Generic selectors
Tylko dokładne trafienia
Szukaj w tytule
Szukaj w treści
Szukaj w postach
Szukaj na stronach
Filtruj po kategoriach
Bez kategorii
e-Planszówki
Felieton
Gry dla dwóch
Gry ekonomiczne
Gry imprezowe
Gry jednoosobowe
Gry kafelkowe
Gry karciane
Gry kooperacyjne
Gry logiczne
Gry strategiczne
Kącik opowieści
Paski
Planszówkowa Lama
Recenzja
Relacja
TheFoTB prezentuje
Tiny Wooden Pieces
Top10
Unsorted
Up To 4 Players
Loading Quotes...

Legendarny Marvel?

Jeżeli czyta­cie wiernie naszego blo­ga, to pewnie zdążyliś­cie już zauważyć, że jestem zagorza­łym fanem komik­sów. Namięt­nie oglą­dam filmy poświę­cone super­bo­haterom, kolekcjonu­ję fig­ur­ki serii hero­clix (o tym opowiem innym razem), więc może­cie sobie wyobraz­ić moją reakcję, gdy natknąłem się, w jed­nym ze sklepów, na grę w całoś­ci opartą na posta­ci­ach wyję­tych z wydawnict­wa Mar­vel. Pudełko z komik­sową grafiką na dłu­go przy­ciągnęło mój wzrok. W pier­wszej chwili jak o tym sobie przy­pom­nę, zas­tanaw­iam się jak dzi­wnie musi­ało to wyglą­dać z boku. Anal­i­zowałem każdy frag­ment pudeł­ka rozpoz­na­jąc ulu­bionych bohaterów. Po chwili reflek­sji dochodzę jed­nak do wniosku, że byłem w sklepie z plan­szówka­mi, ostoi geeków, myślę, że tak naprawdę niko­go nie zaskoczyłem swoim zachowaniem. Tamtego dnia musi­ałem zważać na fun­dusze. Nie kupiłem jej. Od tego dnia upłynęło nieco wody w rzece, do momen­tu, w którym mogłem sobie na taki prezent poz­wolić. Czy żału­ję zakupu Leg­endary? Przekon­a­j­cie się sami.

Co my tu mamy?

Who am I? You sure you want to know? The sto­ry of my life is not for the faint of heart. If some­body said it was a hap­py lit­tle tale… if some­body told you I was just your aver­age ordi­nary guy, not a care in the world… some­body lied.

Jak wspom­ni­ałem powyżej pudełko… No bardziej pudło, ozdo­bione jest kli­maty­czną, komik­sową grafiką, wyciąg­niętą wprost z his­to­ry­jek obrazkowych. Po zdar­ciu folii i pod­niesie­niu pokry­w­ki, moim oczom ukazu­je się niewiel­ka instrukc­ja napisana prostym językiem ang­iel­skim. Wyda­je się, że nawet ktoś ze śred­nią jego zna­jo­moś­cią poradzi sobie z zasada­mi. Następ­nym ele­mentem, znalezionym przeze mnie, jest plan­sza. To dla mnie nowość. Gra opar­ta na mechan­ice deck buildin­gu zazwyczaj skła­da się z samych kart. Tu jest jed­nak inaczej. Wspom­ni­ana plan­sza jest wyko­nana solid­nie z grubej tek­tu­ry. Wiz­ual­nie prezen­tu­je się pros­to, czytel­nie. I tu również nie zabrakło rysowanych grafik, choć prze­waża raczej ciem­non­iebieskie tło z zarysa­mi odpowied­nich miejsc na kar­ty. No właśnie, ostat­nim, lecz najważniejszym skład­nikiem zawartoś­ci pudła są oczy­wiś­cie kar­ty. Jest ich cała masa. Do naszej dys­pozy­cji zosta­ją odd­ane 4 tal­ie złoczyńców, każdy wprowadza nieco inne zasady gry. Do tego dochodzą kar­ty nikczem­nych planów łotrów, które przyjdzie nam niweczyć. Kimże jed­nak był­by nasz antag­o­nista, gdy­by nie zastępy jego popleczników? Dlat­ego też otrzy­mu­je­my wspier­a­jące go grupy pom­niejszych prze­ci­wników, w postaci kole­jnych zestawów kart. Do tego dochodzą kar­ty przy­pad­kowych ofi­ar, zwro­tu akcji oraz ran. Na koniec oczy­wiś­cie to co najis­tot­niesze. Przez­nac­zone dla graczy 15 zestawów kart różnych bohaterów znanych z filmów i kart komik­sów. Tak, więc mamy tutaj zarówno Avenger­sów, X-menów jak i niezrzes­zonych ulu­bieńców pub­licznoś­ci jak Dead­pool i Spi­der-man. Razem 500 kart. Nie da się ukryć, graficznie prezen­tu­ją się doskonale. Fakt, że tal­ie bohaterów nieza­leżnie od rodza­ju kar­ty zaw­ier­a­ją ten sam obrazek, może nieco drażnić. Co innego to sama jakość kart. Moim zdaniem bez koszulek się nie obędzie. Nie ma nawet, co rozkładać gry, jeżeli ich nie mamy.

