Tylko dokładne trafienia
Szukaj w tytule
Szukaj w treści
Szukaj w postach
Szukaj na stronach
Filtruj po kategoriach
Bez kategorii
e-Planszówka
Felieton
Gry dla dwóch
Gry ekonomiczne
Gry imprezowe
Gry jednoosobowe
Gry kafelkowe
Gry karciane
Gry kooperacyjne
Gry logiczne
Gry strategiczne
Kącik opowieści
Paski
Planszówkowa Lama
Recenzja
Relacja
TheFoTB prezentuje
Tiny Wooden Pieces
Top10
Unsorted
Up To 4 Players
Loading Quotes...

Top 10 gier, które powinny znaleźć się w każdym polskim domu

Dzisiaj rozpoczynamy nowy cykl na naszym blogu. Będziemy sukcesywnie publikować rozmaite listy dziesięciu tytułów. Jeżeli macie jakieś szczególne życzenia odnośnie tematyki tych zestawień to piszcie w komentarzach 🙂 . Tym razem wyselekcjonowałem gry, które moim zdaniem powinny się znaleźć w każdym szanującym się domu. Lista nieznacznie pokrywa się z moim osobistym top 10 najlepszych gier wszech czasów, ale o tym innym razem. Zapraszam do lektury :).

  1. Przebiegłe wielbłądy

Gra, która swoją prostotą przebija wiele innych tytułów. Od obstawiamy wyścigi wielbłądów wokół piramidy. Niby nic specjalnego, ale podczas rozgrywki czujemy dreszczyk emocji czy aby na pewno dobrze obstawiliśmy laureata? Czy może jednak niebieski wyprzedzi białego? Najważniejszy argument przemawiający za tym tytułem to dla mnie fakt, że przy grze całą rodzina będzie bawić się świetnie. Rodzicie nie znudzą się grając z dziećmi a nawet w gronie dorosłych to świetna pozycja do pogrania przy piwku czy dwóch ;).

  1. Five tribes

Pierwsza, lecz (uwaga spoiler) nie ostatnia gra Cathali w zestawieniu. Bliski wschód to kraina raczej nieczęsto ukazywana w grach planszowych. W tym tytule wcielamy się w pretendentów do roli sułtana, który zgodnie z przepowiednią musi zebrać poparcie tytułowych pięciu plemion. Mechanicznie to ciekawa wariacja na temat worker placement. Jakkolwiek nie jestem fanem tego rozwiązania, kojarzącego mi się z suchymi grami euro, to w tym przypadku zabawa mnie urzekła i wsiąkłem na kilka godzin w świat baśni 1000 i jednej nocy. Prosta rozgrywka, oparta na raptem kilku zasadach. Powtarzalność ruchów i jednocześnie losowość ustawienia początkowego daje ciekawy swego rodzaju balans pomiędzy regrywalnością a przystępnością zasad.

  1. Avalon: Rycerze króla Artura

Grałem w wiele wariantów klasycznej mafii ale żaden nie wciągnął mnie do tego stopnia. Różnorodność ról, wiele wariantów rozgrywki, wieczna niepewność. Ciągłe podejrzenia niszczące przyjaźnie i sojusze... To wszystko i jeszcze więcej oferuje to małe pudełko. Doskonała pozycja kiedy mamy więcej gości. Granie w Avalona nigdy nie kończy się po jednej partii i jak do tej pory zauważyłem, nigdy się nie nudzi.

  1. 7 Cudów Świata

Wydaje mi się, że tytuł ten znają wszyscy. Przenosimy się do czasów starożytnych i budujemy nasz własny cud świata wylosowany spośród dostępnych, symultanicznie wybieramy karty w oparciu o mechanikę draftu. Zasady są banalnie proste choć ich tłumaczenie zajmuje sporo czasu. Nie mniej jednak satysfakcja z rozgrywki jest gwarantowana. Mamy różne drogi do wygranej, możemy zbierać budynki naukowe, stawiać na potęgę militarną, czy zostać specjalistą od handlu. Sama rozgrywka zamyka się zazwyczaj w 20-30 minutach, spokojnie można się wyrobić podczas przerwy śniadaniowej w pracy ;).

