmierzały w tym kierunku, to kto wie -  może w niedalekiej przyszłości podbijemy świat mody kreacjami w kształcie meepli czy butami na wzór kostek. Zapraszam do mojego prywatnego top 10 roku 2015.

Chciałbym jednak skupić się na tytułach poznanych w tym roku, które zasługują na szczególne - w mojej opinii rzecz jasna - wyróżnienie. Właśnie dlatego stworzyłem niniejsze top 10 gier roku 2015. Od razu uprzedzam, zawarłem w nim tylko produkcje, w które zagrałem po kilka, kilkanaście partii, dlatego nie zlinczujcie mnie za brak jakiegoś istotnego tytułu. Ostrzegam również, że lista – jak każde top 10 - jest bardzo subiektywna. Nie lubię nużących gier optymalizacyjnych, dlatego nie spodziewajcie się ich w tym zestawieniu.

Zapraszam zatem do czytania.

  1. Mamy szpiega

Wybitna w swej prostocie gra imprezowa. Widziałem już mnóstwo zupełnie obcych sobie ludzi, poznających się poprzez tę zabawę. Wszyscy otrzymujemy karty z jakąś lokalizacją, a jeden spośród uczestników dostaje zamiast niej kartę szpiega. Od teraz liczymy 8 minut, zadając po kolei pytania odnośnie lokalizacji. Cały problem polega na tym, że jeżeli zapytanie będzie zbyt oczywiste, szpieg domyśli się gdzie jesteśmy i przegramy. Jeśli będzie ono jednak zbyt dalece skojarzone, to rzucimy na siebie podejrzenie o bycie szpiegiem. W grze chodzi bowiem o to, by znaleźć zdrajcę,który próbuje nas zlokalizować. Wspaniała zabawa, pozwalająca stworzyć swego rodzaju gagi sytuacyjne. Koniecznie musicie wypróbować!

  1. Fluxx

Kolejna imprezówka. Tym razem jednak trudno mi powiedzieć, jakie są zasady i cel gry. Cała jej magia polega bowiem na tym, że oba aspekty nieustannie się zmieniają. Każdy z graczy może niemalże dowolnie kształtować tę grę. Fluxx to więcej niż zwykła karcianka. Tutaj w zależności od tego, jaką kartę zagramy, możemy sprawić, iż nasza tura potrwa 15 sekund, minutę bądź minut 10 w skrajnych przypadkach. W naszym kraju Fluxx stanowi powiew świeżości, choć za granicą, to zdecydowanie nie jest nic nowego. Miłym ukłonem w stronę graczy jest również możliwość zakupu jednej z trzech dostępnych na rynku wersji. Osobiście polecam tę z Cthulhu 🙂

  1. Megawojownicy

Lekka, acz przepełniona humorystycznymi obrazkami i zabawą konwencjami gra wydawnictwa REBEL. Każdy z graczy wciela się w rolę glad... hmmm woj.... a w sumie megawojownika, gdyż trudno inaczej nazwać takie postaci jak krasnolud – samuraj, kuchcik muszkieter czy... miotające głazami drzewo. Wszyscy naraz wybieramy jedną z dostępnych nam kart akcji i realizujemy je zgodnie z kolejnością ich numerków. Gra bardzo dobrze działa przy dużej liczbie graczy - nie polecam grania w mniej niż 4 osoby. Sam świetnie się przy niej bawiłem na wszelkiej maści konwentach, czy większych spotkaniach w pubach.

  1. 7 Cudów – Pojedynek

Tak, zdaję sobie sprawę, że to już staje się nieco nudne. Pojedynek to moim zdaniem dobra mechanicznie gra na dwie osoby zachowująca klimat wielkopudełkowego pierwowzoru, a jednocześnie wyraźnie się od niego różniąca. Nie mamy tutaj draftu, raczej wybieramy spośród odkrytych kart leżących na stole. Możemy zwyciężyć aż na trzy sposoby, stworzenie najlepszej opcji nie jest jednak wcale takie proste. Odpowiednia doza losowości nadaje grze regrywalności, co przy dwuosobówkach zwykle bywa problemem. Warto zaznaczyć, iż przy tej grze Antoine Bauza współpracował z innym znanym autorem – Bruno Cathalą i muszę przyznać, że spisali się na medal.

