Tylko dokładne trafienia
Szukaj w tytule
Szukaj w treści
Szukaj w postach
Szukaj na stronach
Filtruj po kategoriach
Bez kategorii
e-Planszówka
Felieton
Gry dla dwóch
Gry ekonomiczne
Gry imprezowe
Gry jednoosobowe
Gry kafelkowe
Gry karciane
Gry kooperacyjne
Gry logiczne
Gry strategiczne
Kącik opowieści
Paski
Planszówkowa Lama
Recenzja
Relacja
TheFoTB prezentuje
Tiny Wooden Pieces
Top10
Unsorted
Up To 4 Players
Loading Quotes...

Top 10 gier na wieczory z dreszczykiem

Wigilia Wszystkich Świętych, Halloween, Dziady jak kto woli, dzisiejszy dzień w kulturach różnych narodów już od zarania dziejów jest uznawany za noc duchów. Niezależnie od poglądów każdy wie, iż wszędzie pojawiają się teraz jakieś straszne ozdoby, wydrążone dynie, imprezy tematyczne, więc czemu by nie popełnić tekstu o grach na takie spotkania z dreszczykiem? Wszak dla naszej braci planszowej nie ma dobrej zabawy bez gry na stole ;). Doboru gier dokonałem pod kątem inspiracji thrillerami lub horrorami. Część wyda Wam się zapewne monotematyczna no ale co poradzić... Przejdźmy zatem do mrocznego zestawienia...

  1. Może najmniej pasuje do tej listy ale mimo wszystko inspirowany jest serią filmowych thrillerów... Pokój 25.

Gra, w której zamieniamy się w uczestników specyficznego reality show w przyszłości. Celem naszych bohaterów jest opuszczenie naszpikowanego pułapkami sześcianu wszyscy pragną znów ujrzeć światło dzienne... ale czy na pewno? Wśród graczy mogą się bowiem pojawić ukryci strażnicy zwyciężający jeśli pozostałym nie uda się uciec. Wejście do nowego pomieszczenia w sześcianie grozi śmiercią. Podczas tury wykonujemy dwie z czterech dostępnych akcji, mogących naprawdę sporo namieszać, od wepchnięcia kogoś do sąsiedniego pokoju do przesuwania całego rzędu pomieszczeń. Ciekawa i moim zdaniem dobrze rozwiązana mechanicznie pozycja dla ludzi o mocnych nerwach. Czemu dopiero na 10? Ano dlatego że jeżeli zginiesz na początku rozgrywki to... no cóż inni bawią się dalej 😉

  1. A Touch of Evil: The Supernatural Game

Może niezbyt popularna w Polsce gra zza oceanu. Jeżeli oglądaliście film z Deppem pt. Sleepy Hollow to już mniej więcej wiecie o co chodzi  w tej grze. Trafiamy do niewielkiej XIX-wiecznej miejscowości, wcielamy się w bohaterów, którzy przybyli do miasta by wyjaśnić dziejące się tu paranormalne zjawiska. Wybieramy sobie przeciwnika spośród takich znakomitości jak wampir, wilkołak, czy bezgłowy jeździec, a następnie poruszając się po dostępnych lokacjach ścieramy z jego sługusami oraz zbieramy tropy by odnaleźć miejsce pobytu naszego bossa. Zabawę dodatkowo urozmaica obecność starszyzny w mieście. Każdy członek tejże rady ma jakiś mroczny sekret. Dla niektórych to romans z pokojówką, dla innych... no cóż może się okazać, że dobry doktor tak naprawdę jest poszukiwanym przez nas wąpierzem! Na uwagę zasługuje wykonanie tej gry. Jakoś elementów stoi na najwyższym poziomie, na karty można wylać herbatę i nie zostanie po niej ślad. Figurki bohaterów proszą się o pomalowanie, natomiast planszetki graczy czy potworów są na odpowiednio grubej tekturze. Trzeba zauważyć, iż A Touch of Evil to pastisz, czerpiący garściami z oklepanych motywów książkowych i filmowych, autorzy zamiast tradycyjnych rysowanych grafik pokusili się o autentyczne zdjęcia własne oraz znajomych w XIX-wiecznych strojach i perukach. Co jak dla mnie jest dużym plusem.