  1. Świat Dysku: Ankh-Morpork

Klimat Pratchetta towarzyszy mi w życiu od lat. Możliwość przeniesienia się do jego świata na 40 minut, to zawsze dobra zabawa. Każdy z graczy otrzymuje tajna tożsamość z unikalnym warunkiem zwycięstwa. W tej grze należy bawić się w psychologa, przewidywać kim mogą być oponenci jednocześnie samemu się nie zdradzając. A co jeśli nie znacie Pratchetta albo nie jara Was fantasy? To nadal znakomita gra, dająca masę zabawy bogatej w negatywna interakcje. 🙂

  1. Wojownicy Podziemi

Nowość od Lucrum Games chociaż na zagranicznym rynku jest od kilku lat i doczekało się nawet paru dodatków jakoś mnie ominęła. Jednak za sprawą kolegi, który przyniósł kiedyś wypożyczony z Centrum Gier Pegaz egzemplarz miałem okazję poznać to cudo. Już po pierwszej rozgrywce wiedziałem, że muszę to mieć. Gra opowiada o bohaterach fantasy... A w zasadzie o patałachach, którzy się za takich uważali. Król się zdenerwował i za podszywanie się pod herosów wysłał ich wszystkich do tytułowych podziemi. Jeżeli stamtąd wyjdą to oczyszczą swoje imię. Gracze jako drużyna wędrują z jednego pomieszczenia do drugiego w każdym napotykając potwory. Cała zabawa polega na sposobie pokonywania tychże. Otóż plansza tej gry to tak naprawdę dwuwymiarowa plansza strzelecka do której rzucamy... kostkami. Żeby nie było tak łatwo kostka musi najpierw odbić się od stołu po czym wylądować na planszy. Niektóre potwory wymuszają na nas rzucanie spod stołu albo umieszczenie kostki na nosie i próbę ucelowania w tarczę upuszczając sześcian. No i ważnym aspektem jest też humor całej produkcji. Bohaterowie i potwory wzorowane są na archetypach postaci z fantastyki – krasnolud nie lubi zielonoskórych, elfi łucznik i mag odpowiednio nazywają się Legolans i Randalf... To jedna z gier które trafią do każdego.

  1. Wojna o pierścień

Bez dwóch zdań to najlepsza gra dwuosobowa z jaką miałem styczność. Klimat Tolkiena aż się z niej wylewa. Dwie, dobrze zbalansowane strony konfliktu.  Epickie bitwy, przejmowanie twierdz sobie nawzajem, a gdzieś w tle hobbity wędrujące do Góry Przeznaczenia. Jeśli zastanawiałeś się kiedyś co by było gdyby Gandalf starł się w Rivendell z siłami Isengardu, to dzięki tej grze możesz to sprawdzić. Ponad 200 figurek wykonanych ze starannością i dbałością o detale, specjalnie wykonane kostki, wytrzymałe karty. Jakość, jakość i jeszcze raz jakość a przy tym masa zabawy.

  1. Sentinels of the Multiverse

Ostatnimi czasy coraz popularniejsze, za sprawą Marvel Cinematic Universe oraz seriali na bazie DC Comics, stają się motywy superbohaterów. Sentinels... to gra ze wszech miar fenomenalna. Nie dość że należy do gatunku gier kooperacyjnych, to ma stosunkowo niską cenę jak na zawartość którą otrzymujemy w pudełku. W grze wcielamy się w superbohaterów, którzy chcą powstrzymać łotra przed wprowadzeniem w życiu jego mrocznego planu. Każdy z dostępnych protagonistów jest inny, ma unikalne kombosy czy mechaniki. Tura gracza składa się z trzech faz – zagrania karty – użycia mocy – dobrania katy i tyle. Wprowadzenie nowych graczy nie było trudne, jedyny mankament to brak polskiej wersji językowej co pewnie odstraszy część potencjalnych uczestników zabawy. Do tej pory rozegrałem około 80ciu partii i nadal nie mam dość.

