Tylko dokładne trafienia
Szukaj w tytule
Szukaj w treści
Szukaj w postach
Szukaj na stronach
Filtruj po kategoriach
Bez kategorii
e-Planszówka
Felieton
Gry dla dwóch
Gry ekonomiczne
Gry imprezowe
Gry jednoosobowe
Gry kafelkowe
Gry karciane
Gry kooperacyjne
Gry logiczne
Gry strategiczne
Kącik opowieści
Paski
Planszówkowa Lama
Recenzja
Relacja
TheFoTB prezentuje
Tiny Wooden Pieces
Top10
Unsorted
Up To 4 Players
Loading Quotes...

Rook City & Infernal Relics cd

Infernal Relics

Druga część recenzowanego dodatku również wprowadza dwóch bohaterów, czterech łotrów i dwa środowiska.

W moich snach znalazłem trochę piękna którego na darmo szukałem w życiu, i wędrowałem przez stare ogrody i zaczarowane lasy.

Nightmist – Faye Diamond odziedziczyła po ojcu agencję detektywistyczną. Od zawsze męczyła ją pewna rodzinna tajemnica, otóż 70 lat temu w tajemniczych okolicznościach zaginął jej dziadek. Owo zniknięcie miało miejsce w nieprzypadkowym miasteczku zwanym Arkham. (Smaczek dla osób, które miały okazję grać w horror w arkham, Nightmist to wnuczka grywalnej postaci, detektywa Joe Diamonda 🙂 ) Śledztwo zaprowadziło Faye na trop pewnego sabatu czarownic, okultyzmu i magicznych przedmiotów. Badania nad tym co niemożliwe wywołały u niej swego rodzaju obsesję. Jak powszechnie wiadomo eksperymenty z mitologią Cthulhu nigdy nie kończą się dobrze. Jedno z rzuconych zaklęć, a konkretnie mgły R’lyeh zadziałało nieco inaczej niż powinno. Panna Diamond zamiast przenieść się do innego świata uzyskała efekt odwrotny. Inny świat pojawił się w niej. Jej ciało zmieniło się w białą mgłę. Po czym Faye straciła przytomność. Kiedy się ocknęła postanowiła wykorzystać swoje nowonabyte właściwości by tropić zło, z którym nikt inny nie będzie w stanie walczyć. Nightmist prezentuje unikalny sposób gry oparty na rzucaniu zaklęć z magicznych ksiąg i dobieraniu sporej liczby kart na rękę. Cała zabawa polega na wykorzystaniu odpowiedniej kombinacji zaklęć. Nightmist posiada również ciekawą właściwość, otóż dzięki odpowiedniej karcie może być niewrażliwa na jakiekolwiek obrażenia (forma mgły) co pozwala jej przeczekać do momentu, w którym zdoła wykorzystać swój pełen potencjał.

 

Argent Adept – Anthony Drake odkrył niedawno swoje dziedzictwo. Jego przeznaczeniem było objęcie zaszczytnej funkcji wirtuoza pustki. Człowieka, który za pomocą swojej muzyki może przeganiać istoty zrodzone z ciemności i chaosu. Brzmi dumnie prawda? Granie Argent Adeptem przynosi naprawdę wiele frajdy. Kluczowe w jego przypadku są trzy słowa: melodia, rytm i akompaniament. Opisywany heros wykorzystuje instrumenty które pozwalają na wykorzystanie dwóch z trzech wyżej wymienionych pojęć w dowolnej kombinacji. Tutaj zaczyna się swego rodzaju budowanie pewnego drzewka zależności. Kiedy wykorzystujemy jakąś melodię często możemy zagrać dodatkową kartę której efektem bedzie rozpatrzenie innej melodii czy rytmu, po czym zgodnie z naszą kartą instrumentu używamy np. akompaniamentu dającego kilka efektów i tak w kółko. Postać ta nastawiona jest głównie na wspomaganie innych, nie liczcie więc na potężnego zabójcę który niszczy swych wrogów. Najpoważniejszym zarzutem do Argent Adepta jest fakt, że moja tura grając nim trwała w nieskończoność, ciągle uwalniając nowe efekty kart czy mocy.

This is not dead which can eternally lie, and with strange Aeons even Death may die...

Drugi aspekt tego dodatku o którym warto napisać to plejada łotrów których dostajemy czterech.


Akash’bhuta – mający najwięcej punktów życia ze wszystkich antagonistów jakich miałem okazję poznać, starożytny duch chaosu i zniszczenia, nikt inny jak sama „matka natura”. To stworzenie, z którym od wieków mierzą się kolejne pokolenia wirtuozów pustki. Taktyka tej postaci polega na wprowadzaniu do gry swoich manifestacji w świecie natury i oddziaływanie na środowisko. Wbrew pierwszemu wrażeniu nie okazał się szczególnie trudnym przeciwnikiem a sama rozgrywka z Matką Naturą nie była zbyt ciekawa, ot po prostu niszczymy kolejne pojawiające się targety w grze co zabiera jej HP.

