Tylko dokładne trafienia
Szukaj w tytule
Szukaj w treści
Szukaj w postach
Szukaj na stronach
Filtruj po kategoriach
Bez kategorii
e-Planszówka
Felieton
Gry dla dwóch
Gry ekonomiczne
Gry imprezowe
Gry jednoosobowe
Gry kafelkowe
Gry karciane
Gry kooperacyjne
Gry logiczne
Gry strategiczne
Kącik opowieści
Paski
Planszówkowa Lama
Recenzja
Relacja
TheFoTB prezentuje
Tiny Wooden Pieces
Top10
Unsorted
Up To 4 Players
Loading Quotes...

TOP 10 gier familijnych

Święta zbliżają się ku końcowi, nie mniej większość z nas z przyczyn urlopowych, tudzież przerwy w nauczaniu ma jeszcze wolne. Czas ten proponuję spędzić na rodzinnych turniejach gier planszowych. Nasuwa się jednak pytanie, jakie tytuły wybrać, aby nie zrazić domowników do tego typu zabawy? Budując tę listę starałem się umieścić na niej lekkie, przyjemne i przede wszystkim niezbyt skomplikowane gry, które umilą popołudnie zarówno dzieciom, jak i dorosłym. Zebrałem moim zdaniem najciekawsze pozycje z kategorii gier familijnych. Nie znajdziecie tu, drodzy czytelnicy, tytułów hermetycznych tematycznie, czy ciężkich strategii 4X.

Przedstawiam Wam zatem moje prywatne top 10 gier familijnych.

 

  1. Wsiąść do Pociągu: Europa

Ta gra to już klasyk. Myślę, że każdy coś już o niej słyszał, a większość z was nawet weń grała. Dla pozostałych jednak krótkie wyjaśnienie – na początku rozgrywki losujemy trasy kolejowe, które następnie staramy się wybudować. Naszą planszą jest mapa Europy poprzecinana kolorowymi liniami kolejowymi. Mechanicznie gra sprowadza się do dobierania kart aż do momentu, gdy możemy je zagrać. Następnie, w zależności od ich liczby i koloru, stawiamy na jednej z linii łączących dwa sąsiednie miasta figurki wagoników naszego koloru. Do zestawienia wykorzystuję wariant Europy, gdyż zniwelowano w niej poziom negatywnej interakcji widoczny w wersji USA. Pociągi to temat moim zdaniem uniwersalny, każdy nimi podróżuje. Zasady są na tyle proste, że ani młody człowiek, ani osoba starsza nie będą mieli większych problemów z ich przyswojeniem. Jeśli gra Wam się spodoba - na rynku mamy dostęp do szeregu dodatków wzbogacających jej podstawową wersję.

  1. Carcassone

Budujemy średniowieczne miasta, pola, drogi czy katedry. Wszystko na zasadzie losowania kafelków i dokładania ich do już istniejących. Innowacyjny sposób tworzenia planszy w trakcie gry może się spodobać wielbicielom puzzli. Punktowanie w grze odbywa się na specjalnych zasadach dokładania swoich pionków na położone kafelki. W momencie, gdy spełnimy określoną zasadę (np. ukończymy miasto z naszym pionkiem) otrzymujemy punkty za każdy kafelek zapewniający nam osiągnięcie celu. Widoczne są tu elementy zdrowej rywalizacji, które na pewno zachęcą dzieci do dalszych rozgrywek. Gdy komuś uda się bowiem ukończyć jakieś gigantyczne miasto, zdobywa za nie masę punktów, co umożliwia wyprzedzenie w rankingu wszystkich pozostałych graczy. Zasady są bardzo proste, a cena – w przełożeniu na wykonanie gry – bardzo przyjemna dla oka.

8.CVlizacje

Tegoroczna nowość od Granny. Nieskomplikowana mechanika zbierania zasobów, okraszona specyficznymi grafikami, które zapewne nie każdemu przypadną do gustu (mnie osobiście bardzo się spodobały). W każdej turze zagrywamy dwie z puli ośmiu kart akcji, a następnie wykonujemy je w podanej kolejności, pozyskując w ten sposób zasoby. Umożliwiają nam one kupno kart rozwijających naszą CVlizację i punktujących jednocześnie na koniec gry. Doskonała zabawa, szczególnie jeżeli ktoś wgłębia się fabularnie i tworzy Hedonistycznych wegan, stoików albo ugrupowanie feministek, które oswoiły koty... Świetna pozycja szczególnie dla osób, które dopiero raczkują w świecie gier planszowych.

