Tylko dokładne trafienia
Szukaj w tytule
Szukaj w treści
Szukaj w postach
Szukaj na stronach
Filtruj po kategoriach
Bez kategorii
e-Planszówka
Felieton
Gry dla dwóch
Gry ekonomiczne
Gry imprezowe
Gry jednoosobowe
Gry kafelkowe
Gry karciane
Gry kooperacyjne
Gry logiczne
Gry strategiczne
Kącik opowieści
Paski
Planszówkowa Lama
Recenzja
Relacja
TheFoTB prezentuje
Tiny Wooden Pieces
Top10
Unsorted
Up To 4 Players
Loading Quotes...

Festiwal GRAMY 2015 – Relacja

Zapraszamy na relację z festiwalu gier planszowych GRAMY 2015

 

Aleris: Już od progu festiwal zrobił na mnie duże wrażenie, nie wiem na ile jest to kwestia dobrej organizacji (kolejek praktycznie nie było) czy też atrakcyjnej dziewczyny siedzącej w akredytacji ;). Po drodze zaliczyłem jeszcze przystanek-szatnię i ruszyłem na salę główną.

Z początku nieco przytłoczyła mnie mnogość wystawców, prezentowanych tytułów i brak mapy. Wszak musicie wiedzieć, że nie byłem harcerzem a w terenie bez urządzenia typu GPS raczej trudno mi się odnaleźć :). Pierwsze kroki zaprowadziły mnie do stanowiska z prezentacją powiększonych gier wydawnictwa REBEL. Zaznaczam, nie lubię Dixita, uważam że to dobra gra na kilka partii ale później obrazki stają się zbyt powtarzalne. Nie mniej tym razem grę zaproponowała mi piękna dama przyodziana w strój króliczka... No cóż kimże jestem by odmawiać damie w potrzebie? Tako więc rozegraliśmy partię, po czym nadszedł czas by na poważenie zorientować się w co nowego warto zagrać. Stoisko Galakty przyciągnęło mój wzrok. Na posterze napisane było w jakich godzinach prezentowane będą gry. Szybko odnotowałem sobie pokaz Zombie Terroru w pamięci i poszedłem szukać dalej.

Waldi: Już od pierwszych kroków byliśmy pod wrażeniem. Przed nami był widok wystawców planszówkowych (i nie tylko). Można u nich było pograć, jak i zakupić grę. Z wyróżniających się stanowisk było wydawnictwa REBEL, gdzie najbardziej do grania zachęcały duże wersja gier takich jak: Mega Wojownicy, Colt Express, Dixit. Wrażenie robił również De lorean. Games Room był przeogromny. Nasze lokalne Nocki planszówkowe to pikuś w porównaniu do GRAMY. Mimo tego miejsca przy stolikach brakło, a na ratunek wtedy przychodziło miejsce na dywanie. Nieczęsto go odwiedzaliśmy, ponieważ więcej graliśmy u wystawców. Po za grami planszowymi, był dmuchany zamek dla dzieci, Wielki Twister, przekąski... Nie wiedziałem co ze sobą zrobić, więc chodziłem z częścią ekipy wśród wystawców. Gdy jakaś gra mnie zaciekawiła, podchodziliśmy i graliśmy.

