Tylko dokładne trafienia
Szukaj w tytule
Szukaj w treści
Szukaj w postach
Szukaj na stronach
Filtruj po kategoriach
Bez kategorii
e-Planszówka
Felieton
Gry dla dwóch
Gry ekonomiczne
Gry imprezowe
Gry jednoosobowe
Gry kafelkowe
Gry karciane
Gry kooperacyjne
Gry logiczne
Gry strategiczne
Kącik opowieści
Paski
Planszówkowa Lama
Recenzja
Relacja
TheFoTB prezentuje
Tiny Wooden Pieces
Top10
Unsorted
Up To 4 Players
Loading Quotes...

Sentinels of the Multiverse – Rook City & Infernal Relics część pierwsza.

Nie­daw­no do kin tra­fił film Ant­man. Po uda­nym sean­sie  nie mogli­śmy się powstrzy­mać przed kolej­ną par­tią Sen­ti­nels of the Mul­ti­ver­se, tym razem jed­nak bio­rąc na warsz­tat boha­te­rów, łotrów i śro­do­wi­ska z dodat­ku Rook City & Infer­nal Relics.

Opi­sy­wa­ne roz­sze­rze­nie to tak napraw­dę prze­druk łączą­cy w sobie dwie zupeł­nie odmien­ne czę­ści skła­do­we. Pierw­sza, wzo­ro­wa­na kli­ma­tem na komik­so­wym Sin City oraz dru­ga czer­pią­ca z podań, mitów (tak­że Cthul­hu 😀 ) i legend. Łącz­nie w pudeł­ku znaj­dzie­my nie­mal 600 kart, (dru­gie tyle co w pod­sta­wo­wej wer­sji gry), instruk­cję zawie­ra­ją­cą histo­rie posta­ci i kil­ka słów na temat nie­ja­snych mecha­nik bos­sów no i oczy­wi­ście to, co naj­bar­dziej mnie urze­ka czy­li zakład­ki i gąb­ki wypeł­nia­ją­ce pudeł­ko.

Jeże­li chcie­li­by­ście odświe­żyć sobie recen­zję pod­sta­wo­wej wer­sji gry to zapra­szam tutaj.

Wita­my w Rook City

So, you were sca­red, weren’t you Gol­die? Some­bo­dy wan­ted you dead and you knew it. Well, I’m gon­na find that son of a bitch that kil­led you, and I’m gon­na give him the hard good­bye. Walk down the right back alley in Sin City, and you can find any­thing.

Pierw­sza część roz­sze­rze­nia wpro­wa­dza do gry dwóch nowych boha­te­rów, czte­rech łotrów oraz dwa śro­do­wi­ska. Tym razem jed­nak, nasi hero­si to nie prze­pa­ko­wa­ni super­mo­ca­mi nie­znisz­czal­ni ludzie ze sta­li, a mistrz wschod­nich sztuk wal­ki i spe­cja­list­ka od wszel­kie­go rodza­ju bro­ni pal­nej. Jest to zde­cy­do­wa­nie miła odmia­na, szcze­gól­nie bio­rąc pod uwa­gę że dzię­ki swo­im umie­jęt­no­ściom nie odbie­ga­ją oni od pozo­sta­łych gry­wal­nych posta­ci.

Po stro­nie pra­wa i spraw… porząd­ku sta­ją:

