Tylko dokładne trafienia
Szukaj w tytule
Szukaj w treści
Szukaj w postach
Szukaj na stronach
Filtruj po kategoriach
Bez kategorii
e-Planszówka
Felieton
Gry dla dwóch
Gry ekonomiczne
Gry imprezowe
Gry jednoosobowe
Gry kafelkowe
Gry karciane
Gry kooperacyjne
Gry logiczne
Gry strategiczne
Kącik opowieści
Paski
Planszówkowa Lama
Recenzja
Relacja
TheFoTB prezentuje
Tiny Wooden Pieces
Top10
Unsorted
Up To 4 Players
Loading Quotes...

Red7 – Gra po farcie

Red7 to gra z szeregu imprezowych oraz abstrakcyjnych. Naszym celem jest wystawienie jak najsilniejszej karty lub zmiana zasad, by nasza aktualna karta była najsilniejsza. Ta gra wylała się na polski rynek z dużym zapleczem reklam. Gdzie tylko patrzę tam widzę ten tytuł, a co za tym idzie same pozytywne opinie. Jakie sam mam odczucia po zagraniu w tę grę? Zaraz postaram się wszystko nakreślić.

Wydanie

Jako że idą do kin Gwiezdne Wojny to powiem, że „Jest Moc”. Karty wykonane są najlepiej, jak tylko się dało (absolutnie nie trzeba koszulkować). Pudełeczko jest zgrabne, a wisienką na torcie są karty pomocy, które zdecydowanie pomagają w trakcie rozgrywki. Można na nich znaleźć praktycznie wszystkie zasady, więc nie powinno być problemem, by nauczyć Red7 kogokolwiek.

Mechanika

Zagrywamy karty przed siebie lub na „tło”, gdzie możemy wpływać na zasady aktualnie obowiązujące w danej rozgrywce. Naszym zadaniem jest dostosowanie warunków rozgrywki do tego, byśmy to my aktualnie wygrywali. Czasami starczy rzucenie najwyższej karty, czasami zmienimy zasadę, by ciąg numerków zapewnił nam zwycięstwo i dodajemy kartę, która taki ciąg przedłuży. W momencie, gdy ktoś nie może takiej sytuacji osiągnąć, odpada z rozgrywki. Gra toczy się do klasycznego „there can be only one”, czyli aż wszyscy poza jednym graczem odpadną.

Wszystko ładnie pięknie, ale w praktyce daje to losową grę na spostrzegawczość. Mamy sobie karty na ręku i szukamy tego jednego połączenia kart, które zapewni nam przedłużenie tury (jak nie znajdziemy to po prostu odpadamy). Po kilku rozgrywkach łatwo da się odczuć, że nie mamy większego wpływu na rozgrywkę.

Na szczęście z pomocą idą nam dodatkowe warianty gry.

Pierwszym z nich jest dobranie karty po spełnieniu określonych warunków. Dzięki dodatkowej zasadzie grało się ciut lepiej, lecz nadal nie było to to, na co tak liczyłem... Następnie doszła zasada z graniem kilku partyjek i sumowaniem punktów. Gra coś już zyskała w moich oczach, lecz nadal wszystko było uzależnione od dwóch rzeczy: losowości i spostrzegawczości (może i połączonych z kombinowaniem, lecz na pewno nie z wyborem co zrobimy).

Ostatni tryb jest przynajmniej moim zdaniem jedynym cieniem szansy dla tego tytułu. Dodaje on nowe zdolności dla większości kart, a co za tym idzie większe pole do popisu (ile można było czekać...). Tym razem nie mamy na ręce jednej kombinacji, którą musimy znaleźć, lecz 2-3, więc jest wybór.

Podczas grania we wszystkie tryby naraz gra się w miarę ciekawie, jest też bardzo przystępny czas rozgrywki (od 5 minut w górę).

Lucrum Games wydało bardzo wiele dobrych gier, gdy tylko przysiadłem do Przebiegłych Wielbłądów, od razu wiedziałem, że ta gra coś osiągnie. Podczas grania w Wojowników Podziemi nie omieszkałem nazwać ją moim faworytem w kategorii zręcznościówek planszowych. Reszta tytułów również przypadła mi do gustu, lecz Red7 nie miał tyle szczęścia...

Podsumowanie

Red7 nie jest grą, którą bym kupił. 10 rozgrywek, które rozegrałem na potrzeby recenzji w zupełności starczy mi na długi czas, a dodam, że nie będę tęsknił...

Wydanie faktycznie jest na najwyższym poziomie, lecz gdyby cena była trochę niższa, tytuł byłby przystępniejszy. W aktualnym przeliczeniu 1 karta kosztuje prawie złotówkę (patrzę tu na ceny sklepów stacjonarnych, a nie internetowe promocje).

Podstawowy tryb moim zdaniem jest dnem, nie wiem, co można byłoby dobrego o nim powiedzieć. Kolejne dwa tryby coś tam ciekawego dorzucają, lecz niezbyt dużo. Za to ostatni sprawia, że gra jest w miarę dobra. Można pokombinować, obrać jakąś strategię i nie być smutnym, że losowość popsuła nam całą zabawę. Tak jak we Fluxxie losowość była istotnym elementem, który był motorem humoru, tak tutaj psuje całą zabawę. Te tytuły są wbrew pozorom podobne. Zagrywamy karty, by zmieniać zasady, mamy dużą losowość, itp. Tyle że we Fluxxie dostajemy humor na artach i gagach, Red7 to karty z różnymi kolorami.

Red7 polecam tym, którzy szukają gry niewymagającej, która bardziej jest „tłem” nie wpływającym na rozmowy przy stole. Oczywiście spodoba się też fanom klasycznego Makao.

 

Plusy:

  • Wydanie.
  • Ostatni tryb rozgrywki jest dobry.
  • Czasami znalezienie dobrego połączenia wymaga dużej dozy kombinowania.
  • Proste zasady i karty pomocy dla wszystkich graczy.

Minusy:

  • Biorąc pod uwagę ilość kart i brak jakichkolwiek artów uważam, że cena jest troszeczkę nieadekwatna.
  • Podstawowy wariant jest bardzo słaby.
  • Gra po farcie... (losowość).

Zanim pożrecie mnie falą hejtu dodam, że to tylko i wyłącznie moja opinia. Nie jest to tekst „przekora”, który ma zadanie zbluzgać nowy hit.

Artur

Mam na imię Artur. Planszòwkami zagrywam się od 8 lat, bo jakoś tak czas przy nich szybciej leci... No wiecie: Wpadłem na chwile, zostałem na dłużej, a teraz mówią do mnie: "szybciej, bo czekam na swoją turę!". Preferuję gry kooperacyjne i kolekcjonerskie gry figurkowe.

Do moich zainteresowań wchodzą też komiksy o amerykańskich superbohaterach, fantastykaoraz anime.