Tylko dokładne trafienia
Szukaj w tytule
Szukaj w treści
Szukaj w postach
Szukaj na stronach
Filtruj po kategoriach
Bez kategorii
e-Planszówka
Felieton
Gry dla dwóch
Gry ekonomiczne
Gry imprezowe
Gry jednoosobowe
Gry kafelkowe
Gry karciane
Gry kooperacyjne
Gry logiczne
Gry strategiczne
Kącik opowieści
Paski
Planszówkowa Lama
Recenzja
Relacja
TheFoTB prezentuje
Tiny Wooden Pieces
Top10
Unsorted
Up To 4 Players
Loading Quotes...

Pierwsze starcie – Alchemicy

Jakiś czas temu, do mojego siedliska zła, przybył dawno niewidziany kolega Mateusz. Przyniósł ze sobą grę, którą niegdyś, pod lekkim naciskiem z mojej strony zakupił. Planszówka nosiła miano Alchemików. Od tego czasu do dnia kiedy zawitał w moich progach minęło kilka miesięcy. Po około godzinie dołączył do nas PowerMilk, tak oto niczym trzej muszkieterowie świata analogowej rozrywki, przystąpiliśmy do zapoznania się z Alchemikami.

Wcześniej słyszałem coś na temat tej produkcji, z tego co pamiętałem, była nawet dość wysoko uplasowana na liście Board Game Geek,  nie mniej jednak nie orientowałem się w szczegółach mechanicznych. Zaowocowało to moim pierwszym zdziwieniem kiedy Mateusz poprosił nas, jeszcze przed tłumaczeniem zasad, o ściągnięcie aplikacji niezbędnej do gry. Sprawa poszła szybko, w ciągu niecałej minuty miałem już gotowy do rozpoczęcia rozgrywki telefon. Podczas rozkładania Mateusz tłumaczy zasady. Od tego co mówi odrywa mnie jednak wszechobecne piękno komponentów. Każdy z graczy otrzymuje do samodzielnego złożenia ekranik – zasłonkę. Na szczęście aby zakończyć tę akcję sukcesem nie trzeba być inżynierem... Właściwie to jedynemu inżynierowi w zespole zajęło to najdłużej... Jeżeli już o ekraniku mowa to warto zaznaczyć, iż zawiera po bokach piktogramy przypominające o dostępnych w turze akcjach oraz zasadzie łączenia składników. To ostatnie bowiem jest niejako clue tej gry. Centralna część zasłonki prezentuje nam spory trójkąt, składający się ze skrzyżowanych linii składników, tworzącej siatkę. Na tejże właśnie możemy zaznaczać co powstało po połączeniu dowolnych dwóch składników. Oprócz tego mamy do dyspozycji specjalne karteczki do zaznaczania, pozyskanych w trakcie rozgrywki, informacji o magicznych komponentach.

Po złożeniu ekranu, na rękę dostajemy bazowy zestaw kart składników oraz przysług. Te pierwsze to właśnie baza naszych eliksirów, podczas gdy te drugie pozwalają nam na zdobywanie na przykład dodatkowych monet, komponentów czy po prostu przeszkodzenie innym. Alchemicy wykorzystują prostą mechanikę worker placement. Najpierw decydujemy o kolejności wykonywania działań, poprzez uproszczoną licytację, a następnie rozkładamy 5 kostek akcji na dostępne pola. Wśród możliwych do wykonania działań mamy pozyskiwanie składników, transmutowanie ich w złoto, sprzedawanie mikstur, kupowanie artefaktów, podważanie teorii jak również ich publikowanie, no i oczywiście najważniejszą spośród dostępnych akcji czyli testowanie wyprodukowanych eliksirów(na sobie bądź na uczniu). Właściwym celem gry, jest tak naprawdę odkrycie alchemonów, czyli pierwiastków wchodzących w skład naszych komponentów. Każdy alchemon, składa się z trzech kolorowych kulek ułożonych w cząsteczkę. Jedna kulka jest większa od pozostałych, natomiast wszystkie obdarzone są znakiem dodatnim albo ujemnym.

Jak więc łączyć składniki? Bierzemy nasz telefon, wybieramy w aplikacji testowanie mikstury na uczniu i w tajemnicy wykładamy przed siebie dwa składniki. Skanujemy je telefonem a sam program kalkuluje nam rezultat, który w każdej rozgrywce może być inny. Efekt tworzenia mikstury przedstawiony jest za pomocą układu kolor + znak. Z połączenia alchemonów zawierających małą i dużą kulkę z tym samym znakiem powstaje nam mikstura w tym kolorze oraz z tym znakiem. Jeżeli mieszamy ropuchę z kurzą łapką otrzymując w ten sposób zielony plus to możemy wykreślić wszystkie alchemony mające zielony minus, kiedy będziemy próbowali ogłosić teorię. Jeżeli natomiast składniki nie zgadzają nam się w żadnym aspekcie to otrzymujemy sygnał z telefonu, iż nasz produkt nie ma efektu.