Is that all you got, you pan­sies?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Mr Fixer – Har­ry Robert Wal­ker  to dobry facet. Gość, któ­ry pro­wa­dził szko­łę sztuk wal­ki dla mło­dzie­ży z nie­cie­ka­wej dziel­ni­cy, wpa­jał im uni­wer­sal­ne zasa­dy moral­ne niczym pan Miy­agi z Kara­te kida. Wszyst­ko się zmie­ni­ło z chwi­lą gdy jego ucznio­wie poja­wi­li się w złym miej­scu, w złym cza­sie przez co zgi­nę­li z rąk han­dla­rzy nar­ko­ty­ków. Boha­ter zała­mał się i usu­nął  w cień na wie­le lat, rezy­gnu­jąc z tre­no­wa­nia mło­dzie­ży na rzecz otwar­cia warsz­ta­tu samo­cho­do­we­go. Przez ten czas gan­gi cał­ko­wi­cie opa­no­wa­ły uli­ce mia­sta, ale w swo­jej bucie człon­ko­wie jed­ne­go z nich popeł­ni­li poważ­ny błąd. Pró­bo­wa­li doko­nać wymu­sze­nia na współ­pra­cow­ni­ku Wal­ke­ra. Teraz jako Mr Fixer Har­ry chwy­cił tor­bę z narzę­dzia­mi i ruszył zapro­wa­dzić porzą­dek w swo­im mie­ście. Cie­ka­wa postać będą­ca skrzy­żo­wa­niem pana Miy­agi i Straż­ni­ka Tek­sa­su (Wal­ker 🙂 ) jego moce zależ­ne są od sty­lu wal­ki, jaki przyj­mie aktu­al­nie, może być dosko­na­łym tan­kiem lub zada­wać spo­re obra­że­nia. War­to nad­mie­nić, iż na kar­tach sty­lów wid­nie­ją prze­wrot­ne gra­fi­ki, np. na kar­cie sty­lu żura­wia wid­nie­je maszy­na budow­la­na zwa­na żura­wiem wła­śnie.

Oprócz wyżej wymie­nio­nych waż­ną rolę odgry­wa­ją narzę­dzia z warsz­ta­tu jaki equ­ip­ment, któ­rym Har­ry wywi­ja niczym nin­ja nun­cha­ku.

Expa­triet­te – Aman­da Cohen nie mia­ła lek­kie­go życia. Od dziec­ka zabie­ga­ła o wzglę­dy mat­ki, jed­nak nigdy nie doro­sła do jej ocze­ki­wań. A dla­cze­go? Ano dla­te­go, że kie­dy Two­ja mat­ka to Citi­zen Dawn (sen­ti­nel­so­wy Magne­to) a Ty nie masz mocy to krót­ko mówiąc masz prze…kichane. Kie­dy w wyni­ku jed­nej z misji wyko­ny­wa­nych dla swo­jej rodzi­ciel­ki Aman­da stra­ci­ła oko, uzna­ła że ma tego ser­decz­nie dosyć. Zabra­ła kom­plet swo­ich bro­ni i jako Expa­triet­te wyru­szy­ła by powstrzy­mać nad­lu­dzi sto­ją­cych poza pra­wem. Zde­cy­do­wa­nie ta dziew­czy­na jest odpo­wied­ni­kiem Puni­she­ra, pew­nie dla­te­go przy­pa­dła do gustu moim współ­gra­czom zde­cy­do­wa­nie bar­dziej niż Mr Fixer. Kom­bi­na­cje róż­no­rod­nych bro­ni i amu­ni­cji spra­wia­ją że Expa­triet­te jest praw­dzi­wą maszy­ną do zabi­ja­nia. Na szcze­gól­ną uwa­gę zasłu­gu­je fakt, iż opi­sy­wa­na boha­ter­ka ma swe­go rodza­ju ulu­bio­ną broń w posta­ci dwóch pisto­le­tów, któ­rym nada­ła imio­na: „Duma” i „Uprze­dze­nie”.

Oby­dwo­je bar­dzo moc­no pole­ga­ją na kar­tach typu ongo­ing lub equ­ip­ment. Każ­dy prze­ciw­nik, nisz­czą­cy te typy zde­cy­do­wa­nie utrud­nia lub unie­moż­li­wia wygra­ną.

Po stro­nie lewa i bała­ga­nu pre­zen­tu­ją się:

[hol­ding a young Nan­cy] You can’t do a god­damn thing to me Har­ti­gan. You know who I am. You know who my father is! You can’t touch me, you pie­ce of shit cop! Look at you, you can’t even lift that can­non you car­ry!

