Tylko dokładne trafienia
Szukaj w tytule
Szukaj w treści
Szukaj w postach
Szukaj na stronach
Filtruj po kategoriach
Bez kategorii
e-Planszówka
Felieton
Gry dla dwóch
Gry ekonomiczne
Gry imprezowe
Gry jednoosobowe
Gry kafelkowe
Gry karciane
Gry kooperacyjne
Gry logiczne
Gry strategiczne
Kącik opowieści
Paski
Planszówkowa Lama
Recenzja
Relacja
TheFoTB prezentuje
Tiny Wooden Pieces
Top10
Unsorted
Up To 4 Players
Loading Quotes...

Pierwsze starcie – Jaipur

 

Nie dalej jak wczoraj, przechadzając się po mieście, moje kroki skierowały się w stronę Centrum Gier Pegaz. Trafiłem akurat na moment dostawy. Okazało się, że do sklepu trafiła zupełna nowość pod tytułem Jaipur. Dwuosobowa gra traktująca o rywalizacji dwóch kupców na targu w Radżastanie.

Tak wygląda tytułowe Jaipur ^^

Jeden z egzemplarzy powędrował do wypożyczalni gier planszowych gdzie mogłem owy produkt przetestować. Gra składa się z talii kart oraz kilkudziesięciu żetonów. Instrukcja napisana została na tyle przystępnie, że nauka zasad trwała jakieś 30 sekund. Karty dzielą się na dwa rodzaje: karty towarów i karty wielbłądów. Na start na środku stołu lądują 3 karty wielbłądów i dwie towarów, natomiast każdy z graczy otrzymuje po 5 kart z talii. Wielbłądy wykładamy przed siebie, pozostałe karty trzymamy na ręce. Żetony towarów kładziemy z boku ułożone wartościami punktowymi od największej do najmniejszej. W tym momencie byłem jeszcze nieco sceptycznie nastawiony. Obawiałem się, że gra będzie czymś w rodzaju Splendoru, którego nie lubię.  Czy się myliłem? Przekonajmy się. W swojej turze mogłem podjąć jedną z dwóch decyzji: Handlować lub sprzedawać. Pierwsza opcja daje mi trzy możliwości: Mogę dobrać jedną kartę towaru ze środka stołu, zabrać wszystkie wielbłądy ze stołu albo użyć własnych wielbłądów by podmienić je na równą liczbę kart ze środka. Opcja sprzedaży wygląda inaczej: odrzucam z ręki dowolną liczbę kart tego samego towaru i uzyskuje w zamian tyle samo żetonów o określonym nominale punktowym. Dodatkowym bonusem są specjalne żetony, otrzymywane po odrzuceniu naraz trzech lub więcej kart. Pod to punkty które dostajemy w ciemno, w tajemnicy przed oponentem. Runda kończy się po skończeniu dwóch stosów żetonów towarów lub w momencie, w którym nie ma już więcej kart w talii. Gracz z większą liczbą wielbłądów w tym momencie otrzymuje dodatkowe 5 punktów, następuje sprawdzenie uzyskanego obecnie wyniku i porównanie z przeciwnikiem. Wygrywa gracz, który zwycięży dwie rundy. Muszę przyznać, że tytuł ten mnie zaskoczył. Spodziewałem się nudnej wymiany kart a otrzymałem rozrywkę na dobrym poziomie. Gry dwuosobowe zazwyczaj nie przypadają mi do gustu, zawsze czegoś im brakuje. A to nie ma klimatu(jedno z ważniejszych dla mnie kryteriów), czasem trwają zbyt długo stając się nużące a innym razem po rozegraniu jednej partii zwyczajnie ma się dość. Opisywana gra przypadła mi jednak do gustu. Nie mogę ocenić regrywalności, czy  Jaipur napisać szczegółowej recenzji po jednej partii, ale wiem, że następnym razem będąc w Pegazie znów rzucę rękawice Bartkowi Chrobakowi, żeby  potwierdzić kto jest lepszym kupcem w Radżastanie.

 

Dziękuję Bartłomiejowi Chrobakowi za rozgrywkę oraz udostępnienie egzemplarza 🙂

Jak wspomniałem w tekście jeżeli sami chcecie się przekonać i mieszkacie w pobliżu, to zapraszam serdecznie do Centrum Gier Pegaz w Bydgoszczy 🙂

 

Aleris

Moja przygoda z grami planszowymi zaczęła się już we wczesnej młodości, gdyż w wieku lat siedmiu zacząłem z tatą odkrywać tajniki szachów, Grzybobrania, Eurobiznesu (na którym w końcu każdy się wychował), itp. Powoli przerzuciliśmy się na bardziej zaawansowane jak na lata 90-te produkty firmy MB Parker. Operacja, Upiorne Zamczysko czy Pułapka na myszy do dnia dzisiejszego kurzą się na strychu. Później w moim sercu miejsce dla siebie znalazły RPG-i. Przez długi czas nie myślałem o powrocie do zwykłych gier planszowych. Wszystko zmieniło się, gdy urzekł mnie opis gry pod tytułem Munchkin... Bez dłuższego zastanawiania się zainwestowałem w tę pozycję i tak bardzo wciągnęła moich znajomych - nie raz skracaliśmy sesję, ażeby tylko trochę popsuć sobie nawzajem krwi przy zdobywaniu skarbów i poziomów. Następne wydarzenia potoczyły się niemalże lawinowo. Noc Planszówek organizowana przez Centrum Gier Pegaz, wciągnięcie znajomych... Od zakupu Munchkina mijają niespełna 3 lata. Dziś już wiem czym są gry kooperacyjne, co mi się w grach podoba, a co nie.

Kiedy przyjaciel zapytał mnie czy chcę uczestniczyć w projekcie The Fellowship of the Board (choć jeszcze się tak nie nazywał) nie miałem najmniejszych wątpliwości. Zabrałem ciężki wolumin księgi zaklęć i ruszyłem by wesprzeć dawnego towarzysza.