Tylko dokładne trafienia
Szukaj w tytule
Szukaj w treści
Szukaj w postach
Szukaj na stronach
Filtruj po kategoriach
Bez kategorii
e-Planszówka
Felieton
Gry dla dwóch
Gry ekonomiczne
Gry imprezowe
Gry jednoosobowe
Gry kafelkowe
Gry karciane
Gry kooperacyjne
Gry logiczne
Gry strategiczne
Kącik opowieści
Paski
Planszówkowa Lama
Recenzja
Relacja
TheFoTB prezentuje
Tiny Wooden Pieces
Top10
Unsorted
Up To 4 Players
Loading Quotes...

Recenzja prototypu gry pt.: „Uciekające myszy”

Wyścig po ser

Czego potrzeba do stworzenia gry planszowej. Jak się okazuje trochę chęci i samozaparcia. Reszta przychodzi sama. Ostatnio moi znajomi, którzy studiują na UKW w Bydgoszczy kierunek "Gamedec"zaprosili mnie do zagrania w prototyp planszówki pt.: „Uciekające myszy”, którą stworzyli w ramach swoich zajęć. Przyznam, że efekt, który udało im się osiągnąć bardzo mile mnie zaskoczył.

Uciekające myszy jest to gra familijna dla od 2 do 4 graczy, w której wcielamy się w rolę myszek, pragnących zebrać jak największe zapasy sera. Co jest typowe dla przedstawicieli tego gatunku, przynajmniej w świecie gier planszowych. W pudełku znajdziemy planszę, cztery pionki przedstawiające te małe urocze zwierzątka, ponadto 52 kart ruchu i 11 kart pułapek, 10 żetonów tychże pułapek, 24 żetony sera i dwie kostki ośmiościenne. Celem gry jest zabranie 6 kawałków sera, które w losowych miejscach pojawiają się na planszy i powrót ze swoim dobytkiem do własnej norki.

Na początku gry każdy otrzymuje 3 karty, z których w swojej turze będzie mógł wybrać jedną i wykonać odpowiednią akcję czyli ruch lub ustawienie pułapki. Poruszamy się na planszy, na której widnieją kwadratowe pola, poszczególne obszary oznaczone są cyferkami, które widnieją dookoła obszaru gry. W rogach planszy znajdują się cztery norki, które są jednocześnie miejscem startowym i docelowym, Na karcie ruchu narysowane są strzałki z wartością liczbową, które określają kierunek i liczbę pól, o które możemy się przesunąć. Zawsze do wyboru są trzy równe kierunku, chociaż naturalnie możemy poruszyć się w górę, w dół, w lewo lub w prawo. Wszystkie czynności wykonujemy ze swojej perspektywy. Kiedy już uda nam się dotrzeć do upragnionego sera, po pierwsze cieszymy się (!), a potem rzucamy kostką, aby określić miejsce pojawienia się następnego kawałka. Jedna z kostek określa dolną krawędź, natomiast druga tę po naszej prawej. W tym przypadku istotne są oznaczenia cyfrowe, ponieważ na ich podstawie, określamy współrzędne, dla kawałka sera.

Gra jest łatwa, szybka i przyjemna. Naprawdę ubawiliśmy przy niej niesamowicie. Pułapki wprowadzają zamieszanie, i sprawiają, że nie jest to zwykłe, bezmyślne bieganie za serem. Wprowadzają, tak bardzo przez większość graczy pożądany, element negatywnej interakcji. Pomyślicie sobie, przecież to gra dla dzieci! Planszówka jest jednak, na tyle losowa
i nieprzewidywalna, że każdy ma równe szanse, żeby wygrać. Dynamizm rozgrywki, jest również bardzo ważny, jeśli bierzemy pod uwagę rozgrywkę z młodszymi, ponieważ bardzo szybko tracą one zainteresowanie. Przy pełnym składzie gra zajęła nam jakieś 20 minut, co jest czasem optymalnym.

Przede wszystkim ogromne gratulacje dla chłopaków, bo gra faktycznie istnieje! Nie są to świstki papieru, które latają po całym pomieszczeniu przy podmuchu wiatru. Za pomocą ograniczonych środków finansowych (jak to studenci) udało im się stworzyć wszystkie elementy gry, włącznie z porządnym pudełkiem, całą oprawą graficzną i pionkami myszy, które są po prostu słodkie.

Nie ukrywam jednak, że muszę przyczepić się do paru drobiazgów, chociażby dla zasady. Po pierwsze – tytuł. Na okładce pudełka, zobaczymy myszkę z serem w łapce, a za nią kota. Faktycznie grafika, pasuje do tytułu, ale ten nie oddaje istoty gry. Bowiem tematem, nie jest ucieczka, czy wyścig z czasem, a zwykłe niewinne zbieranie sera. Kota w ogóle nie uświadczymy. Następnie zasada, która zakłada, że po zebraniu sera, możemy kontynuować nasz ruch i pomaga. Przyspiesza to niewątpliwie rozgrywkę i pomaga to zaplanować kolejne kroki, ale czasem może to być zbytnie ułatwienie. Bo co w przypadku, gdy od razu zbierzemy dwa, albo nawet trzy sery? Tym bardziej, że istnieje zasada określające, że kawałek przysmaku, który pojawia się na polu, na którym stoimy trafia do naszej puli automatycznie. Podobnie rzecz ma się z pułapkami, aby się z niej wydostać musimy wyrzucić na kostce odpowiednią liczbę oczek, w zależności od tego ile sera udało nam się do tej pory zebrać. Im więcej dźwigamy ze sobą, tym trudniej nam się wydostać. Jednak gdy nam się to uda, możemy kontynuować rozpoczęty ruch. I ostatnia uwaga, czysto techniczna. Na początku gry zostałam poinformowana, że żółta kostka oznacza krawędź dolną, a zielona tą po prawej. Oczywiście jak zaczęliśmy grać i przyszła moja kolej wylosowania miejsca dla sera, już o tym zapomniałam. Przydałoby się oznaczenie na krawędziach, które by nas o tym informowało.

Ogólnie cały projekt oceniam bardzo pozytywnie. W kategorii gra familijna, ten tytuł sprawdza się naprawdę nieźle. Doceniam pomysł i wykonanie, ponieważ widać, że twórcy włożyli w to naprawdę wiele serca i pracy. Ja przy tym tytule bawiłam się naprawdę dobrze. Były intrygi, współpraca, ale też podstawianie sobie pułapek, lub podbieranie sera sprzed nosa. Zarówno dzieci jak i dorośli mogą dobrze się bawić grając w „Uciekające myszki”.

Podziękowania dla twórców gry za możliwość przetestowania: Łukasza Dreżewskiego, Maxa Frosta i Arkadiusza Majewskiego!

Pozdrowienia dla Wojtka za wspólne granie i cenne uwagi! 😀