  1. 7 Cudów Świata

Ten żart się nam nie znudzi.... Zastanawiacie się pewnie, czemu tak świetny tytuł znalazł się dopiero na tej pozycji. Otóż - gra ta ma pewną szczególną wadę – bardzo ciężko się ją tłumaczy. Nie jest to pozycja z gatunku samotłumaczących się podczas rozgrywki. Trzeba dokładnie przedstawić współgraczom wszystkie symbole, jakie zostały w niej użyte. Nie mniej jednak, jest to jedna z najlepszych gier, w jakie zdarzyło mi się grać. Mechanika draftu połączona z tworzeniem własnego cudu. Świetne wykonanie i dobry stosunek ceny do jakości. Kiedy już przebrniecie przez tłumaczenie zasad, to gwarantuję Wam, że na jednej partii się nie skończy.

6.Żółw i zając

Nowość od 2 pionków, jak to określił mój przyjaciel: Pędzące żółwie na sterydach. I faktycznie tak jest - gracze obstawiają, które zwierzątko wygra w wyścigu. A każde z nich porusza się w nieco inny sposób. Sama rozgrywka to zwyczajne wybieranie kart z ręki i próba „przepchnięcia” naszego faworyta do mety. Proste, a daje masę zabawy. Jako ciekawostkę powiem, że chcieliśmy potraktować tę grę jako filler między większymi tytułami, ale jakoś tak wyszło, że nie mogliśmy się z żółwiem i zającem rozstać. 🙂

5.Sabotażysta

Któż z nas nie zna Królewny Śnieżki i 7dmiu krasnoludków? To wspaniała historia. I na pewno wszyscy pamiętamy, że te niewielkie istoty, które pomogły naszej bohaterce, pracowały w kopalni. Tu właśnie fabularnie przenosi nas ta niewielka gra. Naszym celem jest dokopanie się do bryłki złota, dokładając kolejne karty tuneli. Na końcu rozłożone są trzy zakryte karty, z których pod jedną czai się złoto. Za pomocą dobranych kart próbujemy osiągnąć cel z gry. I w tym momencie przestaje już być tak łatwo -  co najmniej jeden z nas to sabotażysta, a on wcale nie chce by nam się udało. Co tu zrobić? Jak sobie z nim poradzić?  Bardzo dobry sposób na wprowadzenie rodziny w gry z ukrytą tożsamością.

4.Kto drugi ten lepszy

Wydawałoby się, że gry wyścigowe, w których pionki decydują o tym, komu przypadnie laur zwycięstwa, to relikt przeszłości. Otóż, jak się okazuje można z tego stworzyć bardzo ciekawą mechanikę. Może niech tym razem wygra osoba, która będzie druga? Plansza składa się z pól z dodatnimi i ujemnymi punktami. Wszyscy na raz zagrywamy na siebie, bądź na przeciwników, karty mówiące o ile i w którą stronę pionek danego gracza się przesunie. Kiedy skończą nam się karty na ręce, gracz zajmujący drugie miejsce otrzymuje nadrukowaną na jego polu liczbę punktów. Gramy tak kilka rund a na koniec...wygrywa ten, kto zebrał drugą najwyższą liczbę punktów. Proste, acz genialne!

  1. Timeline

Budowanie osi czasu będzie wyzwaniem chyba dla każdego. Dziadkowie, rodzicie i dzieci doskonale mogą zintegrować się przy tej małej i nieskomplikowanej grze. Ot po prostu dostajemy pulę kart wynalazków, które musimy położyć na osi czasu po prawej bądź po lewej stronie wylosowanej na początku karty odniesienia. Odpowiadamy sobie na pytanie, czy najpierw stworzono telefon czy może odkryto grupy krwi? Wygrywa ten kto najszybciej pozbędzie się kart. Gra przyjmuje się naprawdę w każdym gronie (prawda, Artur?).