  1. Martwa Zima

Zombie Zombie Zombie – czyli jak przetrwać kiedy zalewają nas żywe trupy a my mamy konkretny scenariusz do przeprowadzenia. Bardzo innowacyjna tematycznie pozycja. Tutaj to nie chodzące truchła są prawdziwym zagrożeniem a inni ludzie. Staramy się przetrwać zimę w świecie po rozprzestrzenieniu wirusa. Każdy z uczestników wciela się w grupe ocalałych w kolonii i otrzymuje swój indywidualny cel do spełnienia. Oprócz tego, mamy cel główny zależny od scenariusza. Wśród graczy czai się jednak jeden, który nie chce by spełniono główne zadanie... Kto nim jest? Dlaczego chce działać na szkodę pozostałych? W opisywanej pozycji pojawia się wyjątkowa talia kart rozdroży. Karty te wpływają na wydarzenia pod warunkiem że gracz zrobi.. coś. Sam nie wie kiedy uaktywni taką kartę, gdyż trzyma ją uczestnik siedzący obok. Na przykład Artur w swojej turze deklaruje, że idzie na komisariat policji, na co natychmiastowym przerwaniem reaguje Waldi czytając tekst karty, której warunkiem było przejście do wspomnianego budynku. Ciężki klimat, interesująca fabuła to ewidentne plusy. Jeżeli lubicie The Walking Dead, a nad łóżkiem macie wywieszony plan ewakuacji na wypadek apokalipsy zombie to gra dla was 😉

  1. Kingsport Festiwal

Cthulhu w nieco innym niż zwykle wydaniu. Otóż wcielamy się w role kultystów, pragnących wezwać Wielkich Przedwiecznych by tytułowy festiwal mógł się odbyć. Gracze rywalizuję o pozyskanie największej liczby kultu poprzez deprawowanie kolejnych części miasta za pośrednictwem swego rodzaju surowców jakimi w tej grze są zło, zniszczenie oraz śmierć. Na pochwałę zasługuje klimatyczne wykonanie gry. Jakkolwiek pozycja jest czysto mechaniczna tak naprawdę sprawdziłaby się w każdej tematyce, tak tutaj autorzy wybitnie przyczynili się do nadania produkcji mrocznej atmosfery. Plansza przedstawiająca miasteczko bogata jest w ciemne, brudne odcienie żółtego, zielonego oraz raczej szarości i czerni na obrazkach budynków sprawia, że na pierwszy rzut oka widać ciężką tematykę skierowaną do starszych. Karty przedwiecznych przedstawiają ilustracje mogący zadziałać na psychikę podczas długich zimowych wieczorów przy kominku. Jeżeli lubisz Cthulhu a dość masz gier kooperacyjnych to pozycja dla Ciebie.

  1. Horror w Arkham

Niemal legendarna już kooperacyjna gra planszowa. Na czas rozgrywki stajemy się badaczami tajemnic, próbującymi udaremnić spisek mający na celu przyzwanie Wielkiego Przedwiecznego. Wędrując po tytułowym miasteczku, mierząc się z potworami, usiłujemy pozamykać bramy do innych światów gdyż to jedyny sposób  na odparcie nadciągającego zła. Plansza to tak naprawdę mapa Arkham, podzielona na dzielnice, z których każda ma trzy lokacje. Zależnie od miejsca w którym zakończymy ruch dociągamy kartę z innego stosu przeżywając mrożące krew w żyłach przygody. Stary profesor dociera siedziby loży srebrnego świtu, elitarnego zgromadzenia masonów o niejasnych pobudkach, lecz nie ma pojęcia czy uda mu się zinfiltrować ich szeregi czy może raczej padnie ofiarą jakieś nienazwanej przyzwanej bestii? Polecam rozgrywkę przy świetle świec z gronem znajomych lubujących się w odgrywaniu postaci. Doskonała zabawa.

5.Dracula

Moim zdaniem najlepsza gra typu złap mnie jeśli potrafisz. Niebawem nadciąga nowa edycja i już jestem ciekaw zmian mechaniczncyh... W tej pozycji gracze dzielą się na dwie drużyny. Jedna osoba staje się hrabią Draculą i próbuje przetrwać 6 dni, a pozostali w czwórkę znanych z powieści bohaterów: Minę Harker, profesora Van Helsinga, dr Seawarda oraz lorda Godalminga. Każda z postaci ma swoje mocne i słabe strony. Do dyspozycji dostajemy mapę Europy z zaznaczonymi najważniejszymi miastami. Pomiędzy nimi w tajemnicy porusza się tytułowy bohater. Dzięki zdolnościom dedukcji i odrobinie szczęścia bohaterowie starają się wykryć miejsce aktualnego pobytu wampira i zabicie go. Jednak rozgrywka podzielona jest na fazy dnia. O ile kiedy słońce jest wysoko na niebie, zabicie Draculi trudne nie jest gdy już sie go znajdzie, o tyle w nocy nabywa on mnóstwa morderczych zdolności. Tak o to zwierzyna staje się łowcą... 😉 Łowcy jednak nie są bezbronni, podczas wędrówek znajdują krucyfiksy, strzelby, kołki czy stereotypowy czosnek. Dodam jako ciekawostkę, że to jedna z pierwszych gier, które wciągnęły mnie w świat planszówek 😉