  1. Andromeda

Andromeda to zdecydowana świeżynka od Galakty. Produkcja polskiego autora, traktująca o konflikcie kilku ras kosmitów, rywalizujących o jedyną spuściznę nieistniejącej już rasy ludzi – tytułowy statek. Chcąc osiągnąć dominację chcemy zebrać określoną liczbę punktów. A jak to zrobić? Poprzez kontrolę obszarów stacji, jak również wykonywanie swego rodzaju achievmentów, nazwanych tutaj celami. Przyjąłem taką nomenklaturę, gdyż przypominało mi to rozgrywkę na Steamie, gdy nagle zrobię coś i dostaję wyżej wspomniane osiągnięcie – np. umieść 6 badaczy w jednym pomieszczeniu, czy: kontroluj najwięcej obszarów mając jednocześnie najmniej punktów. Zanim jednak kupicie tę grę, musicie wiedzieć, że to ciężka, pochłaniająca zabawa, a nie pląsanie po zielonej łączce z pluszowym króliczkiem. Każdy błąd może kosztować Was zwycięstwo, a nad właściwym posunięciem będziecie myśleć, myśleć i myśleć... Nie mniej bardzo dobrze się przy niej bawiłem.

  1. Myszki w opałach

Reiner Knizia u szczytu formy. Wydawnictwo Lucrum szturmem zdobyło moje serce wydając masę ciekawych tytułów, które na tej liście się niestety nie zmieściły. W tym jednak przypadku, zupełnie zasłużenie polecam Myszki i to dla osób w każdym wieku. Niby prosta gra - ot rzucamy kostkami i układamy znaczniki myszek na polach jedzenia, jakie nam wypadły. Szkopuł tkwi w tym, iż za każdym razem, gdy nie uda nam się w całości zebrać jakiegoś produktu, coraz bliżej nas znajduje się figurka kota. Modulowane poziomy trudności sprawiają, że można dobrze się bawić zarówno z dziećmi, jak i w gronie dorosłych, traktując to jak zabawę logiczną. Instrukcja zawiera również spis motywujących haseł odczytywanych w zależności od tego, ile jedzenia nam zabrakło, gdy znalazł nas kot, bądź też o ile pól zdołaliśmy go wyprzedzić.

  1. Tajniacy

Kolejna nowość od wydawnictwa Rebel. Tym razem autorem jest uznany Vlaada Chvatil. Dzielimy się na dwie drużyny, budujemy kwadrat złożony z 25 haseł. Szefowie drużyn za pomocą skojarzeń muszą nakierować zespół na właściwe słowa. Jednak trzeba uważać aby nie dać punktu przeciwnikom, kiedy odgadujący trafią w niewłaściwy wyraz, bądź też - co gorsza - w tajemniczą, odzianą w prochowiec postać, nazwaną przez nas roboczo na cześć kolegi: Śledziem. Odkrycie tej karty automatycznie kończy zabawę porażką. W pudle mamy 400 haseł i masę możliwości układu kolorów, jak również możemy pobrać aplikację samoistnie generującą ów rozkład drużynowych słów-kluczy. Co ciekawe, ta produkcja trafiła w gusta największych przeciwników gier typu kalambury, a to już chyba chyba coś znaczy.

Czas zatem na podium dzisiejszego zestawienia....

  1. Colt Express

Wydawnictwo REBEL uderza ponownie. Tym razem rabowanie pociągu na Dzikim Zachodzie. Nigdy nie sądziłem, że można zrobić tak przyjemną, klimatyczną grę. Wcielamy się w złodziei pragnących wynieść jak największy łup z pociągu. Każdy z pretendentów do lauru zwycięstwa ma własną, niepowtarzalną zdolność, przydatną w róznych sytuacjach. Ponadto warto zauważyć, iż plansza jest trójwymiarowa. Faktycznie chodzimy po wagonikach, a nie tylko nadrukach na planszy. Mechanika gry sprowadza się do rzucania kart w ciemno bądź jawnie w zależności od tego, co mówi wydarzenie losowane na początku tury. Zagrywamy je po kolei, a następnie rozpatrujemy od pierwszej do ostatniej, realizując wskazane na nich akcje. Klimat westernowy, strzelanie, wyścig po kasę... czyli ogrom negatywnej interakcji, a jednocześnie świetnej zabawy. Gorąco polecam!

  1. Kiedy piszę te słowa w tle dźwięczy mi motyw muzyczny z Tatooine. Tak, dobrze się domyślacie. Drugie miejsce zajmuje najlepsza moim zdaniem tegoroczna gra przygodowa – Imperium Atakuje.