  1. Przebiegłe Wielbłądy

Wcielamy się w postać szejka obstawiającego wyścigi wielbłądów. Kolejna gonitwa w moim zestawieniu. Tym razem jednak główną atrakcją jest sposób, w jaki zwierzęta dążą do mety. Mamy specjalną piramidę, skonstruowaną w taki sposób, iż możemy umieścić weń kolorowe kostki, a gdy ją odwrócimy wypada tylko jedna. Na każdej rozpisane są wartości od 1 do 3. W trakcie rozgrywki gospodarujemy naszymi początkowymi pieniędzmi obstawiając poszczególne etapy wyścigu jak i wynik końcowy. Kto najwcześniej wytypuje prawidłowego zwycięzcę zyskuje najwięcej, ale jeżeli się pomylił traci pieniądze. Teraz pewnie pomyślicie, że to hazard. Być może... ale podany w tak przyjemnej dla oka formie, że nikt nie bierze wyniku gry na poważnie. Przecież liczy się sama zabawa. Dlatego właśnie gorąco polecam ten tutuł.

  1. Wojownicy Podziemi

Nigdy bym nie przypuszczał, że jakakolwiek gra wyśmiewająca motywy fantasy trafi do zestawienia gier familijnych... i to jeszcze na pierwszym miejscu! Wchodzimy do podziemi i walczymy z potworami, jako bohaterowie, którzy bohaterami wcale nie są. Ich przetrwanie zależy od współpracy i drużynowego wysiłku. W praktyce jednak chodzi o to, iż rzucamy kostkami...do tarczy. Tak, dobrze przeczytaliście. Kostka musi odbić się od stołu, po czym wylądować na planszy. W zależności od miejsca, na jakie upadnie zadajemy różną liczbę obrażeń potworowi. Dla utrudnienia niektórzy wrogowie wprowadzają dodatkowe zasady rzucania (na przykład trzeba upuścić kostkę z nosa tak, aby odbiła się od stołu i wpadła na planszę). Zasady tłumaczy się około pięciu minut. Każda postać ma swoje własne specjalne zdolności, a postaci jest całkiem sporo. Wspaniała zabawa, wysoka regrywalność. skalowalny poziom trudności. Naprawdę doskonała moim zdaniem gra. Słyszałem już o przypadkach, gdzie w ową pozycję grają naraz 4 pokolenia, przegrywając z uśmiechem na twarzy. Gorąco polecam! A teraz wybaczcie, ale ruszam zabijać potwory...

Aleris

Moja przygoda z grami planszowymi zaczęła się już we wczesnej młodości, gdyż w wieku lat siedmiu zacząłem z tatą odkrywać tajniki szachów, Grzybobrania, Eurobiznesu (na którym w końcu każdy się wychował), itp. Powoli przerzuciliśmy się na bardziej zaawansowane jak na lata 90-te produkty firmy MB Parker. Operacja, Upiorne Zamczysko czy Pułapka na myszy do dnia dzisiejszego kurzą się na strychu. Później w moim sercu miejsce dla siebie znalazły RPG-i. Przez długi czas nie myślałem o powrocie do zwykłych gier planszowych. Wszystko zmieniło się, gdy urzekł mnie opis gry pod tytułem Munchkin... Bez dłuższego zastanawiania się zainwestowałem w tę pozycję i tak bardzo wciągnęła moich znajomych - nie raz skracaliśmy sesję, ażeby tylko trochę popsuć sobie nawzajem krwi przy zdobywaniu skarbów i poziomów. Następne wydarzenia potoczyły się niemalże lawinowo. Noc Planszówek organizowana przez Centrum Gier Pegaz, wciągnięcie znajomych... Od zakupu Munchkina mijają niespełna 3 lata. Dziś już wiem czym są gry kooperacyjne, co mi się w grach podoba, a co nie.

Kiedy przyjaciel zapytał mnie czy chcę uczestniczyć w projekcie The Fellowship of the Board (choć jeszcze się tak nie nazywał) nie miałem najmniejszych wątpliwości. Zabrałem ciężki wolumin księgi zaklęć i ruszyłem by wesprzeć dawnego towarzysza.