  1. Eldritch Horror

Niektórzy nazywają tę grę następcą Horroru w Arkham. Sam jestem zwolennikiem tezy, że to zupełnie różne gry toczące się w świecie Lovecrafta. Mechanika sprawia, że nieco więcej zależy od naszych decyzji niż w wyżej wymienionym. Tym razem zamiast wędrować po miasteczku poruszamy się po całym globie. Nie zmienia się to, że do dyspozycji otrzymujemy badaczy tajemnic stających naprzeciw Przedwiecznego. Jednak w tym przypadku naszym głównym celem nie będzie zamykanie bram. Na początku gry odkrywamy jedną z talii tajemnic powiązanych bezpośrednio z wybranym przedwiecznym. Tajemnica ta mówi nam co musimy zrobić aby ją rozwikłać. Jeżeli uda nam się rozwiązać trzy tajemnice wygrywamy. Naszym timerem jest z góry określona liczba tur jak również tor zagłady, zbliżający się do nieuchronnego końca czyli przebudzenia naszego wroga, chociaż teoretycznie nawet wtedy mamy szansę na zwycięstwo. Ciekawą innowacją w stosunku do Horroru w Arkham są karty stanów. Są one dwustronne, po jednej mam informacje jawne, a po drugiej takie które ujawnią się w przypadku niepowodzenia jakiegoś testu. Wtedy odwaracamy kartę i czytamy na głos co się dzieje. Kilka kart stanów każdego rodzaju z różnymi efektami to zdecydowany plus. Fantasy Flight Games przyzwyczaiło nas do niesamowitej jakości wykonania swoich gier, ta niczym nie odbiega od standardu mamy więc dobrej jakości komponenty, instrukcję na kredowym papierze i piękną, trwałą planszę.

  1. Posiadłość Szaleństwa

Lovecraft i FFG uderzają po raz kolejny!  W tym przypadku jednak poruszamy się po tytułowej posiadłości celem zbadania jej mrocznych sekretów. Czemu jest wyżej od poprzednich? Otóż grając w Posiadłość wreszcie dostaję to czego szukałem. Jeden z graczy staje się swego rodzaju Mistrzem Gry przygotowującym wcześniej przygodę, którą przeżyją bohaterowie graczy w budynku na odludziu. Pozostali stają się badaczami. Wprowadzamy w życie scenariusze, z których każdy ma kilka wariantów co tworzy regrywalność. Na początku nie wiadomo co tak naprawdę jest celem pozwalającym na zwycięstwo. Tylko Mistrz Gry wie co musi zrobić by zwyciężyć, a co muszą zrobić gracze. Bohaterowie eksplorują tytułową posiadłość odkrywając wskazówki co do historii domu. Czasem natrafiają na niesamowity wręcz smaczek tej gry, czyli łamigłówki logiczne. Jak połączyć ze sobą przewody elektryczne by odblokować kluczowe pomieszczenie? Na wykonanie takiej łamigłówki gracz ma ograniczoną liczbę ruchów w turze a liczba tur nieubłaganie topnieje z każdą kolejną. Czas nie jest naszym sprzymierzeńcem... Wyobraźcie sobie jak wchodzicie do starej rezydencji gdzie nagle atakuje was szaleniec z siekierą, ratuje was jedynie szybka reakcja detektywa, smużka dymu nadal unosi się znad lufy rewolweru... Kim był ten człowiek? Może należy wezwać policję? Telefony jednak są głuche, a drzwi się zablokowały, możecie tylko iść naprzód... Nagle do waszych uszu dobiega nieludzki ryk... Co zrobicie dalej?