The Unexpected

Aleris: Na poprzedniej edycji festiwalu, miałem okazję zapoznać się z tytułem prototypowym Jakuba Dranickiego pod tytułem The Unexpected. Tym razem również można było we wspomniany tytuł zagrać, z ciekawości zmian, zebrałem znajomych i usiedliśmy do gry. The Unexpected to opowieść o przyjaźni, miłości, odwadze i skłonności do poświęceń... Na kochającą się rodzinkę hobbitów i ich sąsiada, siedzących w domu przy stole, napada banda goblinów. Teraz poszczególnie członkowie rodu sięgają po wszystko co wpadnie im w ręce, by się bronić. Wydawałoby się, ot kolejna gra kooperacyjna. Otóż nie, to co wcześniej pisałem z tą przyjaźnią miłością itd. No cóż żartowałem 😉 Członkowie tej rodziny niespecjalnie zachowują stereotypowe role. Celem gry jest oczywiście odparcie ataku najeźdźców, za każdego pokonanego gobosa dostajemy punkty, ale to nie wszystko. Drugorzędnie chcemy jak najbardziej dokopać pozostałym aby zostać jedynym zwycięzcą ;). Zapowiada się ciekawy przykład klimatycznej gry fantasy. Negatywna interakcja stoi tutaj na wysokim poziomie ale zupełnie nie przeszkadza, jest wręcz osią zmagań uczestników zabawy. Karty występujące w prototypie mają zdecydowanie interesujące tytuły. Zupełnie jak okrzyki, które słychać w każdym domu tudzież mądrości życiowe głoszone przez rodziców. Istotnym aspektem gry jest oczywiście sama walka. Tutaj wszystko zależy od kostek. Może się okazać, że nawet jeśli wszystko doskonale zaplanujemy, wyrzucimy same pudła. A czym walczymy i jak się bronimy? Przy odkrywaniu kart ekwipunku niejednokrotnie dało się słyszeć salwy śmiechu. Wyobraźcie sobie postać Sąsiada za którego zbroję służy stanik? Ale to nie koniec zastosowań tegoż odzienia. Okazuje się że można nim miotać np. znalezione w innym miejscu pomidory, tworząc w ten sposób śmiercionośną dla goblinów procę. Zauważalnym zgrzytem w mechanice jest oczekiwanie na swoją turę. Graliśmy w wariancie na 5 osób – czyli planowane maksimum – w konsekwencji czekałem na swoją turę około 10-15 minut.

Justice League: Hero Dice

Waldi: Wraz ze znajomym poszliśmy przetestować nowość od Galakty. Były to właśnie kości bohaterów. Nie jestem wielkim fanem komiksów, ale spróbowałem. Każdy z nas jest jednym z bohaterów uniwersum DC. Do wyboru mieliśmy Supermana i Batmana. Ja zostałem niezniszczalnym człowiekiem. Mieszamy ze sobą talie wrogów naszych herosów. Walczymy ze złoczyńcami próbującymi podbić miasto. Niektórzy mają specjalne zasady podczas pojedynku z danym bohaterem. Walka polega na rzucie kostkami. Każdy bohater ma swoje zestawy oraz zasady rzucania. Na przykład Superman po rzucie musi zostawić jeden kolor kości i przerzuca pozostałe. Za jego każdy symbol zadajemy jedną ranę, ale musimy zneutralizować wszystkie symbole kryptonitu. Gdy nie damy rady za pomocą kości, możemy zasięgnąć pomocy w postaci kart specjalnych, jednorazowego użytku. Celem jest pokonanie jak największej liczby złoczyńców i niedopuszczenie do podboju miasta. Gra wygląda ciekawie, ale mnie nie zauroczyła. Przeszkadzało mi to, że lepiej było mi walczyć z wrogami Batmana, ponieważ nie mieli dodatkowego kryptonitu, tylko rany niedziałające na mnie. Myślę, że fanom komiksów się spodoba. Jest to luźna gierka. Do gry potrzeba co najmniej dwóch zestawów.

Zombie terror

Aleris: Obok prototypu gry Galakty nie mógłbym przejść obojętnie. Nie ukrywam, że lubię gry typu ameritrash okraszone dobrą otoczką fabularną. Kiedy na plakacie zobaczyłem, że odbędzie się pokaz planszówki o zombie w wydaniu partnera ffg, musiałem to sprawdzić. Usiadłem zatem do stolika. Zombie terror okazał się logiczną grą dwuosobową. Jeden z uczestników wciela się w rolę ocalałych próbujących wypełnić zadanie aktualnego scenariusza drugi natomiast prowadzi hordę zombie mających przeszkodzić ludziom. Plansza składa się z kwadratowych pól, po których ludzie mogą poruszać się w sposób dowolny podczas gdy zombie tylko w stronę w którą są skierowani przodem, w dodatku obrót o 90 stopni zajmuje nieumarłemu połowę tury. Ludzie natomiast mają specjalne zdolności mogące im pomóc w przetrwaniu. Kolejna ciekawostka, grający zombie może poruszyć tylko o jednym więcej potworem niż wcześniej uczynił to grający ludźmi. Tak jak już napisałem, dla mnie liczy się klimat. Szczególnie gdy chodzi o coś takiego jak apokalipsa zombie. Boli mnie zatem brak swego rodzaju konsekwencji i logiki. Jak to jest że poruszenie dwójki ludzi w otwartej przestrzeni zwróci uwagę maksymalnie trzech zombie? Pozostałe stwierdzają, a nie chce mi się biec? Czy może nie są głodne akurat? Obrót o 90 stopni zajmuje połowę ruchu... Jeżeli te zombiaki są tak powolne i najwyraźniej nie mają ochoty jeść ludzi specjalnie to moje pytanie brzmi, w jaki sposób doszło do rozprzestrzenienia tej zarazy? Gra nieco przypominała mi mechanicznie króla i zabójców jednak w tej drugiej produkcji ruchy obu frakcji były dopracowane a sam moment niepewności kiedy przesuwało się władcę pomiędzy poddanymi dodawał dreszczyk emocji. Zupełnie mnie to nie porwało.