Po wytłumaczeniu dostępnych możliwości przeszliśmy do gry. Faktycznie po drugiej turze zaczęło się już działać zupełnie intuicyjnie. Początkowe fazy to było ciężkie testowanie naszych eliksirów. Bogatsi płacili swojemu uczniowi za ich picie a biedniejsi (jak na przykład ja) głownie sami wypijali co stworzyli. Różnica jest taka, że efekty ujemnych mikstur mogą naszą postać np sparaliżować i wówczas w następnej kolejce jesteśmy ostatni. Mateusz jako jedyny wyszedł na rynek ze swoimi produktami. Do miasta co turę wpada nowy bohater chcący zaopatrzyć się przed ruszeniem na szlak. (Jeden z nich do złudzenia przypominał nawet Geralta 😉 ). To jeden z nielicznych sposobów w jaki można pozyskać pieniądze. Moja strategia polegała na sprzedawaniu niepotrzebnych składników za sztukę złota każdy. Dzięki kartom przysług mogłem też kupić artefakt dający 6 punktów na koniec gry. PowerMilk jako pierwszy, w trzeciej turze opublikował teorię. Od tego momentu można ją było podważyć – stwierdzić, że wcale nie jest tak jak mówi. W tym przypadku również z pomocą przychodzi nam aplikacja. Mateusz nieomieszkał skorzystać z tej akcji i szybko obalił teorię kolegi. W ten sposób przesuwamy się na torze reputacji. Jeżeli sprzedamy miksturę o niewłaściwym działaniu spadamy a jeżeli trafimy wzrastamy, tak samo w przypadku publikowania teorii. Co ciekawe działa tu mechanizm: „Im wyżej wleziesz tym z większym hukiem spadniesz”, tako więc im lepszą mamy reputację tym więcej jej tracimy za pomyłki. Opublikowałem kilka teorii, w większości strzelałem. Limit 6ciu tur nie pozwala na dokładne przebadanie każdego alchemonu. Nie mniej na koniec moje domysły okazały się słuszne. W ostatniej turze prezentujemy wyniki naszych badań, a w zamian nagradzani jesteśmy pozytywną reputacją. Wygrywa osoba, która zebrała jej najwięcej. Pomimo że walka była zaciekła i koledzy deptali mi po piętach, pierwszym Alchemikiem królestwa zostałem ja, Aleris Wspaniały 😀

Moje odczucia po pierwszej rozgrywce

Uważam że Alchemicy to ciekawe połączenie pięknego wykonania z prostą mechaniką. Łączenie komonentów daje dużo frajdy. Dla mnie nie ma znaczenia kto wygrywa kiedy mogę siedzieć w laboratorium i ważyć mikstury... Dla niewtajemniczonych życiowo pracuję na uczelni, sporo czasu spędzam w laboratorium oraz publikując teorię. Ta gra to taki symulator pracy naukowej, dzięki czemu na pewno na jednej partii się to nie skończy. Wam również gorąco polecam zapoznanie się z tym tytułem. Za jakiś czas postaram się przygotować recenzję. A tymczasem idę szukać chętnych do testowania eliksirów....

Aleris

Moja przygoda z grami planszowymi zaczęła się już we wczesnej młodości, gdyż w wieku lat siedmiu zacząłem z tatą odkrywać tajniki szachów, Grzybobrania, Eurobiznesu (na którym w końcu każdy się wychował), itp. Powoli przerzuciliśmy się na bardziej zaawansowane jak na lata 90-te produkty firmy MB Parker. Operacja, Upiorne Zamczysko czy Pułapka na myszy do dnia dzisiejszego kurzą się na strychu. Później w moim sercu miejsce dla siebie znalazły RPG-i. Przez długi czas nie myślałem o powrocie do zwykłych gier planszowych. Wszystko zmieniło się, gdy urzekł mnie opis gry pod tytułem Munchkin... Bez dłuższego zastanawiania się zainwestowałem w tę pozycję i tak bardzo wciągnęła moich znajomych - nie raz skracaliśmy sesję, ażeby tylko trochę popsuć sobie nawzajem krwi przy zdobywaniu skarbów i poziomów. Następne wydarzenia potoczyły się niemalże lawinowo. Noc Planszówek organizowana przez Centrum Gier Pegaz, wciągnięcie znajomych... Od zakupu Munchkina mijają niespełna 3 lata. Dziś już wiem czym są gry kooperacyjne, co mi się w grach podoba, a co nie.

Kiedy przyjaciel zapytał mnie czy chcę uczestniczyć w projekcie The Fellowship of the Board (choć jeszcze się tak nie nazywał) nie miałem najmniejszych wątpliwości. Zabrałem ciężki wolumin księgi zaklęć i ruszyłem by wesprzeć dawnego towarzysza.