  1. Zombicide

Druga gra w zestawieniu w tematyce żywych trupów. Tym razem mamy planszówkę imitującą serial o zombie. Podstawka ma podtytuł sezon pierwszy a scenariusze to numery odcinków układających się w pełną fabułę. Wcielamy się w rolę postaci inspirowanych różnego rodzaju bohaterami popkultury jak choćby Rick z The Walking Dead czy Michael Douglas z Upadku. Założenia scenariusza określają warunki zwycięstwa,( na przykład znajdźcie mapę i ucieknijcie poza planszę) oraz w jaki sposób przegrywamy (np. kiedy jedna z postaci zginie). Nasi bohaterowie dwoją się i troją by nie otrzymać ugryzień, mordując hordy... tak hordy to właściwe określenie w tym przypadku... hordy zombie. Każdy zabity zombie daje punkty doświadczenia, kiedy zdobywamy wyższy poziom odblokowujemy nowe przydatne umiejętności, ale musimy uważać bo im wyższy poziom ma postać tym więcej przeciwników się pojawia... Wykonanie gry stoi na najwyższym światowym poziomie, grube ciężkie kafle planszy, figurki z plastiku na tyle trwałego że można nimi rzucać o ścianę i nic im nie grozi, ładne połyskliwe planszetki graczy no i całość okraszona komiksową grafiką bardzo przyciąga wzrok. Rozgrywka wzbudza naprawdę potężne emocje, często napływ zombie sprawiał wyrzut adrenaliny w naszych organizmach. Proste zasady, zabijanie zombie, klimat serialu sprawiają że ta gra pomimo wysokiej ceny zaskarbiła sobie miejsce w moim sercu.

Fanfary albo raczej zawodzenie bansheee

  1. Shadows of Brimstone

Bezapelacyjny hit ostatnich miesięcy w naszym gronie. Razem z przyjaciółmi zakochaliśmy się w tej grze, łączącej w sobie klasycznych herosów ze spaghetti westernu i potwory z piekła rodem! Otóż fabulatnie w niewielkim zachodnim miasteczku zwanym Brimstone odkryto złoża magicznej rudy zwanej Dark Ore. Jednak razem z nowym surowcem odkopano portale do innych światów sprowadzające do miasteczka zło i zniszczenie. Kilkoro śmiałków wśród których znaleźli się Szeryf, rewolwerowiec i miejscowy kaznodzieja, nie zastanawiając się długo wyruszyło by powstrzymać szerzący się mrok. Gra podzielona jest na układające się w kampanię scenariusze, pomiędzy którymi możemy w miasteczku rozwijać nasze postaci zdobywać ekwipunek a także przeżywać nadnaturalne przygody. W trakcie rozgrywania scenariuszy mamy typowy dungeon crawl, idziemy podziemiami i czyścimy je z potworów, z których każdy ma szereg specjalnych właściwości. Niesamowita frajda jaką niesie ścieranie się z wynaturzeniami, przezywanie przygód wynikających z kart, nigdy nie wiadomo co czai się za rogiem. Gra sama zachęca do nazwania postaci i wykreowania jej historii mając jedynie narzuconą klasę. Na początku losujemy jeden przedmiot osobisty, który ma być wskazówką do zbudowania tejże właśnie historii. Zasady są proste, a rozgrywka ciekawa. Nie ma dwóch identycznych partii ze względu na wysoką losowość. Mnogość scenariuszy oraz nadchodzące dodatki sprawiają że zdecydowania warta jest swojej wygórowanej ceny. No i od razu w sklepach mamy dostępne dwie podstawki co pozwala nam wybrać co bardziej nam odpowiada a z czasem połączyć je w całość.

Aleris

Moja przygoda z grami planszowymi zaczęła się już we wczesnej młodości, gdyż w wieku lat siedmiu zacząłem z tatą odkrywać tajniki szachów, Grzybobrania, Eurobiznesu (na którym w końcu każdy się wychował), itp. Powoli przerzuciliśmy się na bardziej zaawansowane jak na lata 90-te produkty firmy MB Parker. Operacja, Upiorne Zamczysko czy Pułapka na myszy do dnia dzisiejszego kurzą się na strychu. Później w moim sercu miejsce dla siebie znalazły RPG-i. Przez długi czas nie myślałem o powrocie do zwykłych gier planszowych. Wszystko zmieniło się, gdy urzekł mnie opis gry pod tytułem Munchkin... Bez dłuższego zastanawiania się zainwestowałem w tę pozycję i tak bardzo wciągnęła moich znajomych - nie raz skracaliśmy sesję, ażeby tylko trochę popsuć sobie nawzajem krwi przy zdobywaniu skarbów i poziomów. Następne wydarzenia potoczyły się niemalże lawinowo. Noc Planszówek organizowana przez Centrum Gier Pegaz, wciągnięcie znajomych... Od zakupu Munchkina mijają niespełna 3 lata. Dziś już wiem czym są gry kooperacyjne, co mi się w grach podoba, a co nie.

Kiedy przyjaciel zapytał mnie czy chcę uczestniczyć w projekcie The Fellowship of the Board (choć jeszcze się tak nie nazywał) nie miałem najmniejszych wątpliwości. Zabrałem ciężki wolumin księgi zaklęć i ruszyłem by wesprzeć dawnego towarzysza.