    Niektórym z Was może się wydawać, że to klon Descenta. I pewnie macie trochę racji, ale mimo wszystko to Gwiezdne Wojny, a nie jakieś tam randomowe dungeoncrawle. Jeden z graczy wciela się w rolę Imperium, pozostali natomiast w Rebelianckich agentów. Mamy tu ikoniczne postaci nieznane niestety nam z ekranu, adeptkę Jedi, przemytniczkę, Wookiego, czy zwykłego – i jednocześnie niezwykłego - żołnierza rebelii. Niesamowity klimat, rozgrywanie kampanii, gdzie między misjami rozwijamy naszych bohaterów, a sukces lub porażka akcji prowadzą do innego rozgałęzienia fabuły to całkiem konkretne argumenty. Dodam też, iż księga przygód zawiera ich aż 30, co stanowi doskonały dowód na jej regrywalność. Mówicie, że mało? Chyba zapomniałem jeszcze wspomnieć o możliwości mierzenia się w nowym systemie bitewnym, polegającym na przeprowadzaniu konkretnych scenariuszy, gdzie cele obu zwalczających się frakcji są różne. A co ze znanymi bohaterami? Chcielibyście zobaczyć pojedynek Luka z Vaderem? Proszę bardzo – już w podstawowej wersji gry otrzymujecie te dwie figurki, można je wykorzystać zarówno w kampanii jak i podczas rozgrywek skirmishowych. Gra jest bardzo droga, ale gwarantuję Wam, iż nie pożałujecie ani jednej złotówki.

1. Wojownicy Podziemi

Zdecydowanie nalepsza gra ubiegłego roku. Pisałem już wielokrotnie w zestawieniach o jej zaletach. Trafia do każdego. Dzięki Wojownikom, zachęciłem do naszego hobby masę ludzi w tym roku. Nigdy bym nie przypuszczał, iż połączenie dungeon crawla z dartem może okazać się hitem. Wcielamy się w rolę niezbyt heroicznych postaci udających wielkich bohaterów. Za karę lądujemy w tytułowych podziemiach, staramy się przetrwać i wyjść z nich całym i zdrowym. W każdej komnacie czai się potwór. Aby go pokonać musimy rzucać kostkami do tarczy, a nie jest to jednak wcale takie proste, jak się wydaje... Lucrum wykonało kawał solidnej roboty przy tłumaczeniu, każda karta zawiera kultowe teksty, niby napisane w tle, a jednak nadające swego rodzaju smaczku. Wyobraźcie sobie, że grając ulubionym czarodziejem Randalfem znajduję potwora – bodajże Prastarego Maga, a w tle na karcie owego monstrum czytam: „Nie, Randalf, to ja jestem Twoim ojcem!” Po prostu spadłem z krzesła. Ta gra to jakość sama w sobie. W zestawie otrzymujemy nawet wieże do samodzielnego złożenia, będącą jednocześnie podajnikiem do kart, co znacznie ogranicza miejsce przez grę zajmowane. Za cenę sugerowaną 159zł otrzymujemy masę zabawy, grę która z pewnością nie zejdzie ze stołu przez długie miesiące.

Tytuł ten tak mnie oczarował, że z wypiekami na twarzy czekam na kolejne dodatki 🙂

Aleris

Moja przygoda z grami planszowymi zaczęła się już we wczesnej młodości, gdyż w wieku lat siedmiu zacząłem z tatą odkrywać tajniki szachów, Grzybobrania, Eurobiznesu (na którym w końcu każdy się wychował), itp. Powoli przerzuciliśmy się na bardziej zaawansowane jak na lata 90-te produkty firmy MB Parker. Operacja, Upiorne Zamczysko czy Pułapka na myszy do dnia dzisiejszego kurzą się na strychu. Później w moim sercu miejsce dla siebie znalazły RPG-i. Przez długi czas nie myślałem o powrocie do zwykłych gier planszowych. Wszystko zmieniło się, gdy urzekł mnie opis gry pod tytułem Munchkin... Bez dłuższego zastanawiania się zainwestowałem w tę pozycję i tak bardzo wciągnęła moich znajomych - nie raz skracaliśmy sesję, ażeby tylko trochę popsuć sobie nawzajem krwi przy zdobywaniu skarbów i poziomów. Następne wydarzenia potoczyły się niemalże lawinowo. Noc Planszówek organizowana przez Centrum Gier Pegaz, wciągnięcie znajomych... Od zakupu Munchkina mijają niespełna 3 lata. Dziś już wiem czym są gry kooperacyjne, co mi się w grach podoba, a co nie.

Kiedy przyjaciel zapytał mnie czy chcę uczestniczyć w projekcie The Fellowship of the Board (choć jeszcze się tak nie nazywał) nie miałem najmniejszych wątpliwości. Zabrałem ciężki wolumin księgi zaklęć i ruszyłem by wesprzeć dawnego towarzysza.