Znów ktoś napadł na bank?

The itsy bit­sy spi­der climbed up the water spout. Down came the Gob­lin and took the spi­der out.

 

Leg­endary to gra „niby” koop­er­a­cyj­na. Mamy ten sam cel, ale ostate­cznym zwycięzcą okazu­je się gracz zdoby­wa­ją­cy najwięcej punk­tów na koniec gry. Po kilku roz­gry­wkach odrzu­cil­iśmy tę zasadę w końcu prawdzi­wi herosi nie szuka­ją pok­lasku czy uwiel­bi­enia… No może z mały­mi wyjątka­mi :). Przy­go­towanie gry jest odrobinę czasochłonne, ale nie na tyle żeby szczegól­nie przeszkadza­ło. Najpierw wybier­amy, z kim przyjdzie się nam zmierzyć. Kiedy już to ustal­imy przyjdzie czas na decyzję, jaki plan złoczyń­ca chce wcielić w życie. Czy będzie to napad na bank? A może pró­ba pod­mi­any świa­towych przy­wód­ców na morder­cze robo­ty albo… Woj­na domowa między bohat­era­mi? Każdy plan, narzu­ca inne zasady budowa­nia talii łotra, inne efek­ty w momen­cie, gdy pojawi się kar­ta zwro­tu akcji oraz najważniejsze, warun­ki tri­um­fu zła… W opar­ciu o tabelkę, sko­relowaną z liczbą graczy, dos­tosowu­je­my liczbę talii popleczników, uży­wanych w grze. Miesza­my ze sobą kar­ty popleczników, zwrotów akcji oraz niewin­nych ofi­ar, tworząc w ten sposób tal­ię łotra. Następ­nie wybier­amy 5 z 15 dostęp­nych talii bohaterów, tasu­je­my je razem. To jest nasz Hero Deck. Wykładamy na odpowied­nie miejsce na plan­szy 6 kart z wierzchu. Stąd będziemy zdoby­wać kar­ty do naszej talii. W odpowied­nim miejs­cu kładziemy kar­ty ran, a na koniec roz­da­je­my grac­zom star­towe dec­ki. W skład tychże wchodzi 8 kart, za które może­my rekru­tować bohaterów oraz 4 służące do zadawa­nia obrażeń.

Tura gracza rozpoczyna się od rozpatrzenia wierzchniej karty z talii łotra.

  • Jeżeli jest to poplecznik, lądu­ję na pier­wszym miejs­cu najbliżej rodz­imej talii. Jeżeli miejsce to jest zajęte prze­suwamy wyłożonych wcześniej o jed­no pole w lewo. Jeżeli skończy się miejsce na tym torze, nikczem­nik ucieka z mias­ta, generu­jąc częs­to dodatkowe efek­ty wyp­isane na kar­cie.
  • Kiedy wyciągamy kartę niewin­nej ofi­ary, lądu­je ona pod kartą najbliższego popleczni­ka, gracz, który go pokona zysku­je dodatkowe punk­ty na koniec gry.
  • Jeżeli wyciąg­niemy kartę zwro­tu akcji, następu­ję efekt zawarty na kar­cie wybranego na początku planu łotra.

Gracz zagry­wa 6 kart z ręki dys­ponu­jąc nimi w dowol­ny sposób, ewen­tu­alne niewyko­rzys­tane razem zaku­pi­ony­mi lądu­ją w stosie kart odrzu­conych. Na koniec dobier­amy kole­jnych 6 kart. Jak w typowym deck buildin­gu, kiedy nie ma co dobier­ać, tasu­je­my odrzu­cone. W zależnoś­ci od sytu­acji i tego, co mamy na ręce może­my rekru­tować nowych bohaterów i/lub wal­czyć z poplecznika­mi. Jeżeli wyjątkowo czu­je­my się na siłach może­my spróbować swoich sił prze­ciw główne­mu łotrowi. Warto zaz­naczyć, że kar­ty bohaterów zagry­wane w odpowied­niej kole­jnoś­ci pozwala­ją na osiąg­nię­cie potężnych com­bosów, mogą­cych w jed­nej turze zmieść kilku popleczników a cza­sa­mi nawet oprócz tego pokon­ać łotra. Bard­zo przy­jem­nie się zagry­wa taki zestaw i myśli jak najlepiej wyko­rzys­tać potenc­jał swoich postaci. Gra toczy się do momen­tu, gdy

  • Pokon­amy głównego złego czterokrot­nie
  • Łotr wykona swój mroczny, nikczem­ny, obrzy­dli­wy, zdradziec­ki, zły i niedo­bry plan.
  • Skończy się talia bohaterów
  • Skończy się talia łotra

Tylko w pier­wszym przy­pad­ku wygry­wamy.

 

Czy oni się nigdy nie nauczą, żeby nie zadzierać z superbohaterem?

Not every­one is meant to make a dif­fer­ence. But for me, the choice to lead an ordi­nary life is no longer an option.

