Skip to content →

Krzycz głośniej, aż Cię usłyszą

Niedawno wydawnict­wo Days of Won­der ogłosiło w planach, że w dodruku Five Tribes zami­ast kart niewol­ników uświad­czymy fakirów. Powód? Wiel­ki wrza­sk o słowo “niewol­nik”. Five Tribes usy­tuowane jest w starożyt­nej Ara­bii. Dla mnie oczy­wiste jest, że wtedy, na tam­tych rejonach niewol­nict­wo miało się dobrze. Jed­nak jak widać, wystar­czyło pod­nieś larum, protestować i krzy­czeć na ten tem­at.

Całkowicie rozu­miem, że gra jest rodzin­na i tekst typu “Kup niewol­ni­ka, przy­da ci się” (cytat wzię­ty z forum gry-planszowe.pl) brz­mi co najm­niej słabo. Ale, o dzi­wo, Gildia Zabójców (właś­ci­wie: Assas­sins Tribe. Mały spoil­er — oni mor­du­ją) niko­mu nie przeszkadza. Jak­iś czas temu przez Pol­skę prze­toczył się szum o grę Skup żyw­ca. Obroń­cy zwierząt obruszyli się, że pod płaszczykiem niewin­nej zabawy pokazany jest nieprawdzi­wy obraz targów zwierzę­ta­mi. Ter­az spór jest, że w grze rodzin­nej jest niewol­nict­wo. To które pode­jś­cie jest właś­ci­we? Z jed­nej strony spór o uproszcze­nie rzeczy­wis­toś­ci, z drugiej pre­ten­sje o ukazanie prawdy his­to­rycznej.

Skąd ten wrza­sk? Poprawność poli­ty­cz­na oraz stra­ch przed posądze­niem o dyskrymi­nację w naszych cza­sach urósł do sporych rozmi­arów. Dostrzec to moż­na nawet w fil­mach. Słysza­łem, że ekipa fil­mowa musi mieć jak­iś pro­cent ludzi innej grupy etnicznej niż rasa biała. Kiedy do tego okaza­ło się, że do Oscarów nomi­nowano prak­ty­cznie białych, Akademia się zre­flek­towała i każ­da oso­ba (albo zde­cy­dowana więk­szość) wręcza­ją­ca nagrodę była Murzynem (co na to Azjaci?).

Z kolei kiedyś zapy­tałem Ignacego Trzewicz­ka dlaczego żeton Pię­tasz­ka jest biały, sko­ro pasu­je czarny? Odpowiedzi­ał, że gra idzie na rynek zagraniczny, a w Ameryce ludzie są szczegól­nie uczu­leni na punkcie etnicznym, więc mogą to uznać za obrazę. Przy­pom­ni­ały mi się te słowa kiedy wypakowywałem Colt Express, gdzie  bandy­ta-Murzyn (swo­ją drogą — ma na imię Djan­go) ma czarnego meeple’a. Żad­nych negaty­wnych opinii na tem­at tego posunię­cia nie odno­towałem. Pozy­ty­wnych również, ale rozu­miem Trzewi­ka, że nie chci­ał ryzykować.

Jeśli chodzi o ukazanie rasy czarnej w grach plan­szowych, to sprawa jest stara jak Puer­to Rico. To typowy work­er place­ment, w którym zarządza­my kolonią poprzez rozmieszcze­nie znaczników pra­cown­ików na plan­tac­jach i różnych budynkach. Grę przed­staw­iał mi mój zna­jomy i dopiero po kilku miesią­cach, gdy samemu wer­towałem instrukcję, dowiedzi­ałem się, że pra­cown­i­cy są nazy­wani kolonista­mi. Zdzi­wie­nie było tym więk­sze, że zostali mi oni przed­staw­ieni jako “czarni”. Nawet nie wydawało mi się takie nazewnict­wo log­iczne, sko­ro pio­n­ki są ciem­no­brą­zowe. Jed­nak moż­na wyczy­tać wiele słów oburzenia, że pod nazwą kolonistów kryją się niewol­ni­cy z Afry­ki. Kto pra­cow­ał na plan­tac­jach? Kto był tanią siłą roboczą na kolo­ni­ach? Kogo wyko­rzys­tano do wszel­kich prac? Wiado­mo. Oso­biś­cie nie widzę przeszkód, aby uży­wać nazwy niewol­ni­cy. Jed­nak jestem pewien, że zna­jdzie się równie dużo głosów prze­ciw temu pomysłowi, a “koloniś­ci” to celowy zabieg wydawnict­wa, aby nie być posąd­zonym o rasizm lub coś podob­ne­go. Jak widać ciężko wszys­tkim dogodz­ić.