Nale­żą­cy do legend miej­skich Pla­gue Rat, któ­re­go naj­cie­kaw­szym mecha­ni­zmem jest infe­ko­wa­nie dru­ży­ny. Boss ten naj­mniej przy­padł mi do gustu. Może nigdy nie byłem spe­cjal­nym entu­zja­stą gry­zo­ni, acz­kol­wiek roz­no­sze­nie zara­zy pomię­dzy gra­cza­mi. To swe­go rodza­ju klą­twa szczu­ro­łac­twa, jeże­li wszy­scy hero­si zosta­ną pogry­zie­ni to uzy­sku­ją mię­dzy inny­mi moż­li­wość zada­wa­nia obra­żeń swo­im towa­rzy­szom wza­mian za wyle­cze­nie wła­snych.

Tajem­ni­czy Cha­ir­man, będą­cy enig­ma­tycz­ną sza­rą emi­nen­cją kie­ru­ją­cą gan­ga­mi Rook City. Oka­zu­je się on skrzy­żo­wa­niem King­pi­na z Ras’al Ghu­lem. Pod­czas wal­ki z tym łotrem boha­te­ro­wie muszą zmie­rzyć się nie tyl­ko z zastę­pa­mi mniej­szych i więk­szych gang­ste­rów jak rów­nież z pra­wą ręką Cha­ir­ma­na w posta­ci the Ope­ra­ti­ve. To moim zda­niem jeden z naj­trud­niej­szych bos­sów w grze. Bar­dzo iry­tu­ją­ca mecha­ni­ka pole­ga­ją­ca na wpro­wa­dza­niu gang­ste­rów, któ­rzy z kolei wpro­wa­dza­ją swo­ich poma­gie­rów. Pod­czas jed­nej z roz­gry­wek poja­wi­ło się tylu łotrów w cią­gu rap­tem trzech tur, że nie było już szans by cokol­wiek zdzia­łać.

Matriarch, mistycz­na wład­czy­ni kru­ków. Wal­ka z nią pole­ga na umie­jęt­nym eli­mi­no­wa­niu przy­zwa­nych pta­ków. Jed­nak ostrze­gam, nie rób­cie tego w domu: więk­szość z wezwa­nych przez tego super­ło­tra istot, ma jeden punkt życia i adno­ta­cje ile obra­żeń zada­je kie­dy umie­ra. Wyobraź­cie sobie zatem kon­ster­na­cje dru­ży­ny gdy kar­ta Tem­pe­sta zada­ją­ca 1 punkt obra­żeń wszyst­kim celom oprócz boha­te­rów weszła w życie. Kie­dy nade­szła moja tura dwój­ka boha­te­rów poże­gna­ła się z życiem.

Ostat­nim, lecz nie mniej waż­nym łotrem jest mój pry­wat­ny ulu­bie­niec – Spi­te. Tym razem nie mamy do czy­nie­nia z sza­lo­nym naukow­cem pra­gną­cym wła­dzy nad świa­tem, ide­olo­gicz­nym tyra­nem czy złym lor­dem. Spi­te to uza­leż­nio­ny od nar­ko­ty­ków psy­cho­pa­tycz­ny kani­bal. Każ­da kar­ta używ­ki wpro­wa­dza uspraw­nie­nia fizycz­ne dla opi­sy­wa­ne­go wro­ga. Chy­ba jedy­ny do tej pory łotr, któ­ry nie przy­wo­łu­je swo­ich pomoc­ni­ków, a jedy­nie.… ofia­ry. Boha­te­ro­wie mają za zada­nie rato­wać małe dziew­czyn­ki, dobrych sama­ry­tan czy nie­win­nych świad­ków przed gło­dem głów­ne­go złe­go. Pro­cen­tu­je to gdyż w momen­cie jak nasz łotr prze­sa­dzi z nar­ko­ty­ka­mi i obra­ca się na dru­gą stro­nę, za każ­de­go ura­to­wa­ne­go otrzy­mu­je 5 obra­żeń, co może prze­chy­lić sza­lę zwy­cię­stwa na korzyść dobra.