 

No dobrze, wiemy już, co dosta­je­my za cenę pon­ad 250zł, znamy zasady, a zatem czas na pod­sumowanie. Czy zatem straciłem pieniądze na marne czy może był to zakup życia? Po zas­tanowie­niu stwierdzam, że ani jed­no ani drugie. Gra jest naprawdę solid­nie wyko­nana, mechani­ka dopra­cow­ana, nie ma zgrzytów. Gra dobrze się skalu­je zarówno w wari­an­cie solo jak i na pię­ciu graczy. Komik­sowy kli­mat bije po oczach z każdego ele­men­tu gry. Zabawa trwa około 40 min­ut, nie męczy. Leg­endary to pozy­c­ja wysoce regry­wal­na, nigdy nie uży­je­my pod­czas jed­nej roz­gry­w­ki wszys­t­kich kart. Różne kom­bi­nac­je popleczników i bohaterów do przetestowa­nia, spraw­ia­ją, że gra może pozostać na stole przez wiele godzin. Pozwala pokom­bi­nować przy zakupie kart… Wszys­tko wyda­je się pięknie, ale nieste­ty muszę dołożyć tu łyżkę dzieg­ciu do becz­ki mio­du. Jeżeli dosta­ję do ręki grę, w której z okład­ki biją we mnie wiz­erun­ki super­bo­haterów to chci­ałbym móc się w jakiegoś wcielić. Nato­mi­ast tutaj jestem… Hmmm siłą spraw­czą? Przez­nacze­niem? Swego rodza­ju bogiem kom­ple­tu­ją­cym bohaterów w grupy? Czy może zwycza­jnie jestem Nick­iem Furym? Nikt tego nie wyjaś­nia ani nie tłu­maczy. Trud­no to uznać za wadę gry, po pros­tu czułbym się lep­iej, mogąc się utożsamić z kimś. Poza tym cena gry jest nieste­ty w dużej mierze zależ­na od licencji, przez co za 500 kart i plan­sze płacimy 250zł. Jeżeli ode­jmiemy ten nie do koń­ca potrzeb­ny kawałek kar­tonu, mamy zawartość porówny­wal­ną z Sen­tinels of the Mul­ti­verse, kosz­tu­ją­cym połowę tej ceny. Oso­biś­cie nieco boli mnie niewiel­ka możli­wość inter­akcji między gracza­mi. Moim zdaniem było­by ciekaw­iej gdy­bym mógł zade­cy­dować, że tworzę tal­ię pod wspo­ma­ganie innych graczy jakim­iś efek­ta­mi – dobraniem kart, usunię­ciem obrażeń, może przekazaniem kart z ręki…

Poza tymi dro­bi­azga­mi to nadal solid­na gra. Jeżeli jesteś fanem Mar­vela. Jeżeli uznałeś, że Domin­ion ci się prze­jadł i szukasz czegoś ciekawszego, to znalazłeś. Nadal z chę­cią toczę roz­gry­w­ki w Leg­endary okaza­ło się jed­nak czymś nieco innym niż oczeki­wałem.

 

Plusy

- komik­sowy kli­mat

-proste zasady

-wyso­ka regry­wal­ność

-dobrze się skalu­je

-solidne wyko­nanie

-sto­sunkowo krót­ki czas roz­gry­w­ki

Minusy

-zniko­ma inter­akc­ja między gracza­mi

-koop­er­ac­ja, ale wygry­wa tylko jeden…

-cena

-te same grafi­ki na kar­tach herosów

 

 

 

Aleris

Moja przygoda z grami planszowymi zaczęła się już we wczesnej młodości, gdyż w wieku lat siedmiu zacząłem z tatą odkrywać tajniki szachów, Grzybobrania, Eurobiznesu (na którym w końcu każdy się wychował), itp. Powoli przerzuciliśmy się na bardziej zaawansowane jak na lata 90-te produkty firmy MB Parker. Operacja, Upiorne Zamczysko czy Pułapka na myszy do dnia dzisiejszego kurzą się na strychu. Później w moim sercu miejsce dla siebie znalazły RPG-i. Przez długi czas nie myślałem o powrocie do zwykłych gier planszowych. Wszystko zmieniło się, gdy urzekł mnie opis gry pod tytułem Munchkin... Bez dłuższego zastanawiania się zainwestowałem w tę pozycję i tak bardzo wciągnęła moich znajomych - nie raz skracaliśmy sesję, ażeby tylko trochę popsuć sobie nawzajem krwi przy zdobywaniu skarbów i poziomów. Następne wydarzenia potoczyły się niemalże lawinowo. Noc Planszówek organizowana przez Centrum Gier Pegaz, wciągnięcie znajomych... Od zakupu Munchkina mijają niespełna 3 lata. Dziś już wiem czym są gry kooperacyjne, co mi się w grach podoba, a co nie.

Kiedy przyjaciel zapytał mnie czy chcę uczestniczyć w projekcie The Fellowship of the Board (choć jeszcze się tak nie nazywał) nie miałem najmniejszych wątpliwości. Zabrałem ciężki wolumin księgi zaklęć i ruszyłem by wesprzeć dawnego towarzysza.