Z powyższych przykładów wyni­ka, że wojny ide­o­log­iczne w dziedzinie gier plan­szowych toczą się o przed­staw­ie­nie jakiegoś obrazu. Nie inaczej jest z fem­i­nistka­mi. Główne zarzu­ty jakie przed­staw­ia ta gru­pa to obraz kobi­ety, jest najczęś­ciej on jed­noz­naczny i uwy­puk­la cechy fizy­czne. Przy tej okazji wymienia się tytuł Wikingowie: Wojown­i­cy Półno­cy. Plakat pro­mu­ją­cy tę pozy­cję przed­staw­iał walkir­ię w “blaszanym biki­ni”. Zaś celem tej gry jest pory­wanie córek wodzów okolicznych wiosek. Jest to bard­zo jaskrawy przykład, a do tem­atu odniosłem się szerzej w cyk­lu feli­etonów “Gen­der w grach plan­szowych”. Ostat­nio też zauważyłem, że jest moda na pary­tet — co najm­niej jeden bohater jest kobi­etą. Ten fakt nie jest drażnią­cy, ale zauważal­ny. Szczegól­nie jeżeli tem­aty­ka plan­szów­ki jest dopa­sowana do jed­nej płci. Pary­te­ty na siłę — czy to na korzyść kobi­et, czy mężczyzn — wyda­ją się mi lekko prze­sad­zone. Szczególne widoczne to było wspom­ni­anym nieco wcześniej Colt Expressie, gdzie napa­da się pociąg w cza­sach Dzikiego Zachodu. Zadzi­wiło mnie, że dwie postaci to jed­nak kobi­ety, w tema­cie gdzie prym wiedli mężczyźni. Jed­nak bohater­ka nazwana Belle jest wzorowana na Belle Starr, najsłyn­niejszą bandytkę tam­tych cza­sów. Musi­ałem się moje poglądy i rac­je odrzu­cić na bok, a potem się uko­rzyć. Brawa dla twór­ców! Poszukałem infor­ma­cji i czegoś się dowiedzi­ałem.

Wspom­i­na się, że jed­ną z grup lubią­cych wyrażać swo­je zdanie we wsze­lakiej materii są chrześ­ci­janie, a konkret­niej katol­i­cy. Szuka­jąc infor­ma­cji, nie znalazłem żad­nej wzmi­an­ki na tem­at ich negaty­wnych wypowiedzi o plan­szówkach. A to ciekawe, bo w takim Kingsport Fes­ti­walu w celu osiąg­nię­cia swoich celów ucieka się do przy­woły­wa­nia demonów. Co więcej, w Chaosie w Starym Świecie wcielamy się w mroczne bóst­wa wyniszcza­jące ludzkość. Wszys­tko to odby­wa się w fik­cyjnym świecie, ale z chę­cią poczy­tałbym argu­men­ty na tem­at zgub­ne­go wpły­wu na moją duszę. Jestem pewien, że przy­dały­by mi się do innego feli­etonu, do którego się przy­go­towu­ję. Za to wyszukałem dwa tytuły, w którym wyko­rzysty­wany jest motyw refor­ma­cji i spór protes­tantów z kato­lika­mi w tej kwestii. Mowa o Here I stand oraz Coup: Ref­or­ma­tion (dodatek do Coup). Muszę tym pozy­cjom przyjrzeć się bliżej.

Częs­to przy pow­stawa­niu gier kom­put­erowych wydaw­ca na skutek protestów zmienia nietrafioną kon­cepcję. Z moich obserwacji wyni­ka, że sprawa Five Tribes to pier­wszy przy­padek w dziedzinie gier plan­szowych. Dwo­je innych znaw­ców (Balint i Board Game Girl — dzię­ki za roz­mowę) również nie mogło znaleźć innych przykładów wymuszenia zmi­any decyzji. Czy to będzie miało wpływ na inne kon­trow­er­syjne pomysły? Albo na ostrożniejsze decyz­je w tak zwanej poprawnoś­ci poli­ty­cznej? Czy może ci oburzeni krzy­czeli na tyle głośno, że krzyk doszedł do ucha wydawnict­wa? Czas pokaże…

PowerMilk

Nazywam się PowerMilk. Po kilku latach grania w gry typu Eurobiznes, chińczyk, szachy czy warcaby założyłem bloga z jednym celem: uświadomić światu czym są nowoczesne planszówki. Wiedziałem, że nie podołam sam w tej misji, dlatego inni dołączyli do mojej krucjaty. Teraz razem piszemy o grach planszowych. Dla reszty planszówkowiczów jestem kimś innym… jestem czymś innym.

Published in Felieton