Generic selectors
Tylko dokładne trafienia
Szukaj w tytule
Szukaj w treści
Szukaj w postach
Szukaj na stronach
Filtruj po kategoriach
Bez kategorii
e-Planszówki
Felieton
Gry dla dwóch
Gry ekonomiczne
Gry imprezowe
Gry jednoosobowe
Gry kafelkowe
Gry karciane
Gry kooperacyjne
Gry logiczne
Gry strategiczne
Kącik opowieści
Paski
Planszówkowa Lama
Recenzja
Relacja
TheFoTB prezentuje
Tiny Wooden Pieces
Top10
Unsorted
Up To 4 Players
Loading Quotes...

Macki kontra Pingwiny — Fluxx Cthulhu

Zre­cen­zowal­iśmy już wer­sję pod­sta­wową, pojaw­iła się również opinia o edy­cji Zom­bie, nad­szedł więc czas na ostat­nią grę z serii Fluxx. Tym razem kli­maty­cznie porusza ona mitologię Love­crafta. Zew Cthul­hu przeczy­tałem około dziesię­ciu razy jak do tej pory. Kiedy widzę w jakiejś grze motyw macek, to kupu­ję w ciem­no. Nie dzi­wi chy­ba niko­go zatem, że postanow­iłem przys­tąpić do oce­ny Fluxxa z moim ulu­bionym moty­wem.

Jakość ele­men­tów, for­ma pudeł­ka pozosta­ją niezmi­enne w sto­sunku do pod­sta­wowej wer­sji. Co się zmienia, to kil­ka zasad. Otóż poza opisy­wany­mi wcześniej typa­mi kart, może­my tu znaleźć zon­ki. Zonk nie liczy się do lim­itów dobier­anych czy zagry­wanych kart. Kiedy zna­jdzie się na naszej ręce musimy wyłożyć go przed siebie. Prze­ważnie spraw­ia on, iż nie może­my wygrać, chy­ba że jakaś kar­ta mówi inaczej. Drugim nowym rodza­jem kart są tak zwane niespodzian­ki. Najproś­ciej przyrów­nać je do wys­tępu­ją­cych w innych grach, akcji naty­ch­mi­as­towego przeszkodzenia. Niespodziankę zawsze moż­na zagrać na dwa sposo­by, w swo­jej turze albo w turze prze­ci­wni­ka. Oprócz tego na kar­tach zonków oraz fan­tów pojaw­iły się sym­bole zagłady, badacza i takie, które zagładę anulują(na przykład ping­winy potrafią zni­welować negaty­wne dzi­ałanie zwłok… Nie pyta­j­cie w jaki sposób). Oprócz stan­dar­d­owych kart celów spo­tykamy się tutaj z antyce­la­mi. Te drugie dzi­ała­ją jak zwykłe cele, przy czym z założe­nia wygry­wa z nami jak­iś wiel­ki przed­wieczny tudzież Fluxx sam w sobie. Właśnie z tym fak­tem wiążą się sym­bole zagłady na kar­tach, prze­ważnie Anty­cel jest sfor­mułowany: Jeżeli w grze jest więcej niż X sym­boli zagłady i mniej niż Y badaczy to gra kończy się automaty­cznie, wygry­wa przed­wieczny. No chy­ba że zagra ktoś kartę niespodziankę zwaną jestem kul­tys­tą wtedy to on sta­je się zwycięzcą…

 

Na szczegól­ną pochwałę zasługu­ją ilus­trac­je i nazwy kart zupełnie nieprzy­pad­kowe a fak­ty­cznie wyjęte z opowiada­nia H.P. Love­crafta. Graficznie zachowano lekko komik­sowy styl rysunków co jest bard­zo miłe dla oka.

 

 

Cthul­hu Fluxx to niby ta sama gra, lecz zupełnie inna. Nowe rodza­je kart, nowe cele, nowe fan­ty… Ping­winy… Zde­cy­dowanie jeśli spodobał się Wam Fluxx a kar­ty już nieco opa­trzyły zachę­cam do zakupu. Jeżeli nie macie jeszcze żad­nej z dostęp­nych odmi­an tej gry, a czy­tal­iś­cie prozę doty­czącą macek, sza­leńst­wa i obłę­du to może­cie od tego spoko­jnie zacząć. Jeżeli nie jesteś­cie obez­nani za bard­zo z kli­mata­mi Cthul­hu to zabawa płyną­ca z roz­gry­w­ki może nieste­ty być nieco mniejsza. Pod­sumowu­jąc Fluxx Cthul­hu to solid­na pro­dukc­ja impre­zowa niczym nie ustępu­ją­ca pozostałym a pry­wat­nie uważam że to najlep­sza z trzech dostęp­nych wer­sji.

 

Plusy

-Losowość

-Inter­akc­ja

-Ping­winy

-Dobrze się skalu­je w każdym wari­an­cie osobowym

-Kli­mat

-Wyko­nanie

-Regry­wal­ność

Minusy

-Losowość, może przeszkadzać

-Cena

-Dla osób nieza­z­na­jomionych z mitologią Cthul­hu może być mniej zabawny

 

Dzięku­ję wydawnictwu Black Monk za egzem­plarz do recen­zji

Aleris

Moja przygoda z grami planszowymi zaczęła się już we wczesnej młodości, gdyż w wieku lat siedmiu zacząłem z tatą odkrywać tajniki szachów, Grzybobrania, Eurobiznesu (na którym w końcu każdy się wychował), itp. Powoli przerzuciliśmy się na bardziej zaawansowane jak na lata 90-te produkty firmy MB Parker. Operacja, Upiorne Zamczysko czy Pułapka na myszy do dnia dzisiejszego kurzą się na strychu. Później w moim sercu miejsce dla siebie znalazły RPG-i. Przez długi czas nie myślałem o powrocie do zwykłych gier planszowych. Wszystko zmieniło się, gdy urzekł mnie opis gry pod tytułem Munchkin... Bez dłuższego zastanawiania się zainwestowałem w tę pozycję i tak bardzo wciągnęła moich znajomych - nie raz skracaliśmy sesję, ażeby tylko trochę popsuć sobie nawzajem krwi przy zdobywaniu skarbów i poziomów. Następne wydarzenia potoczyły się niemalże lawinowo. Noc Planszówek organizowana przez Centrum Gier Pegaz, wciągnięcie znajomych... Od zakupu Munchkina mijają niespełna 3 lata. Dziś już wiem czym są gry kooperacyjne, co mi się w grach podoba, a co nie.

Kiedy przyjaciel zapytał mnie czy chcę uczestniczyć w projekcie The Fellowship of the Board (choć jeszcze się tak nie nazywał) nie miałem najmniejszych wątpliwości. Zabrałem ciężki wolumin księgi zaklęć i ruszyłem by wesprzeć dawnego towarzysza.