  1. Cyklady

Jak pisałem wyżej kolejna gra Cathali doczekała się miejsca na mojej liście. Któż z nas nie kochał mitologii będąc dzieckiem? Fantastyczne potwory, bogowie, herosi... To wszystko i jeszcze trochę więcej oferuje nam właśnie ten tytuł. Licytacja o wpływy bóstw zawsze wzbudza emocje, różne drogi do zwycięstwa nadają grze niepowtarzalności a jakość wykonania to po prostu wzór do naśladowania.

  1. Neuroshima Hex!

No i fanfary, miejsce pierwsze oddaję rodzimej produkcji, wszak tytuł zestawienia mówi o polskim domu 😉 Pierwsza edycja tej gry nadal kurzy się u mnie na półce jako perełka w kolekcji. Jakkolwiek nie jestem szczególnym fanem klimatów postapokaliptycznych, to ta taktyczna gra z niesymetrycznymi armiami chwyciła mnie za serce już dawno. Obecnie można nabyć trzecią edycję tej wspaniałej gry, w której na pochwałę zasługują genialne moim zdaniem grafiki na żetonach. Dla tych co nie znają krótkie wprowadzenie na czym polega sama rozgrywka. Każda armia składa się z takiej samej liczby żetonów. W swojej turze z zakrytego stosu losujemy trzy żetony, odkrywamy je, po czym jeden odrzucamy a dwa pozostałe możemy wykorzystać kładąc na heksagonalnej planszy. W zależności od statystyk jednostek i kierunku ich ataku uzyskujemy w ten sposób szereg kombinacji służących do zniszczenia przeciwnika. Niektóre armie nastawione są na szybkość ataku, inne na walkę na dystans, jeszcze inne jak moje ukochane Vegas, nie ma zbyt wielu własnych żołnierzy za to dzięki sporym zasobom gotówkowym może przekupować jednostki wroga. Jeżeli jeszcze nie masz tej pozycji w swojej kolekcji a mieszkasz w Bydgoszczy to zapraszam do Centrum Gier Pegaz jeszcze dziś. Gwarantuję że nie zawiedziesz się tym tytułem. 🙂

Aleris

Moja przygoda z grami planszowymi zaczęła się już we wczesnej młodości, gdyż w wieku lat siedmiu zacząłem z tatą odkrywać tajniki szachów, Grzybobrania, Eurobiznesu (na którym w końcu każdy się wychował), itp. Powoli przerzuciliśmy się na bardziej zaawansowane jak na lata 90-te produkty firmy MB Parker. Operacja, Upiorne Zamczysko czy Pułapka na myszy do dnia dzisiejszego kurzą się na strychu. Później w moim sercu miejsce dla siebie znalazły RPG-i. Przez długi czas nie myślałem o powrocie do zwykłych gier planszowych. Wszystko zmieniło się, gdy urzekł mnie opis gry pod tytułem Munchkin... Bez dłuższego zastanawiania się zainwestowałem w tę pozycję i tak bardzo wciągnęła moich znajomych - nie raz skracaliśmy sesję, ażeby tylko trochę popsuć sobie nawzajem krwi przy zdobywaniu skarbów i poziomów. Następne wydarzenia potoczyły się niemalże lawinowo. Noc Planszówek organizowana przez Centrum Gier Pegaz, wciągnięcie znajomych... Od zakupu Munchkina mijają niespełna 3 lata. Dziś już wiem czym są gry kooperacyjne, co mi się w grach podoba, a co nie.

Kiedy przyjaciel zapytał mnie czy chcę uczestniczyć w projekcie The Fellowship of the Board (choć jeszcze się tak nie nazywał) nie miałem najmniejszych wątpliwości. Zabrałem ciężki wolumin księgi zaklęć i ruszyłem by wesprzeć dawnego towarzysza.