Po stro­nie hmmm.… no tej trze­ciej mamy:

Dwa nowe śro­do­wi­ska to tytu­ło­we Rook City oraz Pyke Indu­stries. To pierw­sze jest zde­cy­do­wa­nie nie­przy­jem­ne dla boha­te­rów. Spa­da­ją­ce gar­gul­ce, gan­gi, tok­sycz­ne odpa­dy wydo­sta­ją­ce się z kana­łów, wszyst­ko to co mogło­by tra­pić sko­rum­po­wa­ne mia­sto. Dru­gie nato­miast to fabry­ka che­mi­ka­liów, peł­na zmu­to­wa­nych szczu­rów, kadzi z dziw­ny­mi sub­stan­cja­mi oraz co jakiś czas gwoź­dziem pro­gra­mu w posta­ci tok­sycz­nej eks­plo­zji.

Wer­dykt:

An old man dies. A young woman lives. A fair tra­de.

Rook City to z pew­no­ścią cie­ka­wy doda­tek do wspa­nia­łej gry. Wpro­wa­dze­nie boha­te­rów nie­po­sia­da­ją­cych mocy i posta­wie­nie ich naprze­ciw sza­leń­ców pokro­ju Spite’a nada­je sko­ja­rze­nia nie tyl­ko ze wspo­mnia­nym Sin City ale tak­że Gotham City. Tak jak pisa­łem w przy­pad­ku recen­zji SOTM: Ven­ge­an­ce tak tutaj muszę zazna­czyć, że ten doda­tek kupu­je się dla łotrów. Hero­si są nicze­go sobie ale mecha­ni­ka gry prze­ciw­ni­ków napraw­dę pozwa­la odczuć kli­mat zbli­ża­ją­cej się poraż­ki i przy­tła­cza­ją­ce uczu­cie, że jeże­li nam się nie uda to fak­tycz­nie mia­sto jest stra­co­ne. Śro­do­wi­ska nato­miast mają na celu utrud­nić grę, gdy­by z jakichś przy­czyn wyda­ła się komuś zbyt łatwa, nic nad­zwy­czaj­ne­go ani odkryw­cze­go. CDN.

Aleris

Moja przygoda z grami planszowymi zaczęła się już we wczesnej młodości, gdyż w wieku lat siedmiu zacząłem z tatą odkrywać tajniki szachów, Grzybobrania, Eurobiznesu (na którym w końcu każdy się wychował), itp. Powoli przerzuciliśmy się na bardziej zaawansowane jak na lata 90-te produkty firmy MB Parker. Operacja, Upiorne Zamczysko czy Pułapka na myszy do dnia dzisiejszego kurzą się na strychu. Później w moim sercu miejsce dla siebie znalazły RPG-i. Przez długi czas nie myślałem o powrocie do zwykłych gier planszowych. Wszystko zmieniło się, gdy urzekł mnie opis gry pod tytułem Munchkin... Bez dłuższego zastanawiania się zainwestowałem w tę pozycję i tak bardzo wciągnęła moich znajomych - nie raz skracaliśmy sesję, ażeby tylko trochę popsuć sobie nawzajem krwi przy zdobywaniu skarbów i poziomów. Następne wydarzenia potoczyły się niemalże lawinowo. Noc Planszówek organizowana przez Centrum Gier Pegaz, wciągnięcie znajomych... Od zakupu Munchkina mijają niespełna 3 lata. Dziś już wiem czym są gry kooperacyjne, co mi się w grach podoba, a co nie.

Kiedy przyjaciel zapytał mnie czy chcę uczestniczyć w projekcie The Fellowship of the Board (choć jeszcze się tak nie nazywał) nie miałem najmniejszych wątpliwości. Zabrałem ciężki wolumin księgi zaklęć i ruszyłem by wesprzeć dawnego towarzysza.