Żółwie z Galapagos

Aleris: Nowość od Egmontu. Przyjemna gra w której żółwie płyną wokół wyspy w celu złożenia jaj. Rzucamy kostkami sześciennymi, najpierw jedną potem jeżeli chcemy to drugą a jeżeli nam mało to możemy dorzucić trzecią. Gdzie tkwi haczyk? Ano wzorem karcianego Black Jacka, jeżeli przekroczymy łączną sumą oczek 7 to niestety nasz żółw wraca na start. W innym przypadku mnożymy oczka na kostkach razy liczbę użytych kości, następnie przesuwamy się o tyle pól. Jeżeli wejdziemy lub przekroczymy pole z numerem 21 dobieramy wierzchnią kartę ze stosu kart punktacji. Gramy tak długo aż ów stos się wyczerpie. Pierwsza osoba, która dopłynie, kiedy stos się skończył otrzymuje dodatkowe 7 punktów i w ten sposób finalizuje rozgrywkę. Oczywiście zwycięzcą zostaje posiadacz największej liczby punktów. Prosta, szybka, przyjemna gra mogąca spokojnie rywalizować z szybkimi imprezówkami jak i popularnymi grami dla dzieci.

Lift it!

Waldi: Jest to gra, o której już wspomniałem w swoim ostatnim Top10. Jesteśmy żurawiami budującymi struktury ukazane na kartach. Do tego używamy tylko haka zamontowanego na czole. Na rozgrzewkę z PowerMilkiem wzięliśmy coś łatwiejszego. Ale to była dla nas obu katorga. Robiliśmy to ok. 2 minuty, a na karcie jest mowa tylko o 40 sekundach! Tytuł ten jest szalony. Chwilę później pewna para nam zaproponowała wariant drużynowy. Polegało to na połączeniu się dwóch osób w jeden dźwig. Wraz z Szałą z ekipy żółtych koszulek zrobiliśmy fuzję. Tym razem spróbowaliśmy czegoś trudniejszego. Układaliśmy to jakieś 5 do 10 minut, ale nam wyszło. Po rozgrywce bolały mnie plecy. Gorąco polecam tą pozycję jako alternatywę dla zręcznościówek, które znamy. Niestety nie wyszła jeszcze w Polsce, ale mam nadzieję, że ktoś to zmieni.

Raptor

Waldi: Druga gra, w którą zagraliśmy na sali Essen. Wybór był ogromny, ale ja nie wiedziałem, co wybrać. PowerMilkowi od razu rzuciła się owa gra Bruno Cathali. Jeden z graczy będzie sterować grupą małych dinozaurów wraz z ich mamą, które chcą uciec lub wybić wszystkich ludzi. Drugi zaś, będzie naukowcami chcącymi złapać prehistoryczne gady lub uśpić dużą gadzinę. Każdy posiada 9 kart tworzące talię akcji. Z trzech, które mamy na ręce równocześnie wybieramy jedną i zagrywamy ją. Gdy ujawniamy karty, sprawdzamy kto ma mniejszy numer. Ta osoba jako pierwsza wykonuje swoją akcję z karty. Drugi gracz nie ma takiej możliwości, za to ma możliwość wykonania pomniejszych akcji równą różnicy w kartach. Naukowcy mogą usypiać małe raptory, chwytać je, strzelać do matki, podpalać pola. Raptory zaś mogą wystraszyć ludzi, przybiec do mamy, która zjada niesfornych ludzi i budzi swoje pociechy. Jest to prosta niesymetryczna gra taktyczna – taka jakie lubię. Zależnie od strony mamy kilka strategii oraz sposobów zwycięstwa. Tytuł trochę „mózgożerny”. Zwycięską stroną (kierowaną przeze mnie) okazali się być badacze, chwytające maluchy. Jest to tytuł, w który z chęcią jeszcze zagram.