Gloomweaver – demon czczony przez plemiona zajmujące się VooDoo. W zwykłych warunkach ta istota nie może przedostać się do naszego świata przez zasłonę rzeczywistości. Nie mniej jednak gdy zgromadzone i w ciemności związane zostaną trzy potężne artefakty... No dobra po prostu przyjdzie nam, bohaterom zmierzyć się z tym potworem. Mechanicznie przywołuje on mnóstwo zombie które nas atakują, względnie zamienia swoich kultystów których zabijemy, właśnie w nieumarłych. Najciekawszą stroną tegoż bossa jest unikalna strategia związana z artefaktami. Możemy zupełnie olać atakowanie naszego przeciwnika. Artefakty, o których wspomniałem wcześniej, to karty w talii łotra. Jeżeli zajdzie taka sytuacja, że wszystkie trzy znajdą się w stosie kart odrzuconych, wygrywamy. Zdecydowanie ciekawszy przeciwnik niż powyższy. Ponadto jego karty dosyć mocno nawiązują do mitologii Cthulhu więc ma u mnie dużego plusa.

Apostate – Mroczny anioł będący nemesis Fanatic. Z mojego doświadczenia mogę stwierdzić, że to chyba najtrudniejszy przeciwnik z dodatku. Zadaje tony obrażeń a do tego przyzywa sobie impy, demony i pomniejsze koszmary, nad którymi ciężko zapanować. Bardzo ciekawy łotr, warto się z nim zmierzyć kiedy wydaje się że gra jest zbyt prosta.

The Ennead – Tak jak niegdyś Ra odnalazł kostur boga słońca, tak grupa rabusiów grobowców znalazła magiczne przedmioty przepełnione boską mocą pozostałych przedstawicieli egipskiego panteonu. Tak powstała grupa 9 bóstw mających tylko jeden cel, pokonać Ra. Rozgrywka z tym bossem wymaga sporej powierzchni stołu. Trzeba na bieżąco kontrolować pojawiające się karty i dokładnie po kolei analizować każdą z nich w turze łotra. Zdecydowanie ciekawy przeciwnik a jednocześnie na dłuższą metę rozgrywka przeciwko nim męczy. Tura łotra trwająca 4 razy tyle co tury graczy razem wzięte potrafi zabić radość z gry.

Ph'nglui mglw'nafh Cthulhu R'lyeh wgah'nagi fhtagn.

Realm of Discord – Innowacyjna lokacja. Zmienia zasady gry poprzez podróż do różnych wymiarów. Podczas testów okazało się, iż to środowisko sprzyjało nam znacznie częściej niż przeszkadzało.

Tomb of Anubis – Bardzo ciekawe miejsce. Składa się z szeregu wyzwań, za których ukończenie można otrzymać skarby. Żeby nie było aż tak kolorowo to oczywiście znajdzie się tu kilka negatywnych kart no i sam Anubis we własnej osobie, który zadaje całkiem spore obrażenia i potrafi przechylić szalę zwycięstwa na niekorzyść graczy.

Podsumowując obie części tej recenzji, chciałbym zauważyć, że dostajemy w pudle masę kart bardzo poważnie rozbudowujących podstawową wersję gry. Moim zdaniem w tym dodatku łotry wypadają zdecydowanie lepiej od bohaterów. Jest ich więcej co doskonale sprawia się jako pierwszy zakup rozbudowujący podstawową grę. Za cenę nieco ponad 100zł  otrzymujemy 8 łotrów, 4 herosów i 4 środowiska.

Plusy

Spora liczba kart w pudełku

Jak zwykle dobre wydanie

Ciekawe łotry

Nowe mechaniki bohaterów

Cthulhu

Minusy

Nowi bohaterowie nie mają supermocy

Akash’bhuta jest nudny

Konieczność zakoszulkowania masy kart

 

Aleris

Moja przygoda z grami planszowymi zaczęła się już we wczesnej młodości, gdyż w wieku lat siedmiu zacząłem z tatą odkrywać tajniki szachów, Grzybobrania, Eurobiznesu (na którym w końcu każdy się wychował), itp. Powoli przerzuciliśmy się na bardziej zaawansowane jak na lata 90-te produkty firmy MB Parker. Operacja, Upiorne Zamczysko czy Pułapka na myszy do dnia dzisiejszego kurzą się na strychu. Później w moim sercu miejsce dla siebie znalazły RPG-i. Przez długi czas nie myślałem o powrocie do zwykłych gier planszowych. Wszystko zmieniło się, gdy urzekł mnie opis gry pod tytułem Munchkin... Bez dłuższego zastanawiania się zainwestowałem w tę pozycję i tak bardzo wciągnęła moich znajomych - nie raz skracaliśmy sesję, ażeby tylko trochę popsuć sobie nawzajem krwi przy zdobywaniu skarbów i poziomów. Następne wydarzenia potoczyły się niemalże lawinowo. Noc Planszówek organizowana przez Centrum Gier Pegaz, wciągnięcie znajomych... Od zakupu Munchkina mijają niespełna 3 lata. Dziś już wiem czym są gry kooperacyjne, co mi się w grach podoba, a co nie.

Kiedy przyjaciel zapytał mnie czy chcę uczestniczyć w projekcie The Fellowship of the Board (choć jeszcze się tak nie nazywał) nie miałem najmniejszych wątpliwości. Zabrałem ciężki wolumin księgi zaklęć i ruszyłem by wesprzeć dawnego towarzysza.