Andromeda

Waldi: Wraz z Planszówkami we dwoje udało się nam dosiąść do stolika ze statkiem Andromedą. Co chwila, kiedy obok niego przechodziłem to był zajęty. Coś w tym musiało być. Po chwili wrócił PowerMilk i dosiadł się do nas. W czasie rozgrywki dowodzimy obcymi, którzy chcą zbadać tytułowy statek Andromedę. Celem gry jest zdobycie określonej liczby punktów zwycięstwa. Co turę turlamy wszystkimi kośćmi. Przygotowujemy zestaw dla pozostałych graczy. Jeśli ktoś go weźmie, dodatkowo dobiera jedną kostkę z puli ogólnej. Jeśli nikt nie będzie chętny na naszą ofertę, musimy przygarnąć ten zestaw. Ważne jest, aby tworzyć zbalansowane zestawy, tak żeby w razie czego nie dostać słabych kości. Później, w ustalonej kolejności, wykonujemy akcje z kości. Najpierw, za każdą zarazę, usuwamy obcego ze statku. Możemy szkolić badaczy, wysyłać ich na statek, eksplorować go. Symbol technologii umożliwia nam wykorzystanie akcji specjalnej. Wybór jest ograniczony i obowiązuje zasada kto pierwszy ten lepszy. Punkty zdobywamy poprzez kontrolę pomieszczenia (przewaga w badaczach) i dzięki celom osobistym i/lub ogólnodostępnym. Ciekawa gra pod względem przydziału akcji. Bardzo fajny motyw. Zmusza to nas do tworzenia przemyślanych zestawów - czy chcemy zgarnąć lepsze kostki dla siebie, czy zabrać je przed przeciwnikiem. Podczas rozgrywki byłem bliski zwycięstwa, lecz Wiktor mnie uprzedził, zdobywając kontrolę nad pomieszczeniem wartym 2 punkty. A do zwycięstwa potrzeba tylko 6 (przy 4 graczach). Partia była szybka. Kolejna z dobrych gier.

Łowcy skarbów

Aleris: To nowa propozycja REBELA. Niestety nie udało mi się rozegrać pełnej partii aczkolwiek sam przebieg gry wydaje mi się skierowany bardziej do młodszych odbiorców. Gra została stworzona przez znanego Richarda Garfielda, twórcę Magic the Gathering oraz Potworów w Tokio. Po rozegraniu tych kilku tur szczerze spodziewałem się czegoś więcej. W każdej turze na zasadzie draftu budujemy sobie zestaw kart, następnie przydzielamy bohaterów do poszczególnych wypraw, otrzymujemy, bądź nie, skarby w tych wyprawach umieszczone, walczymy z goblinami, na koniec ewentualnie zagrywamy jeszcze żetony pozyskane wcześniej. Niby interesujące ale jakoś tak nie mieliśmy chęci żeby dokończyć partię. Może dlatego, że spodziewaliśmy się większej dozy interakcji między graczami, a może po prostu byliśmy już zmęczeni. Na uwagę zasługuje jednak wykonanie jakościowe elementów no i polskie tłumaczenie. Niezależnie od wrażeńz rozgrywki, REBEL spisał się bardzo dobrze.

Waldi: Warto również wspomnieć o Nagrodzie Gry Roku. Otrzymał ją Splendor wydawnictwa REBEL, zaś zaawansowaną grą roku 2015 są Osadnicy: Narodziny Imperium wydawnictwa Portal Games. Nie żebym był wróżbitą, ale to było bardziej niż pewne. Moim zdaniem, zostały przydzielone słusznie, chociaż szkoda mi Przebiegłych Wielbłądów, które miał równe szansę ze Splendorem. Na koniec każdego dnia odbyła się loteria gier. Pech chciał żeby żaden z nas nie wygrał. W sobotę po powrocie do naszego „Sleep roomu” również pograliśmy (Tak - było nam mało).

Podsumowując, festiwal GRAMY był bardzo udany dla nas. Poznaliśmy wiele nowości wydawniczych. Mieliśmy pewnego rodzaju niedosyt. Szkoda, że to nie był konwent. Brakowało mi jego luźnej atmosfery. Pomimo to w przyszłym roku przybędziemy. Na koniec kilka zdjęć z festiwalu 😉